Kryzys groźny dla porządków na Kremlu?

Kryzysowa gra
Dopóki ceny ropy szybowały w nieskończoność, w skarbcu Rosji przesypywały się petroruble rządy Władimira Putina mogły się wydawać niezagrożone. Kryzys może jednak wywołać zmiany na szczytach władzy.
Premier Władymir Putin i prezydent Dimitrij Miedwiediew. Fot. AVRAZHIN KONSTANTIN/ BEW
ZAVRAZHIN KONSTANTIN/GAMMA/BEW

Premier Władymir Putin i prezydent Dimitrij Miedwiediew. Fot. AVRAZHIN KONSTANTIN/ BEW

Coraz bardziej widoczne staje się dążenie prezydenta Dymirij Miedwiediewa do większej samodzielności i niezależności od swojego poprzednika i nauczyciela, Władimira Putina - uważa analityk agencji informacyjnej Rosbałt. Od prostego kopiowania Putina na przełomie roku 2008 i 2009, Dmitrij Miedwiediew przeszedł do formowania własnego wizerunku. Zaczął grać rolę twardego polityka, będącego jednocześnie „przyjacielem każdej rosyjskiej rodziny. Krytykuje działania rządu i dymisjonuje gubernatorów. Jednak do bezpośredniego publicznego konfliktu między członkami rządzącego tandemu nie doszło. W rzeczywistości trudno jest więc określić, czy faktycznie między premierem i prezdentem są realne konflikty, czy też jesteśmy świadkami wyreżyserowanego spektaklu - zastanawia się analityk Rosbałtu. Celem tego przedstawienia być może jest tylko chęć podkreślenia i przypomnienia Rosjanom zwierzchniej pozycji prezydenta. Takie zabezpieczenie na przyszłość, kiedy Putin wróci już na Kreml...

 

Ekipa Miedwiediewa

Prezydent zaczął po cichu tworzyć swoją własną grupę polityczną, niezależną od Białego Domu - twierdzi agencja informacyjna Nowy Region. Jej zdaniem na stronę Miedwiediewa przeszedł Władysław Surkow, zwany „szarą eminencją" Kremla. Z kolei Niezavisimaja Gazieta zauważa, że wokół prezydenta formuje się grupa młodych ludzi o liberalnych poglądach. Choć różne są opinie, co do stopnia obecnej samodzielności prezydenta, to trudno nie zauważyć, że Miedwiediew zaczyna realizować swoją własną politykę kadrową - pisze internetowe wydanie Argumentów Tygodnia.

Jednym z elementów tej polityki jest utworzenie własnej bazy kandydatów do najwyższych stanowisk państwowych z gubernatorskimi na czele. Na prezydenckiej liście docelowo ma się znaleźć około tysiąca osób. Jak zwraca uwagę Gazeta.gzt.ru,  jest to lista całkowicie prezydencka, tworzona niezależnie od powstającej równolegle bazy kandydatów proponowanych przez Jedną Rosję premiera Putina. Już na początku marca Miedwiediew spotkał się z kilkudziesięcioma przedstawicielami swoich przyszłych rezerw kadrowych.

Prezydent chce sam podejmować decyzje kadrowe, co niedawno zademonstrował, odwołując błyskawicznie kilku gubernatorów. Choć dymisje były spodziewane, wszystkich zaskoczyło tempo odwołania. Dało to wszystkim powód do rozmyślań i wywołało wśród urzędników prawdziwą panikę - zauważa gzt.ru. Oficjalnym powodem dymisji była zazwyczaj mała aktywność w obliczu kryzysu. Izwiestia zwracają jednak uwagę, że urzędników odwołano w przeciągu jednego dnia, choć nie było żadnych powodów do takiego pośpiechu i zwykle te procedury trwają dłużej. Zdaniem gazety odwołania miały stanowić demonstrację prezydenckiej stanowczości.

Nafta chce wolności

Formujący się na Kremlu „klan Miedwiediewa", zaczął nawiązywać ścisłe kontakty z naftowymi baronami - twierdzi agencja informacyjna ura.ru. Z tego właśnie środowiska dochodzą dziś pomruki niezadowolenia na twardą politykę putinowskiego urzędnika Igora Sieczyna, pełniącego rolę szefa kompleksu paliwowo-energetycznego Rosji.

Jak przyznał w rozmowie z ura.ru. przedstawiciel jednej z kompanii naftowych, sektor ten ma nadzieję na liberalizację stosunków i liczy w tym względzie na prezydenta. Jednocześnie rozmówca agencji twierdzi, że pozycja Miedwiediewa w przedsiębiorstwach kompleksu paliwowego coraz bardziej się wzmacnia, a w radach nadzorczych firm naftowych przybywa jego ludzi. Miedwiediew prawdopodobnie będzie chciał na stanowisku, zajmowanym dziś przez wicepremiera Sieczyna postawić swojego człowieka i tym samym objąć kontrolę nad sektorem paliwowym. Już dziś stosunki między prezydentem a wicepremierem Igorem Sieczynem są złe. Jak zauważa agencja, ten ostatni miewa problemy z uzyskaniem dostępu do Miedwiediewa, co w urzędniczym kodzie oznacza w najlepszym wypadku niełaskę.


Trzy twarze prezydenta


Budując pozycję samodzielnego polityka, prezydent tworzy też swój nowy wizerunek. Pierwszy obraz Miedwiediewa skrojony był pod wybory 2008 r. i miał pokazywać narodowi następcę Putina jako kompetentnego, młodego administratora, nie obarczonego jednak tradycyjną, urzędniczą mentalnością. Na ogólnym urzędniczym tle Dmitrij Miedwiediew wyróżniał się profesjonalizmem, liberalnymi poglądami i swobodą wypowiedzi. Ten wizerunek zmienił się w czasie wojny gruzińskiej, kiedy to prezydent objawił się jako surowy polityk, zdolny do kontroli działań wojskowych. Zyskał też reputację przywódcy, którego polecenia należy wypełniać dokładnie i skutecznie - pisze analityk agencji Rosbalt.  Zdaniem osób z bliskiego otoczenie prezydenta, przyszło mu to tym łatwiej, że Miedwiediew faktycznie nie jest człowiekiem, który lubiłby dwa razy powtarzać polecenia.

Jednocześnie jednak prezydent kreuje swój obraz jako człowieka rodzinnego, idealnego ojca, pochylającego się nad problemami każdego Rosjanina. Chętnie pokazuje się z rodziną, w otoczeniu dzieci. Tego elementu brakowało w wizerunku Putina, który postrzegany jest jako macho i twardy, bezkompromisowy polityk. Putin tylko w wyjątkowych sytuacjach pojawiał się publicznie z córkami, a żona towarzyszyła mu tylko wtedy, gdy wyraźnie żądał tego protokół - zauważa Rosbalt. Miedwiediew tworzy też własne kanały kontaktu ze społeczeństwem. O ile telewizja nadal pozostaje faktycznie głównym medium Putina, prezydent postawił na internet i osobiste kontakty z mediami. Ma też własną stronę z wideoblogiem, gdzie osobiście się wypowiada, umożliwił nawet internautom zostawianie komentarzy.

Jednak pokazując Rosjanom, że jest inny niż Putin, prezydent daje jednocześnie do zrozumienia, że nie jest dla premiera chłopcem na posyłki. Na ile jednak jego krytyczne komentarze pod adresem rządu czy próby umocnienia swojej pozycji są przejawem faktycznego konfliktu z Putinem, a na ile tylko teatralnym gestem, tego nie wie nikt. Z pewnością jest to jednak pożywka dla medialnych spekulacji.

Tylko jeden stołek

Zdaniem internetowego dziennika svpressa.ru jednym z przejawów cichej wojny między prezydentem a premierem jest próba wyrugowania Putina z funkcji szefa Jednej Rosji. Prezydencka administracja przygotowała poprawki do ustawy o partiach, które m.in. wprowadzają zakaz piastowania przez partyjnych liderów innych ważnych stanowisk państwowych. Lider nie mógłby też sprawować swoich funkcji dłużej niż przez dwie kadencje. Kremlowskie poprawki uderzają bezpośrednio w premiera, jednak - jak podkreśla svpressa.ru - projekt, który trafił już do Dumy został tam szybko „zmiękczony". Już zniknął z niego zapis o dwóch kadencjach.

Prezydent chciałby też stopniowo obniżać obowiązujący dziś przy rejestracji partii w Rosji próg 50 tysięcy członków, co powinno ułatwić mniejszym partiom wejście do parlamentu, ale może też naruszyć monopol Jednej Rosji - zauważa svpressa.

Kryzys dla każdego

Ekonomiczny kryzys, dołujący cenę ropy naftowej i powalający kurs rubla całkowicie zmienił również sytuację polityczną - uważa Garii Kasparow. Jego zdaniem gospodarcza recesja sprawi, że scenariusz, zgodnie z którym obecny prezydent miałby „grzać fotel" dla Władimira Putina do następnych wyborów, a więc do roku 2012 może okazać się nierealny.

Kryzys uderzy w Putina tak samo, jak i w innych światowych liderów. Na razie ciągle jeszcze robi dobrą minę, ale już naruszył niepisaną umowę z narodem - pisze agencja Nowy Region. Tworząc autorytarne państwo, Putin obiecał narodowi ekonomiczny wzrost i dobrobyt w zamian za demokrację. Tymczasem szybki wzrost bezrobocia i drożyzna na rynku produktów żywnościowych wywołały niezadowolenie społeczne w skali trudnej jeszcze do określenia. To wszystko wywołuje również panikę wśród urzędników, przywykłych do społecznej apatii.

Zdaniem informatorów ura.ru, nie chcą oni podejmować żadnych decyzji, posiedzenia odbywają się nieregularnie, a przedsiębiorcy i przedstawiciele regionów nie bardzo mają z kim rozmawiać. W tej sytuacji zaczynają się oni stawać coraz częstszymi gośćmi u prezydenta, a centrum decyzyjne Rosji zaczyna przemieszczać się w stronę Kremla. Jak sugeruja ura, sam Władimir Putin coraz częściej staje w obliczu walki o wpływy wśród swojego najbliższego otoczenia.

Sprzeczności w najwyższych kręgach władzy nasiliły się po protestach we Władywostoku, podczas których żądano dymisji premiera. Według politologa Gleba Pawłowskiego te wydarzenia były sprowokowane przez lokalne władze. O ile trudno jednoznacznie stwierdzić, ile racji jest w tej opinii, to symptomatyczne jest, że do tłumienia rozruchów Putin musiał wysłać moskiewskie jednostki OMON, bo władze regionu odmówiły użycia siły. Jak zauważyła agencja Nowy Region, generał Nikołajew, który odważył się przeciwstawić premierowi, cieszy się poparciem prezydenta Miedwiediewa.

Spisek i rozruchy

O spisku, zawiązanym na najwyższych szczeblach władzy po raz pierwszy powiedział głośno znany rosyjski politolog Gleb Pawłowski, szef Funduszu Efektywnej Polityki. W wywiadzie dla Moskiewskiego Komsomolca, , który ukazał się na początku marca poinformował on o istnieniu rzekomego spisku antyputinowskiego i możliwości przewrotu politycznego. Zdaniem Pawłowskiego grupa, która dąży do zmiany systemu politycznego, wykorzysta społeczne niezadowolenie, wywołane kryzysem ekonomicznym i wyprowadzi ludzi na ulice. Powtórzy się przy tym scenariusz podobny do ukraińskiego lub tego, co działo się w Rosji w 1991 r. Ta prokryzysowa partia tworzy się, według politologa, w korytarzach władzy i właśnie tam należy również szukać źródeł społecznego protestu - uważa Pawłowski. Według niego Putina chce obalić niewielka grupa, złożona z ludzi biznesu oraz najwyższych kręgów władzy, bliżej nieokreślonych kręgów stołecznych i części gubernatorów.

Za bardzo prawdopodobne politolog uważa wykorzystanie napięcia w którymś z rosyjskich monomiast, zbudowanych wokół dużych zakładów przemysłowych. Takie ośrodki są szczególnie wrażliwe na kryzys. Kiedy upada zakład, będący jedynym żywicielem, nietrudno o radykalne nastroje i pretensje pod adresem rządu. W tym wypadku należy też szczególnie obawiać się sabotażu, na przykład w postaci sztucznego zahamowania dopływu środków do tych miejscowości - uważa politolog. Wystarczy, że ktoś gdzieś przetrzyma pieniądze

Czarny scenariusz


O możliwości wybuchu protestów społecznych w monomiastach Rosji mówił już kilka miesięcy temu dyrektor Centrum Polityki Społecznej Instytutu Ekonomii Rosyjskiej Akademii Nauk, Jewgienij Gontmacher. W listopadzie ubiegłego roku został opublikowany jego raport na ten temat.

Gontmacher ostrzega, że wybuch może być wywołany czymkolwiek: zepsutym w zimie ogrzewaniem lub podniesieniem lokalnych podatków. Ale obecny kryzys podpowiada nowe fabuły, wśród których najbardziej prawdopodobna jest ta, która rozpoczyna się od grupowych zwolnień w dużym przedsiębiorstwie. Za bezrobociem mieszkańców idzie upadek handlu i paraliż administracji, oczekującej na decyzje z góry. Rozpoczynają się zamieszki, które stopniowo ogarniają cały kraj. Żeby temu zapobiec, zdaniem Gontmachera, trzeba zmodernizować całe rosyjskie życie - od ekonomiki po politykę. Socjolog postuluje też rozpoczęcie dialogu ze społeczeństwem.

Tymczasem opozycja, jak powiedział rosyjskiej Gazecie Garri Kasparov, lider Zjednoczonego Frontu Obywatelskiego, jest już gotowa na wstrząsy. Jego zdaniem obecny system, oparty m.in. na totalnej kontroli mediów objawi swoją nieefektywność, kiedy ludzie zaczną pytać, kto jest winien kryzysowi. Zmiany zaczną się już w tym roku i będą znaczące, a obecny kryzys może wywołać twarde formy protestu - uważa Kasparov.

Jednak zdaniem Władysława Surkowa, przedstawiciela kremlowskiej administracji, zwolennicy zmian w systemie politycznym nie mają na co liczyć. Obecny system przetrzyma kryzys i nie będzie żadnych buntów i przewrotów - zapowiada Surkow. Na wszelki wypadek jednak radzi, żeby „nie kołysać łodzią".


Teatr do skutku

Oficjalne stosunki między prezydentem i premierem są dobre, a krytyczne momenty, w tym wojnę w Gruzji rządzący tandem szczęśliwie przetrwał. Jak podkreśla Natalia Timakowa, rzeczniczka prasowa głowy państwa, kompetencje i sfery odpowiedzialności na obu stanowiskach są jasno określone i w ich ramach funkcjonują prezydent i premier. Ich stosunki Timakowa określa jako „właściwe i zgodne z prawem".

Prezydent ciągle jeszcze pracuje z ludźmi z ekipy Putina i ciągle jest członkiem jego drużyny - zwraca uwagę Olga Krysztanowska, dyrektor Centrum Badań nad Elitą Instytutu Socjologii RAN.  Podkreśla ona, że kompetencje Putina są duże, kieruje rządzącą partią, kontroluje obie izby parlamentu, a poprzez większość w parlamentach regionalnych, kontroluje sytuację na prowincji. Prezydent nie ma żadnych własnych zasobów, na których mógłby oprzeć swoją władzę. Krysztanowska jest przekonana, że ceny na naftę zaczną kiedyś rosnąć i wtedy spokojnie Putin doczeka roku 2012 i kolejnej prezydentury.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną