Archiwum Polityki

Dopust boży

Głowa boli od nadmiaru żywności. Kilka tygodni przed świetnie zapowiadającymi się żniwami magazyny zawalone są 4 mln ton zboża z poprzednich zbiorów, a młyny chętnie kupują tańsze ziarno z zagranicy. Nadmiar podaży zbija poniżej opłacalności ceny wieprzowiny, a w chlewikach nabierają ciała kolejne zastępy tuczników. Nie do wypicia jest rzeka mleka, a pracowite pszczoły narobiły miodu nieświadome, że cukru też mamy za dużo. Jednym słowem – klęska, kryzys, dopust boży. Ale recepty, jakie wymuszają na rządzie związki i partie chłopskie, gwarantują im wprawdzie wzrost popularności na wsi, jednak ich zastosowanie grozi jeszcze większym dramatem.

Nikt nie zastanawia się ani nad rzetelną diagnozą przyczyn tego stanu rzeczy –wszystkiemu winien jest przecież poprzedni rząd i zbyt mocna złotówka – ani tym bardziej nad skuteczną długofalową polityką wspierania rolnictwa. Liczy się tylko jedno – przebicie w licytacji, kto zażąda od państwa więcej i chłopom zrobi lepiej oraz w bardziej widowiskowy sposób zelży przeciwnika. Za sprawą Andrzeja Leppera areną najbardziej gorszących widowisk stał się parlament, do którego, jak do cyrku, posłowie Samoobrony zaprosili dzieci ze szkoły podstawowej.

Polityka 24.2002 (2354) z dnia 15.06.2002; Kraj; s. 20