Szczęśliwi Amisze z Ameryki
Amisze łapią się za brody
Płyną pod prąd historii, ale i im przyjdzie porzucić sielski tryb życia.
W USA mieszka ponad 200 tys. amiszów.
louisepalanker/Flickr CC by SA

W USA mieszka ponad 200 tys. amiszów.

Myrona i Arlene Miller, amiszów z Bergholz w stanie Ohio, obudziło w nocy walenie w drzwi; Myron otworzył i został obezwładniony przez pięciu mężczyzn, którzy obcięli mu nożyczkami brodę. Napastnicy też byli amiszami, tyle że z rozłamowej grupy. Do podobnego napadu doszło w okolicy: zaatakowany mężczyzna również stracił brodę – u amiszów symbol męskości – a jego żona pukle włosów.

To religijna sensacja: amisze stanowczo potępiają przemoc we wszelkiej postaci. Media tropią przykłady sprzeczności ich zachowań z głoszonymi zasadami i konfliktów z nowoczesnością. Kilka lat temu rozpisywano się o nastolatkach zażywających narkotyki i o ojcu rodziny, który okazał się gwałcicielem. Buggies, konne powozy amiszów, na szosach powodują wypadki. Dysydenci odchodzą czasem ze społeczności. Ale obraz powstający na podstawie tych doniesień – głębokiego kryzysu pod naporem świecko-technologicznej cywilizacji – nie odpowiada prawdzie. Amiszów jest w Ameryce coraz więcej i zachowują odrębną kulturę, chociaż żyją w opozycji niemal do wszystkiego, co ich otacza. Jak im się to udaje?

Co roku około miliona turystów przyjeżdża do hrabstwa Lancaster w Pensylwanii, by oglądać czarne bryczki na drogach, ciągnięte przez konie wozy z sianem na polach, brodatych mężczyzn w czarnych spodniach z szelkami i słomkowych kapeluszach, budujących stodoły, kobiety w długich szarych sukniach i białych czepkach.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną