Federer to numer 1

Liczby nie kłamią
Teraz mogą potwierdzić to również statystycy. Szwajcar Roger Federer to najlepszy tenisista w historii.

Nie wiadomo, za który wyczyn podziwiać Szwajcara bardziej. Po zwycięstwie nad Andy Roddickiem w finale Wimbledonu został rekordzistą, jeśli chodzi o zwycięstwa w turniejach Wielkiego Szlema. Od niedzieli ma ich 15. Od siedmiu lat finał Wimbledonu, wciąż najbardziej prestiżowego turnieju tenisowego, nie może się bez niego odbyć. Sześć z nich wygrał. Wyprzedził Ivana Lendla w liczbie finałów Wielkiego Szlema, w których grał (20). A licznik wciąż bije, bo Federer w sierpniu skończy dopiero 28 lat.

Na sukces w Wimbledonie był skazany, głównie dlatego, że do Londynu z powodu kontuzji nie mógł przyjechać największy rywal Federera, Rafael Nadal. W drodze do finału Szwajcar nie męczył się przesadnie, dawał kolejnym przeciwnikom małe radości sprowadzające się do poczucia, że od czasu do czasu i oni potrafią zapędzić mistrza w kozi róg. Ale jak przychodziło do decydujących piłek, to taryfa ulgowa się kończyła. Federer wyciągał z rękawa jeden z niezliczonych asów i mógł odbierać oklaski. Finał już nie szedł gładko, zresztą wynik 16:14 w piątym secie mówi sam za siebie. Roddicka trzeba podziwiać, bo walczył jak lew, kilka razy mógł i powinien przeciągnąć mecz na swoją stronę i przynajmniej do US Open (31 sierpnia - 13 września) odłożyć świętowanie rekordu Szwajcara. Ale okazje niewykorzystane w spotkaniach z Federerem szybko się mszczą.

Na to co na korcie robi Federer patrzy się z mieszaniną niedowierzania i zazdrości. Wyniósł tenis na poziom, który w ostatnich latach był uchwytny właściwe tylko dla Nadala. Finał, jaki zagrali na Wimbledonie rok temu kazał krzyczeć z zachwytu. Dlatego wszyscy znudzeni dominacją mistrza Rogera czekają na to, aż do zdrowia wróci jego największy rywal. Ale na to, że dobierze się Federerowi do skóry podczas US Open, nadzieje są stosunkowo niewielkie. Pewnie znów wygra Szwajcar. Kolejny, szósty już raz.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj