Archiwum Polityki

Samotny amisz

Samotność amisza wyrwanego ze swojego zboru jest przytłaczająca. Jacob i Anita czują ją często. Czai się za dnia w krótkich chwilach odpoczynku albo wkrada do izby po wieczerzy. W tej wielkiej samotności amisza jest jeszcze druga, mniejsza. Amerykanina na siedleckiej wsi.

Anita postawiła na stole parujący garnek z zupą. Jacob posadził dzieci. Za oknem było już zupełnie ciemno, a stół w izbie oświetlała tylko mała żaróweczka, którą Jacob dzień wcześniej wymontował z latarki. Złapali się wszyscy za ręce i pochylili głowy do modlitwy. Siedzieli w półmroku w zupełnej ciszy. Jedynie zza ściany dobiegały pojękiwania dopiero co narodzonego cielaka.

Sołtys Henryk Biernacki dobrze pamięta dzień, w którym przyjechali, bo się we wsi zrobiło zamieszanie, jakiego nie było od wojny.

Polityka 6.2000 (2231) z dnia 05.02.2000; Społeczeństwo; s. 70