Archiwum Polityki

Różowe i czarne

Kościół nigdy nie lubił słowa seks. Wolał naukowo obojętną płciowość. Od zawsze też trwała w historii chrześcijaństwa gra między przyjemnością a umartwianiem, użyciem a wyrzeczeniem, gra w różowe i czarne. Trwa do dziś. I to nie celibat jest dzisiaj największym kłopotem Kościoła z seksem. Nie są nim też księża-pedofile czy osoby homoseksualne w strukturach kościelnych. Skandale z ich udziałem bardzo szkodzą prestiżowi i misji Kościoła, ale głównym frontem walki jest stosunek do seksu jako takiego.

Kościół chciał ciało uporządkować. Kościelny porządek w dziedzinie seksu ma trzy filary: małżeństwo, celibat, zakaz sztucznej antykoncepcji. Ale co najmniej od połowy XX wieku na te trzy filary napiera coraz silniej fala kontestacji wewnątrz Kościoła i poza nim. Co Kościół każe zakryć, jest odkrywane, czego zakazuje – nabiera smaku rajskich owoców, co przemilcza – głośno manifestuje swą obecność.

Argumenty w sporze o seks doskonalą się po obu stronach barykady.

Polityka 21.2002 (2351) z dnia 25.05.2002; Raport; s. 3