Netanjahu Benjamin
Netanjahu reaktywacja?
Dla przyjaciół Bibi. Ma na swoim koncie skandal obyczajowy i oskarżenia o malwersacje finansowe, z których wyszedł bez szwanku. Teraz to on ma szanse być człowiekiem numer jeden w Izraelu.

Choć pierwsze sondaże po zamknięciu lokali wyborczych dawały Likudowi dopiero drugie miejsce w Knesecie, Beniamin Netanjahu od razu ogłosił, że „jest przekonany, że to on będzie premierem". W podobnym tonie wypowiedziała się Cipi Liwni uznając, że to jej ugrupowanie Kadima utworzy nowy rząd. W Izraelu to naturalne, że szefem rządu nie zostaje lider zwycięskiego ugrupowania, lecz ten, który lepiej rokuje na stworzenie stabilnego gabinetu. Ze wstępnych sondaży wynika, że to partie prawicowe mają większość (Likud z nacjonalistyczną partią Izrael Nasz Dom Awigdora Liebermana) i to one wydają się być bliżej przejęcia władzy.

Netanjahu już przed wyborami zapowiadał, że do swojego rządu zaprosi Liebermana, który swoim programem uwodzi głównie emigrantów z Rosji, którzy nie radzą sobie zbyt dobrze w Izraelu i dlatego podobają im się pomysły „deklaracji lojalności" dla Palestyńczyków, odbieranie im izraelskiego obywatelstwa. Emigranci traktują to jako szansę na poprawę własnego bytu, więc nacjonalistyczne hasła sprowadzające się do zdania „Izrael tylko dla Żydów" padają na podatny grunt (choć, paradoksalnie, wielu rosyjskich emigrantów mogłoby mieć kłopot z udokumentowaniem swojego żydowskiego pochodzenia).

Lieberman wydaje się być naturalnym sojusznikiem Netanjahu (mimo oświadczenia, że może rozmawiać też z Kadimą), ponieważ obaj politycy dobrze się znają jeszcze z czasów, kiedy w 1993 r. Netanjahu stanął na czele Likudu i powierzył Liebermanowi funkcję dyrektora generalnego partii: - Co ciekawe, Lieberman nie był nawet członkiem partii, ale bardzo gorliwie wyrzucał z niej niewygodnych dla Netanjahu działaczy - wspomina Michał Sobelman, redaktor naczelny „Słowa Żydowskiego".

Tyle że polityczne małżeństwo obu polityków wcale nie musi być już takie zgodne: - Ta „przyjaźń" będzie szorstka chociażby z tego względu, że obaj walczą o reprezentację radykalnej prawicy i każdy z nich będzie się starał bardziej dowieść swojej „prawicowości". Szczególnie, że rosnąca popularność Liebermana będzie zachęcać go do bezpardonowej walki o zdobycie w przyszłości najważniejszego stanowiska w państwie - przewiduje Rachela Tonta z katedry Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ.

Komandos

Ale także Netanjahu wie sporo o walce i w polityce, i w mundurze. W tym roku skończy 60 lat, ale świetnie się trzyma i prezentuje: - Jest przystojny, nieźle wygląda w porównaniu z innymi politykami izraelskimi, jest charyzmatycznym mówcą. To zdecydowanie jego atuty - uważa jeden z obserwatorów sceny politycznej w Izraelu.
Tonta: - Bibi to człowiek szalenie ambitny, inteligentny, przekonany o swojej dziejowej misji. Osoby, które miały z nim jakikolwiek kontakt podkreślają, iż jest egocentrykiem, nie liczącym się ze zdaniem innych, traktującym ludzi instrumentalnie, a przez to mającym niewielu przyjaciół.  Bez wątpienia posiada silne cechy przywódcze i w takiej roli widzi siebie najchętniej. Zarzuca mu się również, że nie dotrzymuje danego słowa i lubi mówić to, czego słuchacz od niego oczekuje, po czym robi coś zupełnie odwrotnego.

W jego życiu najważniejsze były dwa kraje - Izrael, gdzie się urodził i Stany Zjednoczone, dokąd wyjechał z rodziną jako nastolatek (do czasu podjęcia służby publicznej miał także amerykańskie obywatelstwo). Mieszkał na przedmieściach Filadelfii. Jego ojciec prof. Benzion Netanjahu jest znanym historykiem dziejów Żydów (kojarzonym bardziej w USA niż w Izraelu).

Bibi wrócił do Izraela w 1967 r. (miał wówczas 18 lat) i na ochotnika zgłosił się do armii. Służył w elitarnej jednostce komandosów Sayeret Matka, zajmującej się głównie zbieraniem danych wywiadowczych i akcjami antyterrorystycznymi. Pięć lat później brał udział w operacji odbicia zakładników z porwanego samolotu Sabeny na lotnisku Ben-Guriona pod Tel-Awiwem. W tej samej jednostce komandosów służył także jego brat Jonatan (Yoni), który w 1976 r. dowodził słynną operacją Entebbe, dzięki której odbito pasażerów uprowadzonego francuskiego samolotu w Ugandzie. Dostał kulę w serce. Rachela Tonta uważa, że śmierć brata odcisnęła piętno na Netanjahu. - Po śmierci „Yoniego" rodzice założyli Instytut Jonatana, którego celem było zmobilizowanie społeczności międzynarodowej do walki z terroryzmem, a sam Netanjahu poświęcił tej tematyce lata swojego życia, przez co jest uważany za eksperta w tej dziedzinie. Niektórzy zarzucają mu jednak, że tragiczną śmierć brata wykorzystał dla wzmocnienia swojej wiarogodności jako polityka poważnie traktującego kwestie bezpieczeństwa w oczach izraelskiej opinii publicznej - dodaje Tonta.

Z teflonu

Kiedy zginął Yoni, Bibi był już z powrotem w USA, gdzie studiował architekturę i zarządzanie w Massachusetts Institute of Technology, a także nauki polityczne na Harvardzie. Z dyplomami jednych z najlepszych uczelni na świecie drzwi do biznesu stały przed nim otworem. Przez kilka lat pracował dla firm zajmujących się międzynarodowym konsultingiem. W 1982 r. został dyplomatą izraelskim w USA, a dwa lata później ambasadorem Izraela przy ONZ. To właśnie wtedy miał zabłysnąć na salonach jako świetny mówca.

W 1988 r. został posłem w Knesecie z ramienia Likudu, będąc równocześnie wiceministrem dyplomacji. W 1991 r. brał udział w rozmowach pokojowych w Madrycie. - To jeden z najwybitniejszych polityków w Izraelu ostatnich lat - podkreśla Dawid Peleg, ambasador Izraela, kończący właśnie swoją misję w Polsce. Trudno zgadnąć ile w tym  z oficjalnej dyplomacji, ale jedno jednak pewne: Netanjahu zna smak porażki i wie, jak się z niej podnieść, co właśnie udowadnia po kiepskich notowaniach w 1999 r. kiedy żegnał się z funkcją premiera.

W 1996 r. od trzech lat stał już na czele Likudu, obejmował swój urząd zdobyty w wyborach bezpośrednich (kilka lat temu porzucono ten sposób wyłaniania szefa rządu) w dość szczególnej sytuacji: - Wówczas w Izraelu doszło do kilku zamachów terrorystycznych, a Netanjahu jawił się jako polityk, który dzięki silnej ręce zrobi z tym porządek. Po latach okazało się, że to do niczego nie prowadzi. Podczas jego rządów doszło praktycznie do zamrożenia kontaktów z Palestyńczykami - uważa Michał Sobelman.

Dlatego dziesięć lat temu odchodził z rządu jako polityk pokonany. Lista jego grzechów była długa - na tyle, że opuścili go nawet koledzy z tego samego obozu (wicepremier odszedł do Partii Pracy, Ariel Szaron utworzył Kadimę, czyli największego dziś konkurenta Likudu). Był oskarżany o manipulacje, a jego zabiegi o przychylność religijnej partii Szas doprowadziły do znacznego wzmocnienia tego ugrupowania, co nie spodobało się nieortodoksyjnej większości Izraelczyków. Rozrastały się osiedla na Zachodnim Brzegu, doprowadzając tym samym do nerwowej reakcji Europy. Wprowadzanie porozumień pokojowych z Palestyńczykami zawieszono na kołku.

W 1997 r. Netanjahu zadecydował o - jak się później okazało nieudanym - zamachu na szefa politycznego skrzydła Hamasu Chaleda Miszaala. Agenci Mosadu wysłani do Jordanii, gdzie wówczas mieszkał Miszaal, podali mu wprawdzie truciznę, ale schwytano ich, a Netanjahu został zmuszony do podania Miszaalowi odtrutki. Koszt polityczny był znacznie wyższy: w zamian za agentów Mosadu, władze Izraela musiały zwolnić z więzienia osobę numer jeden w Hamasie, czyli szejka Ahmeda Jassina.

Wprawdzie w 1998 r. podpisał z Jaserem Arafatem porozumienie, ale w związku z niespełnieniem warunku walki z terroryzmem przez Palestyńczyków, wycofał się z przekazywania im dalszych terenów i zawiesił rozmowy pokojowe. Był dla Izraela wielkim rozczarowaniem.

Wpadł też w osobiste tarapaty. Zarzucano mu niewłaściwe wykorzystywanie funduszy państwowych (zawłaszczenie otrzymywanych podczas oficjalnych wizyt prezentów,  pokrywanie kosztów remontu jego prywatnego mieszkania w Jerozolimie z publicznych pieniędzy. Zarzuty się nie potwierdziły i sprawę umorzono, ale na jego nazwisko padł cień, co - jak się potem okazało - nie było przeszkodą do powrotu do gry o fotel premiera. Przed kilkoma laty nie zaszkodziły mu nawet pogłoski o romansie (miał zdradzać swoją trzecią żonę, Sarę). Netanjahu publicznie przyznał się wówczas do romansu i małżonkę przeprosił: - Przyznał, że był złym mężem, a ona mu wybaczyła. Od tamtego czasu trzyma go krótko - mówi znający z bliska scenę polityczną izraelski historyk i publicysta. Tak jak w przypadku „teflonowego" Clintona,  i jemu zostało to zapomniane.

Z Palestyńczykami ostro

Ważniejsze jest jednak co dalej z rozmowami z Palestyńczykami i uspokojeniem sytuacji na całym Bliskim Wschodzie. Obserwatorzy zauważają wprawdzie, że od czasu, kiedy po raz pierwszy był premierem, jego poglądy mogły się nieco zmienić i wygładzić, ale nie spodziewają się po nim wielkiego przełomu, zwłaszcza jeśli rządziłby ramię w ramię z Liebermanem. Spodziewają się wręcz, że Netanjahu jako premier miałby jeszcze bardziej zaostrzyć kurs Izraela, tzn. wstrzymać rozmowy z Palestyńczykami i Syrią. - Brak gotowości do pójścia na kompromis w kwestii osad żydowskich, Jerozolimy czy uchodźców tylko pogorszy relacje ze światem arabskim. Można przewidzieć też napięcia pomiędzy ekipą Baracka Obamy, który zapowiedział aktywną rolę w doprowadzeniu do zawarcia porozumienia izraelsko-palestyńskiego, a Netanjahu reprezentującym twarde stanowisko w tej kwestii i niechętnego do kompromisów. Jest raczej mało prawdopodobne, aby rząd USA był gotów zmusić go do powrotu do poważnych negocjacji ze strona palestyńską - uważa Rachela Tonta.

Netanjahu sprzeciwia się utworzeniu niepodległego państwa palestyńskiego (bo oznaczałoby to realizację żądań jego włądz, m. in. całkowitego usunięcia osadników żydowskich z terenów palestyńskich, podział Jerozolimy i rozstrzygnięcie sprawy powrotu uchodźców palestyńskich). Nie odmawia im jednak prawa do jakiejś formy samorządności.  - Podkreśla, że ważniejsze dla niego będzie bezpieczeństwo Izraela oraz poprawa sytuacji ekonomicznej na obszarach okupowanych niż rozmowy dotyczące ewentualnego kształtu przyszłego państwa palestyńskiego, które według niego byłyby przedwczesne - dodaje Tonta.

Ale być może właśnie to chcą dziś usłyszeć Izraelczycy. 

 

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj