Archiwum Polityki

Z miotłą na jednego

Aby już nikomu dłużej nie wydawało się, że pod latarnią może być najciemniej, minister zdrowia zaczął porządkować służbę zdrowia od szpitala, który ma pod bokiem. Posłał więc swoich kontrolerów do Centrum Onkologii w Warszawie, a oni stwierdzili to, co minister o państwowej służbie zdrowia dawno już powinien wiedzieć: jest deficyt, źle wykorzystana aparatura, kolejki.

Dlaczego minister Wojciech Maksymowicz tak dobrze zna stołeczne Centrum Onkologii? Bo pracuje w nim jego żona, która jest biologiem, a on sam bywał tu dość regularnie jako konsultant neurochirugii, dopuszczany nawet do stołu operacyjnego. Gdy rok temu "Rzeczpospolita" zapytała ministra, czy uda mu się pogodzić nowe stanowisko z wykonywaniem zabiegów w państwowym szpitalu, odparł: - Dzięki temu nie grozi mi oderwanie od rzeczywistości, w której żyje na co dzień służba zdrowia.

Polityka 45.1998 (2166) z dnia 07.11.1998; Wydarzenia; s. 16