Recenzja filmu: "Incepcja", reż. Christopher Nolan

Incepcja
Połączenie „Matriksa” z „2001: Odyseją kosmiczną”

Dzięki efektom specjalnym każdy pomysł można dziś elegancko ożywić na ekranie. A jeśli ma się do dyspozycji nadęty jak balon budżet hollywoodzkiej superprodukcji, to połączenie „Matriksa” z „2001: Odyseją kosmiczną” wydaje się dziecinnie proste. Wyczynu tego dokonał Christopher Nolan, cudowne dziecko amerykańskiej rozrywki („Memento”, „Mroczny Rycerz”).

„Incepcja” to jego szczytowe osiągnięcie. Olśniewający popis narracyjnej precyzji, reżyserskiego kunsztu, zaskakującej intrygi oraz niepodlegającej żadnym ograniczeniom gry wyobraźni. Akcja rozgrywa się wewnątrz umysłów bohaterów. Leonardo DiCaprio gra genialnego złodzieja, potrafiącego wykradać z cudzych snów cenne informacje ukryte w podświadomości. Podłączony kabelkami do stalowej walizeczki przenosi się wraz z ofiarą (i swoją obstawą) do wykreowanej przez złodziejski gang (nie)rzeczywistości. Tam zaś, stosując tricki rodem z „Bonda” i „Terminatora”, wydusza z delikwenta tajemnicę. Łatwego zadania jednak nie ma. Podejmuje się zaszczepić spadkobiercy wielkiej fortuny pewną ideę, która – jak wirus – ma doprowadzić do upadku imperium jego ojca. Choć brzmi to średnio rozsądnie, na ekranie wygląda nadzwyczaj logicznie.

Ze zwykłą strzelaniną film nie ma, oczywiście, nic wspólnego, choć liczba rozbijanych samochodów, ścielących się trupów i wybuchów zdecydowanie przekracza dopuszczalną normę. Wszystkie te atrakcje, rodem ze sztampowego kina akcji, naszpikowane są obficie psychoanalityczną symboliką. Co jest realne, a co nie, ile snów krzyżuje się ze sobą oraz kto właśnie je śni – te pytania, od których dostaje się zawrotu głowy, prześladują widza do końca. Powiedzieć, że to inteligentne science fiction, to mało!

 

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj