Świat

Kolejna eskalacja

Walka o kraj Tamilskich Tygrysów

Logo Tamilskich Tygrysów. Logo Tamilskich Tygrysów. Wikipedia
Armia Sri Lanki w krwawej kampanii zdobyła stolicę Tamilskich Tygrysów.

Agencje donoszą, że armia Sri Lanki przełamała główną linię obrony rebeliantów na północy kraju i zdobyła "stolicę Tamilskich Tygrysów". To jedna z najkrwawszych kampanii trwającej od stycznia ofensywy wojsk lankijskich na kontrolowane przez separatystów tereny - od czasu od oficjalnego zerwania rozejmu z 2002 r. Prawdopodobnie konflikt będzie trwał jeszcze długo.

Banda tchórzliwych samobójców

Od ponad 20 lat wyspa, na Oceanie Indyjskim, kiedyś znana jako Cejlon, jest sceną walki między wojskami rządowymi a separatystyczną partyzantką Wyzwolicieli Tamilskiego Ilamu (LTTE), nazywanych Tamilskimi Tygrysami. Tygrysy walczą o utworzenie suwerennego państwa, Ilamu, na północnym wschodzie wyspy. LTTE chce całkowitej niezależności, a rząd powtarza, że gotowy jest jedynie na częściową autonomię. Walka o Ilam - suwerenny kraj Tamilów - pochłonęła już 70 tys. ofiar.

Zdaniem USA LTTE jest organizacją terrorystyczną. "To banda tchórzliwych, narwanych amatorów", pisze Dominic Whiteman, rzecznik londyńskiej organizacji antyterrorystycznej VIGIL. Jeśli nie chcą, żeby świat uznał ich za jeszcze jedną klikę samobójczych zamachowców, jak Al-Kaidę, powinni dorosnąć, złożyć broń i wrócić do stołu negocjacyjnego - jak dorośli mężczyźni.

Tygrysy ewoluowali z aktywistów walczących przeciwko dyskryminacji w organizację mafijną, pisze Robert Rotberg, ekspert z Harvardu. Ich taktyka polega m.in. na wymuszaniu haraczu od tamilskich ekspatów w Kanadzie, Wielkiej Brytanii, Indiach, Australii. Emigranci finansują ich w obawie o bezpieczeństwo krewnych na Sri Lance. Dzięki nim LTTE jest podobno najbogatszą organizacją militarną na świecie.

Eksperci twierdzą, że LTTE uważa wojnę za konieczność w "drodze do Ilamu" i dlatego w zamachach pozbywa się bardziej umiarkowanych tamilskich liderów. "Chodzi o wolność od obcych rządów syngaleskich", deklarują rebelianci, i "prawo do demokratycznego decydowania o sobie". Niezależny Ilam jest nienegocjowalny. Ale niezależny Ilam będzie negocjował z niezależną Sri Lanką".

Podwójne oblicze Indii

Premier Indii Manmohan Singh wyraził zaniepokojenie eskalacją konfliktu - ale nic poza tym. 20 lat temu Indie skompromitowały się nieudaną misją pokojową na wyspie. Tym razem będą trzymać ręce z daleka, przewidują eksperci.

"Indie uwielbiają prowadzić podwójną grę, zawsze to robiły", mówi Reva Bhalla, analityk z prywatnej amerykańskiej agencji wywiadowczej Stratfor. "Trzeba powiedzieć jasno, że w Indiach istnieją dwie polityki, jeśli chodzi o Sri Lankę", pisze Syed Ali Mujtaba. Ośrodkiem pierwszej jest Chennai (Madras, stolica Tamil Nadu), druga sterowana jest z New Delhi. Obie są od siebie niezależne i skierowane do innego elektoratu: w Tamil Nadu do mieszkających tam indyjskich Tamilów.

"Wojna na Sri Lance nie jest wojną Sri Lanki, tylko wojną Indii", miał powiedzieć były dowódca rządowych sił powietrznych Oliver Ranasinghe. New Delhi w sprytny sposób wspiera i absorbuje LTTE na cudzym terytorium, po to, żeby nie weszła na ich własne. "Tak jak Amerykanie, powinniśmy byli walczyć nie u siebie, ale w innych krajach - w Indiach, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Kanadzie - tam, skąd pochodzą fundusze LTTE".

Róbta co chceta

W Tamil Nadu ta dwulicowa polityka rządu federalnego budzi rozczarowanie. Podczas gdy wojska lankijskie robią postępy na północy, samoloty rządowe bombardują osiedla cywilne, by zniechęcić Tamilów do wspierania LTTE. I indyjscy, i lankijscy Tamilowie podejrzewają, że pod pretekstem pacyfikowania rebelianckich Tygrysów rząd premiera Mahinda Rajapakse chce zniszczyć całą tamilską społeczność.

Brak większego zainteresowania społeczności międzynarodowej tą długoletnią wojną niektórzy przypisują uznawaniu Sri Lanki za pełnoprawną, poprawną demokrację, od kiedy w latach 70. przeszła na ekonomię rynkową. Inni nazywają ją "klasycznym przypadkiem nieudanych mediacji pokojowych z udziałem społeczności międzynarodowej".

 

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Świat

Dyplomaci jak hostessy – tak działa polskie MSZ

PiS w zasadzie nie prowadzi polityki zagranicznej. Nie potrzebuje więc doświadczonych ambasadorów. Chyba że do roli hostess.

Grzegorz Rzeczkowski
09.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną