Premier Włoch ma dość kpin

Berlusconi i TVbojkot
Premier Włoch mówi 'dość' bezwstydnym programom TV, w których nie dopuszcza się do głosu i kpi z jego prawicowych kolegów.
Robi się gorąco. Potrzebna gaśnica! Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Wojciech Olkuśnik/Agencja Gazeta

Robi się gorąco. Potrzebna gaśnica! Fot. Wojciech Olkuśnik / AG

Wygląda na to, że Jarosław Kaczyński wykreował modę. Modę na bojkotowanie „nieobiektywnych" stacji telewizyjnych. Oto bowiem włoska gazeta „Corriere della Sera" (która oczywiście słowem nie wspomniała o prezesie PiS jako trendsetterze) zdaje relację z wtorkowej konferencji prasowej premiera Silvio Berlusconiego. Szef włoskiego rządu zapowiedział na niej m.in. bojkot stronniczych sił telewizyjnych.

Wszyscy jesteśmy bezwstydnikami

Silvio Berlusconi grzmiał: „Dość tego chodzenia do telewizji! Tam są bezwstydne programy." Ten pełen świętego oburzenia ton nie powinien nikogo dziwić. W końcu partia, którą założył, i której do dziś przewodniczy, to prawicowo-konserwatywna Forza Italia. Moralność ma w niej pierwszorzędne znaczenie (na klepanie po pośladkach Bogu ducha winnych kobiet przez premiera spuśćmy kurtynę milczenia, bo to dla sprawy nieistotne). Dlaczego obraził się na telewizję? Tego chcieli się dowiedzieć uczestniczący w konferencji prasowej dziennikarze, ale Berlusconi odbijał piłeczkę. „Sami sobie zadajcie to pytanie i na nie odpowiedzcie!".

 

Czarę goryczy premiera mógł przelać wtorkowy, wieczorny program „Porta a Porta" na kanale Rai Uno, w którym to - według premiera - przedstawiciele jego partii byli celowo prowokowani i bezpardonowo atakowani przez „siły demokratyczne" (PD).  Według Berlusconiego prowadzący audycję kibicował Partii Demokratycznej. Spotkanie w studiu skończyło się karczemną awanturą, którą widzowie mogli obejrzeć na żywo (video na stronie Rai Uno, ze specyficznym odredakcyjnym komentarzem w tytule - „Był sobie dialog").

„Już nigdy nasi przedstawiciele nie dadzą się obrażać: w tylu programach prowadzący nie umieją zapanować nad sytuacją, a dyskusja przeradza się w idiotyczną kłótnię. Ale jako że my idiotami nie jesteśmy, nie godzimy się już na takie traktowanie" - zadeklarował. Przeszkadzał mu również „niecywilizowany" ton oraz prowokacje ze strony opozycji, którym ulegli jego ludzie. Jak stwierdził pierwszy spośród Włochów na dłuższą metę są one „nie do zaakceptowania". Nie wypada, a też „nie opłaca się" (wedle określenia samego Berlusconiego) w czymś takim uczestniczyć.

Demokracja, czyli lewactwo

„Musimy odzyskać godność naszej roli jako rządu". Owa godność, jak wynika z dalszej jego wypowiedzi, może być przywrócona przede wszystkim dzięki nieprzyjmowaniu zaproszeń do programów typu talk-show, w których się „tylko kłamie i pomawia". Taki bojkot premier Włoch planuje do czasu, aż „lewacy" (czytaj: demokraci) nie zmienią swojego karygodnego postępowania.

Ani Berlusconi, ani „Corriere della Sera" nie precyzują, których stacji bojkot ma dotyczyć. Można się jednak domyślać, że premier Włoch i jego partyjni koledzy nie zawitają w najbliższym czasie do Rai 1 i Rai 3, uznawanych za stacje sprzyjające Partii Demokratycznej i, w mniejszym stopniu, centrolewicy. Rai 2 też zapewne nie zaszczycą, mimo że powszechnie uważa się ten kanał za będący pod kontrolą prawicy. Ot, dla zasady.

Jedno jest pewne: z wizji premier na pewno całkiem nie zniknie, bo na szczęście jest jeszcze (będąca jego własnością) sieć „obiektywnych" kanałów telewizyjnych koncernu Mediaset (m.in. Canale 5, Italia 1 i Rete 4).

Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka - chciałoby się skwitować całą sytuację. Jeszcze w lutym tego roku miał miejsce inny protest, tyle że z przeciwnej, lewej strony sceny politycznej. Wtedy to przedstawiciele „La sinistra l`Arcobaleno", ruchu skupiającego wokół siebie znanych socjalistycznych działaczy, a pretendujący do miana nowej lewicowej siły na włoskiej scenie politycznej, narzekali na złe, bo stronnicze traktowanie ze strony mediów. Zarzucali dziennikarzom bezmyślną promocję Berlusconiego, któremu wówczas zapewne się nawet nie śniło o jakimkolwiek bojkocie.

Z ziemi polskiej do włoskiej...

Bojkot mediów to jednak nie jedyny owoc z drzewa wiadomości, które otrzymaliśmy podczas trwającej bez mała półtorej godziny konferencji prasowej Silvio Berlusconiego. Premier nie omieszkał także nawiązać do bieżącej sytuacji politycznej we Włoszech. Jej również, w opinii premiera, należy się bojkot. Zachowanie opozycji „zagraża demokracji", a „parlament jest wywłaszczany", co godzi w demokratyczne procedury.

Co tak naprawdę boli Berlusconiego? Otóż trudno mu się pogodzić z faktem, że socjalista Gianfranco Fini, przewodniczący Izby Deputowanych zapowiedział, iż gdy tylko dostrzeże niepokojące sygnały płynące z parlamentu, da sobie prawo do niegraniczonych czasowo wystąpień na parlamentarnym forum i wyrażenia sprzeciwu. Według Berlusconiego taka deklaracja jest karygodna, bo zaburza tok procedowania nad ustawami, poza tym nie da się przeprowadzać jakichkolwiek reform, gdy w parlamencie zasiadają „ludzie w depresji", parlamentarzyści zmuszeni do godzenia się na spowalnianie prac z powodu „obstrukcji" à la Fini.

Z jednej więc strony odezwała się urażona duma Berlusconiego, który chciałby mieć ostatnie słowo i być jedynym „słusznym" recenzentem prac Izby Deputowanych. Świadomość, że przewodniczący Fini daje sobie nieformalne prawo weta i dominowania w parlamentarnej debacie, doprowadza go do pasji. Z drugiej strony zarówno parlament, jak i media były do tej pory sceną, na której królował niepodzielnie sam Berlusconi. Widmo narodzin konkurencyjnej, politycznej gwiazdy nie w smak premierowi.

Z dalszych cytowanych przez „Corriere della Sera" wypowiedzi Berlusconiego jasno wynika, że najlepszym sposobem na powstrzymanie „obstrukcjonistów" byłoby ustawowe przyznanie premierowi większej władzy i rozszerzenie zakresu kompetencji - tylko w ten sposób, według szefa Forza Italia, można się w przyszłości skutecznie bronić przed ryzykiem reżimu autorytarnego czy wręcz dyktatury.

Deja vu? Czy to nie brzmi znajomo? Te same frazesy, ta sama terminologia i podobne motywy. Czyżby nasz rodzimy prezes Jarosław Kaczyński mógł być traktowany nie tylko jako kreator rozlewającej się po Europie mody na prawicowe bojkoty „stronniczych" stacji telewizyjnych, ale wręcz Wielki Gramatyk, twórca reguł i „chwytów" prawoskrzydłowego politycznego dyskursu? Na to wygląda.

Koło się zamyka. Wieki temu otrzymaliśmy od królowej Bony czerwone buraki i włoszczyznę, a teraz sami eksportujemy z ziemi polskiej do włoskiej „same dobra".
 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj