Indyjskie plemię kontra koncern wydobywczy

Bitwa o Orisę
Plemię Dongria Kondhs w stanie Orisa na północnym wschodzie Indii sprzeciwia się budowie na ich ziemi ogromnej rafinerii aluminium.

Tam, gdzie znachorzy nadal składają ofiary bogom i gdzie wierzy się, że wzgórza są święte, ma miejsce starcie XXI wieku: lokalne plemię kontra koncern wydobywczy. Po dziesięcioleciach ciszy i izolacji od świata, plemię Dongria Kondhs w stanie Orisa na północnym wschodzie Indii przyciągnęło publiczną uwagę sprzeciwem wobec budowy na ich ziemi ogromnej rafinerii aluminium.

Aluminiowe wzgórza

Inwestycję prowadzi Vedanta Alumina Limited, spółka zależna jednej z największych firm zarejestrowanych w Wielkiej Brytanii, która zajmuje się w Indiach wydobyciem i produkcją miedzi, aluminium i cynku. Spółka chce wydobywać aluminium ze wzgórz Nijamgiri, bogatych w najwyższej jakości rudę boksytu, z którego wytwarza się aluminium.

Vedanta już zakończyła budowę rafinerii wartej miliard USD, która rozgościła się u podnóża wzgórz plątaniną rur, zbiorników i kotłów na obszarze około 6 kmmetrów kwadratowych. Rafineria jednak traci pieniądze: rząd Orisy obiecał dostęp do boksytu, ale Sąd Najwyższy Indii nie dał zezwolenia na prowadzenie prac wydobywczych. W tej chwili Vedanta koleją i ciężarówkami transportuje czerwoną skałę z innych kopalni, wykorzystując tylko niewielką część swoich mocy produkcyjnych.

Tak jak w Australii

Orisa jest jednym z najbiedniejszych stanów Indii, ale również jednym z najbogatszych w zasoby naturalne. Lokalny rząd bardzo chce wykorzystać ten potencjał. "Jeśli porównać złoża żelaza, aluminium i węgla to Orisa posiada 60-70 proc. tego, co ma Australia", mówi dr Mukesz Kumar, dyrektor produkcji w Vedanta Aluminium Ltd w rozmowie z reporterem BBC. "Niedługo nadejdzie dzień, kiedy złoża te będą w pełni wykorzystane, napędzając rozwój taki jak w Australii".

Vedanta ma rzeczywiście szeroko zakrojone plany. Chce pięciokrotnie zwiększyć inwestycje i uczynić z rafinerii największy tego typu zakład na świecie. Boom indyjski rodzi zapotrzebowanie na aluminium w miastach bardzo odległych od Orisy. Głównym zastosowaniem wydobywanego tutaj aluminium są opakowania czekoladowych batonów i czipsów. Innym wielkim odbiorcą jest przemysł samochodowy.

Nie z tego świata

Na wzgórzach mieszka dziś jedynie 7950 członków plemienia Dongria. Żyją głównie ze zbieractwa, uprawy prosa i sprzedaży owoców leśnych w miastach u podnóża. Plemię wyznaje animizm: każde wzgórze ma swojego boga. Nowoczesny świat jeszcze tu nie wkroczył - nie ma elektryczności, szkół, telewizji, telefonów. "Wszystko mamy z dżungli", mówi jeden z młodych aktywistów plemienia, Jitu Jakeskia, z którym rozmawiał reporter BBC. Jest jednym z niewielu, którzy otrzymali wykształcenie; teraz w imieniu współplemieńców walczy o prawo do zachowania tradycyjnego sposobu życia.

Góry Nijamgiri są bardzo ważne dla ludzi Dongria - to jakby świątynia najwyższego boga. "Nie płacimy pieniędzy za owoce, które zbieramy. To jest nasz raj". Raj ten należy został wymieniony w wykazie plemion autochtonicznych, co, według indyjskiej konstytucji, oznacza, że ziemie  Dongria nie mogą im zostać odebrane ani przez osoby indywidualne, ani przez firmy. Lokalne zgromadzenie mieszkańców zostało konstytucyjnie upoważnione do stanowienia o swoich zasobach naturalnych i ich zgoda jest wymagana przy wszystkich projektach rozwojowych. Ta gwarancja konstytucyjna pozostaje jednak w dużej mierze zapisem na papierze, pisze Kavaljit Singh z Public Interest Research Centre w New Delhi, o czym świadczy wiele innych akcji wysiedlania rdzennej ludności pod wielkie projekty rozwojowe.

Norweska etyka

Sprawa rafinerii w Orisie nabrała rozgłosu, kiedy indyjskie NGO-sy, filmowcy i organizacje ochrony praw człowieka wspólnie z tubylcami zorganizowały kampanię. Rozgłos międzynarodowy akcja zyskała, gdy do kampanii przyłączyli się znany krytyk koncernów wydobywczych Roger Moody, Action Aid i inne organizacje. Indyjski Wildlife Institute twierdzi, że eksploatacja zasobów w tym regionie grozi nieodwracalnymi zmianami w ekosystemie. Specjalna komisja Sądu Najwyższego Indii, która rozpatrzyła petycje protestujących, oświadczyła, że Vedanta Aluminium narusza przepisy ustawy o ochronie lasów, dodatkowo cytując decyzję norweskiego rządu. W październiku 2007 bowiem rząd Norwegii nakazał swojemu funduszowi emerytalnemu sprzedaż wszystkich udziałów w Vedancie wartych 14 mln USD. Wycofanie się z inwestycji zarekomendowała norweska rada ds. etyki, wyjątkowe ciało nadzorcze, które monitoruje inwestycje państwowego funduszu. Rada stwierdziła, że zaangażowanie funduszu w projekt aluminiowy w Orisie stanowi "niedopuszczalne ryzyko współudziału w obecnych i przyszłych bezwzględnych aktach niszczenia środowiska i gwałcenia praw człowieka".

Elektryfikacja, edukacja

Vedanta twierdzi, że wszystkie te oskarżenia są fałszywe. Nie będzie nieodwracalnych skutków dla środowiska: prace wydobywcze odbywać się będą na głębokości 10 do 15 metrów na wyznaczonych obszarach i ubytki zostaną zasypane po zakończeniu projektu. "Nie sadzę, żeby jakakolwiek inna firma utrzymywała tak wysokie standardy ochrony środowiska jak nasza", powiedział BBC dr Mukesz Kumar, pokazując również wioskę betonowych domków, gdzie zostało zakwaterowanych około 100 rodzin z poszkodowanego plemienia. Firma argumentuje, że przynosi postęp, miejsca pracy, inwestuje w opiekę zdrowotną i edukację. Anil Agarwal, przemysłowiec który stoi za Vednatą, ogłosił nawet ambitny plan budowy Uniwersytetu Vedanty w Orisie, który miałby dorównywać standardem uniwersytetowi oksfordzkiemu czy Harvarda. Rafineria zatrudnia około 2 tys. osób, w tym wielu lokalnych mieszkańców. Próbuje ich także uczyć nowych umiejętności, takich jak hodowla ryb czy ogrodnictwo. Elektryfikuje wsie, obiecuje budowę nowych dróg i ogólnie lepsze warunki życia.

Pod bramą

BBC trafiło na blokadę rafinerii zorganizowaną przez 80 mieszkańców wioski. Za poszkodowane uważa się 500 rodzin, które straciły ziemię zajętą przez Vedantę. Twierdzą, że nie dostali odpowiedniego odszkodowania. Vednata odpowiada, że oskarżenia są fałszywe, bo ludzie chcą więcej pieniędzy niż im się prawnie należy. Pod bramą rafinerii BBC dowiedziało się, że pola i domy zostały nielegalnie skonfiskowane bez zgody mieszkańców, a policja biła protestujących. Sąd Najwyższy w uzasadnieniu podał podobne argumenty: ci, którzy nie chcieli się wyprowadzić, byli do tego zmuszani przez "najemnych przestępców, policję i administrację".

Dr Mukesz Kumar odpiera zarzuty twierdząc, że Vedanta nigdy nie była w sprawę przesiedleń bezpośrednio zaangażowana, ponieważ zajmuje się tym rząd stanowy.

WIĘCEJ:

  • Plemię Dongria Kond - slideshow na YouTube

 

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną