Rozczarowujące pomysły banków dla frankowiczów
Funduszy moc
Banki kontratakują i przygotowują własne propozycje w sprawie kredytów frankowych. Niektóre pomysły są skandaliczne.
INSADCO Photography / Alamy/BEW

Podstawowy cel banków jest jeden – nie dopuścić do realizacji pomysłu przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) Andrzeja Jakubiaka, który zaproponował podział kosztów przewalutowań po połowie między kredytobiorcę a instytucję finansową.

Straty z tego powodu dla niektórych banków, nawet jeśli rozłożone w czasie, byłyby nie tylko wysokie, ale też tworzyłyby groźny precedens. Banki bardzo boją się jakichkolwiek pomysłów zmierzających w kierunku węgierskim, gdzie państwo odkryło, że z tego sektora można wycisnąć bardzo wiele pieniędzy na najróżniejsze cele.

Banki próbują zatem pokonać KNF, prezentując własne rozwiązania. Wiedzą doskonale, że samo akceptowanie ujemnych stóp procentowych czy czasowe ograniczenie spreadów to za mało. Chcą zatem tworzenia specjalnych funduszy celowych. Jeden z nich nie budzi większych zastrzeżeń, bo to realizacja zapowiedzi prezydenta Bronisława Komorowskiego, który zaproponował powstanie funduszu pomocowego dla osób, które znalazły się w trudnej sytuacji finansowej. Co ważne, z takiego funduszu korzystaliby zadłużeni nie tylko we franku, ale także w euro czy złotym.

Banki zastanawiają się jednak również nad drugim funduszem, mającym łagodzić skutki wahań kursowych dla każdego. Pomagałby on w spłacie kredytów walutowych, gdyby kurs franka wobec złotego przekroczył określony poziom. Takiej propozycji można by przyklasnąć, gdyby tylko wiadomo było, gdzie fundusz znajdzie pieniądze na taką szlachetną działalność. Banki oczekują, że do takiego funduszu dorzuci się rząd i NBP. A to już pomysł bardzo kontrowersyjny, żeby nie powiedzieć – oburzający. Dlaczego bowiem wszyscy podatnicy mieliby płacić za bałagan z kredytami walutowymi? I jak wówczas wytłumaczyć osobom, które zaciągnęły kredyty w złotych, takie nierówne traktowanie?

Możemy rozważać różne scenariusze pomocy osobom zadłużonym we frankach, ale jedna kwestia powinna pozostać poza dyskusją – publicznych pieniędzy do tego mieszać nie należy. Propozycja KNF była pod tym względem właściwa, bo obciążała tylko dwie strony, bezpośrednio zaangażowane w kredyty walutowe – pożyczającego oraz bank.

I tak powinno pozostać. Dyskutować można o tym, jak rozkładać ciężary między zadłużonym a kredytodawcą, ale sięganie do publicznej kasy to już gruba przesada. Okazuje się niestety, że z górników czy rolników przykład chcą brać nawet niektórzy bankowcy.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj