Miedwiediew w cieniu Putina

Lojalny wezyr
Obecny prezydent Rosji świetnie gra swą rolę w tandemokracji: demokracji tandemu.
Fot. UPI/Anatoli Zhdanov

Fot. UPI/Anatoli Zhdanov

Przez pół roku Dmitrijowi Miedwiediewowi nie udało się wyjść z cienia Władimira Putina. Media dbają o to, aby nazwisko obecnego prezydenta Rosji było wymieniane nie rzadziej niż nazwisko premiera (i byłego prezydenta), ale nikt nie ma wątpliwości, że w tandemie Miedwiediew–Putin ten drugi jest większą figurą. Spekulacje, czy Miedwiediew jest prezydentem tymczasowym, nasiliły się po zmianie konstytucji wydłużającej kadencję przyszłej głowy państwa z 4 do 6 lat. Następny prezydent – a część analityków uważa, że będzie nim ponownie Władimir Putin – będzie mógł rządzić Rosją nawet przez 12 lat. Chociaż na razie tandemokracja – jak się niekiedy określa obecną konstrukcję władzy – funkcjonuje bez większych zgrzytów.

Jednak światowy kryzys finansowy oraz spadek cen ropy i gazu zwiastują Rosji kilka chudych lat. Trudno będzie utrzymać dotychczasowy kontrakt władzy ze społeczeństwem według formuły dostatek i stabilność w zamian za posłuszeństwo oraz porozumienie grup i klanów wewnątrz rządzącej elity. Kto wie, czy cichy prawnik nie okaże się lepiej przystosowany do czekających Rosję zawirowań niż twardziel-czekista?

Mały staruszek

Mało kto z interesantów magistratu w Petersburgu z początku lat 90. pamięta Dmitrija Miedwiediewa, doradcę prawnego w wydziale kontaktów międzynarodowych miasta. Taki niepozorny, cichy, typowa szara myszka – wspominają go ówcześni współpracownicy.

Siłą Miedwiediewa, dzięki której wygrał casting na prezydenta Rosji, jest jego ostrożność i umiejętność czekania. Władimir Putin, kiedy jeszcze był małym Wową, wodził rej w kompanii sobie podobnych ulicznych urwisów z robotniczych dzielnic Leningradu. Dima Miedwiediew, jedyny syn profesora fizyki, miał dzień wypełniony po brzegi książkami i zajęciami w kółkach zainteresowań. – Rzadko można było go spotkać na ulicy w towarzystwie rówieśników. Przypominał małego staruszka – mówi o nim jego nauczycielka z podstawówki Wiera Smirnowa.

Chodził do szkoły w dzielnicy Kupczino. To peryferyjna część Petersburga. Potem chciał dostać się na prawo, ale mimo że był bardzo pilnym uczniem, nie zdał egzaminów. Przez rok studiował wieczorowo, zanim zarówno dzięki dobrym ocenom jak i, zapewne, protekcji ojca przeniósł się na studia dzienne. Wydział prawa uniwersytetu w Petersburgu wykształcił w minionym stuleciu czterech przywódców Rosji: Kiereńskiego, Lenina, Putina i Miedwiediewa. Dima był dobrze zorganizowanym, wzorowym studentem, słuchał ciężkiego rocka grupy Black Sabbath, chętnie uczestniczył w życiu towarzyskim wydziału, ale duszą towarzystwa nikt by go nie nazwał.

Dziekanem wydziału prawa był Anatolij Sobczak – jedna z kluczowych postaci obozu demokratycznego epoki pierestrojki. Dobry prawnik i świetny mówca, Sobczak stał się bohaterem pierwszego radzieckiego parlamentu wybranego w częściowo wolnych wyborach. W drukowaniu ulotek na prymitywnym powielaczu, rozwieszaniu plakatów pomagali Sobczakowi jego studenci. Wśród nich Miedwiediew. Kiedy Sobczak wygrał wybory na stanowisko mera Petersburga, kilku swoich studentów zabrał ze sobą do Smolnego. Jednym z nich był Dima. „Nikt go wówczas nie traktował serio. Bardzo przeciętny 25-letni chłopak odbierał u Sobczaka telefony” – pisze we wspomnieniach politolog Boris Wiszniewski.

Nazwisko Miedwiediewa nie widniało nawet w książce adresowej petersburskiego magistratu. Ambitnemu prawnikowi szybko znudziła się funkcja sekretarza-telefonisty i przeniósł się do wydziału kontaktów zewnętrznych, którym kierował Władimir Putin. Teraz Miedwiediewa brano za osobistego sekretarza Putina.

Prawnik z inicjatywą

Doradzanie Putinowi łączył Miedwiediew z zajęciami dydaktycznymi na uczelni. Pracę doktorską „Problemy realizacji podmiotowości prawnej przedsiębiorstwa państwowego” obronił w 1990 r., jeszcze w czasach ZSRR. Zajęło to aż cztery godziny (zamiast standardowych 90 minut). Jedni twierdzą, że dlatego, gdyż doktorat był niezwykle odkrywczy; inni – że był niedopracowany metodologicznie. Zgodnie z obowiązującą wówczas terminologią i zwyczajami Miedwiediew rozwijał twórczo marksizm-leninizm (inkrustując rozprawę cytatami zarówno z klasyków marksizmu, jak i z przemówień Gorbaczowa), pisząc o tym, jak – nie naruszając prawa radzieckiego – prywatyzować państwowe przedsiębiorstwa.

Teorię prywatyzacji Miedwiediew umiejętnie weryfikował praktyką. Tuż po obronie doktoratu założył swoją pierwszą firmę Uran, a trochę później następną – Fincełł. Ta z kolei była jednym ze współzałożycieli rosyjsko-szwajcarskiej Ilim Pulp Enetrprise, która z czasem – po wykupieniu akcji kilku zakładów papierniczo-celulozowych w Rosji – stała się gigantem w branży, o wartości 1,5 mld dol. Miedwiediew miał w niej podobno jedną piątą udziałów. Według innych źródeł nie był współwłaścicielem firmy, lecz dyrektorem ds. prawnych. W 2008 r., podczas kampanii wyborczej, poseł komunistycznej opozycji Nikołaj Kołomiejcew usiłował wyjaśnić, gdzie się podziały pieniądze z udziałów w tej firmie, skoro kandydat na stanowisko prezydenta Rosji wykazał w swojej deklaracji jedynie niespełna 3 mln rubli oszczędności (ok. 100 tys. dol.). Być może za pieniądze z firmy Miedwiediew kupił któreś ze swoich mieszkań. Ma dwa: mniejsze, o powierzchni 174 m kw. w moskiewskim apartamentowcu przy ul. Tichwińskiej, i większe, o powierzchni 364 m kw. – przy ul. Mińskiej. Dziennikarze ustalili, że za to drugie zapłacił jak za 35-metrową kawalerkę, pozostałą część kwoty pokryła kancelaria prezydenta.

Niewyjaśnione interesy Ilim Pulp Enetrprise, a zwłaszcza historię przejęcia przez tę firmę wielkich zakładów papierniczych w Kotlasie, badał nawet rosyjski NIK. Przyszłego prezydenta Rosji w tej sprawie nikt nie niepokoił, bo Miedwiediew opuścił firmę, podobno dlatego, że jako dyrektor ds. prawnych nie zgadzał się na podejrzane kontrakty.

Doradzając władzom Petersburga i prowadząc sprawy firmy, Miedwiediew cały czas wykładał prawo cywilne i rzymskie na miejscowym uniwersytecie. Nie miał jednak zbyt wielu słuchaczy, bo wśród studentów panowało przekonanie, że zajęcia, choć solidne, są nudne. Miedwiediew wykładowcą był pamiętliwym i podczas egzaminów wszystkich, którzy nie chodzili na zajęcia, przepytywał ze znajomości łacińskich formuł prawnych. Kiedy studenci skarżyli się na brak czasu czy trudności z dostępem do literatury, zawsze kwitował krótkim: „to państwa problem”. Studentom nie umknęły markowe garnitury, w jakich pojawiał się na uniwersytecie, i modne krawaty (ta słabość, obok drogich zegarków firmy Breguet, pozostała Miedwiediewowi do dziś).

W 1999 r. przeniósł się do Moskwy, by zająć stanowisko zastępcy szefa kancelarii rządu Rosji.

Żona i brat

Rosyjska dziennikarka Włada Wołochowa sugeruje, że do kariery biznesmena skłoniła Miedwiediewa jego żona. Dmitrij zna ją od 1972 r., kiedy razem chodzili do szkoły podstawowej. Szkolna blond piękność Swietłana Linnik nie zwracała wówczas szczególnej uwagi na chudziutkiego, niewysokiego (według nieoficjalnych informacji Dmitrij Miedwiediew ma 162 cm wzrostu) adoratora. Ich znajomość rozluźniła się podczas studiów Swietłany w instytucie finansowym. Potem Swietłana pracowała jako księgowa w jednej z petersburskich firm, nawiązując kontakty ze środowiskiem biznesu.

Pobrali się w 1989 r., kiedy Miedwiediew był doktorantem. Dzięki temu, że znała żonę jednego z właścicieli Ilim Pulp Enetrprise, Swietłana załatwiła Dimie dobrze płatną posadę w firmie. Politolog Stanisław Biełkowski, dobrze znający kulisy rosyjskiej polityki, podkreśla wpływ, jaki Swietłana wywiera na męża. „To ona nadaje ton w związku, nie tylko w sprawach bytowych. Jej uroda i urok osobisty ułatwiają nawiązywanie znajomości przydatnych w karierze męża” – pisze Biełkowski. Jego zdaniem, Swietłana odgrywa w małżeństwie klasyczną rolę żony-matki, będąc troskliwą i wpływową opiekunką swego męża i ich dzisiaj 12-letniego syna Ilji. Wypowiedzi koleżanek i znajomych Swietłany charakteryzują ją jako kobietę inteligentną, władczą i zdecydowaną.

Jeśli za karierą Miedwiediewa w biznesie stoi żona, to polityczny wzlot dzisiejszy prezydent Rosji zawdzięcza Putinowi. Podczas wspólnej pracy w merostwie Petersburga Putin miał niejedną okazję przekonać się o lojalności Miedwiediewa i o jego zawodowej sprawności. To Dmitrij rozsupływał prawnicze zawiłości niejednoznacznych kontraktów handlowych zawieranych przez władze miasta. A przy tym – nigdy nie kwestionował przywództwa Putina. Więcej, odpowiadał mu układ, w którym ktoś inny podejmował decyzje i brał na siebie związane z tym ryzyko. Miedwiediew jest typem analityka, skrupulatnie i ostrożnie ważącego wszystkie argumenty przed przedłożeniem optymalnego rozwiązania. „To miękki, podatny na sugestie charakter, psychologicznie zależny od starszego brata, którego nigdy nie miał” – oceniają obecnego prezydenta psycholodzy. Putin stał się dla niego i przywódcą, i starszym bratem.

Skrzętny budowniczy

Kiedy w 2000 r. Putin objął rządy w Rosji, Miedwiediew przyszedł do kremlowskiej administracji najpierw na stanowisko zastępcy jej szefa, a od 2003 r. przejął kierownictwo kancelarii prezydenta. Spokojnie, stopniowo eliminował z gry swoich starszych kolegów i stawał się niezastąpionym współpracownikiem Putina. Bez jego podpisu do prezydenta nie mógł trafić żaden dokument. To wówczas narodził się na Kremlu przydomek Miedwiediewa Wielki Wezyr, trochę przez przekorę do jego niskiego wzrostu.

Putin, który nie zdecydował się sięgnąć po trzecią kadencję omijając normy konstytucyjne, mógł pokładać zaufanie tylko w swym wezyrze. Czołowy pretendent do prezydentury generał wywiadu Siergiej Iwanow nazbyt bowiem przypominał Putina – niepohamowaną ambicją, doświadczeniem, mentalnością, skłonnością do rozwiązań siłowych. A na początku 2008 r. Rosja chciała wysłać w świat liberalny sygnał.

Sam Putin poszedł na stanowisko premiera, aby strzec swego chłopca przed intrygami klanu kagebeszników. Ale cichy Miedwiediew zdążył już zbudować własny klan, ma już swoich sojuszników. Wprawdzie wojownicza retoryka w jego ustach wciąż brzmi sztucznie, jak przekleństwa w ustach inteligenta, ale jego alians z wojskowymi przeciwko służbom specjalnym na razie zdaje egzamin. Mała szara myszka wyrosła na sporego niedźwiedzia, który wcale nie chce opuszczać legowiska na Kremlu.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj