Wejść w cudzą rozpacz
Osobiste świadectwo traumy.
Jak ocenić książkę, która jest osobistym świadectwem traumy? Która zbudowana jest nie tyle ze słów, co z nagich emocji, z łez i krzyku. W przypadku „Ćwiczeń z utraty” mimo wszystko takiej oceny dokonać można, bo Agata Tuszyńska odnajduje siłę, by wziąć emocje w ryzy, by nadać im kształt, przywrócić mapę pamięci i, co najważniejsze, tworzyć na przekór śmierci.

Autorka biografii Singera dała się poznać jako świadoma pisarka. Potrafi nią być także wobec wielkiej osobistej tragedii, jaką jest śmierć jej męża. Emocjonalny ekshibicjonizm jest tu silnie kontrolowany. Narratorka potrafi być sucha i rzeczowa opisując fizjologię, przywołując statystyki. Potrafi być żarliwa i romantyczna, gdy pisze o uczuciu „nałogowców wzajemnej obecności”. Nie szczędzi też wersów z Simonowa czy Dickinson. Wreszcie sama potrafi być poetycka, uruchamiając w sobie poruszające opisy i metafory.

Historia zaczyna się w kwietniu 2005 r., kiedy Henryk, życiowy partner autorki i narratorki, dowiaduje się, że ma guza mózgu. Kończy się we wrześniu 2006 r., wraz z jego śmiercią. Czytelnik dostaje do rąk pamiętnik tego czasu. Opis tych kilkunastu miesięcy wypełniają kolejne etapy tytułowej utraty, ćwiczenia z miłości, nadziei, wypełnia go walka o przetrwanie, o normalność, ale też mozolna bitwa o słowa, których pisarka nie umie przywołać miesiącami. Bo to także książka o literaturze i pisaniu, o byciu pisarzem i szukaniu oparcia w słowach.

Charakterystyczną cechą pisarstwa Tuszyńskiej jest umiejętność łączenia żywiołu prywatnego z potrzebą popularyzowania wiedzy i zaraźliwym jej głodem. Ta cecha pojawia się i tutaj, gdy między intymnymi wyznaniami znajdujemy detaliczne fragmenty historii nauki o mózgu czy etymologie hebrajskich lub łacińskich słów. Nowe pojęcia uczą nowej rzeczywistości, rzeczywistości choroby, która przynosi ze sobą nieznane sprzęty, czynności, zachowania. By je zrozumieć, autorka mówi też o tym, jak z chorobą walczyli inni – dziennikarze, pisarze – pisze, jak inni potrafili obezwładnić śmierć i chorobę językiem.

W dużej mierze to też opowieść o przeszłości, o historii Polski i jej literatury, historii polskich Żydów i ich wygnania. Zagłada staje się dla Tuszyńskiej figurą choroby. Żydowskie pochodzenie Agaty i Henryka jest dla niej kluczem do zrozumienia cierpienia. Po lekturze wciąż trudno odpowiedzieć na to pytanie. Ale jeśli ta książka nie przynosi pociechy, to na pewno może uczyć – nie tyle jak umierać, ile jak prawdziwie kochać.
 

Agata Tuszyńska, Ćwiczenia z utraty, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2007, s. 240
 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj