Archiwum Polityki

Realizm histeryczny

Wielcy pisarze amerykańscy chadzają czwórkami. Faulkner, Hemingway, Caldwell i Steinbeck w latach pięćdziesiątych. Pynchon, Updike, DeLillo, Gaddis w siedemdziesiątych. A teraz – jak twierdzi krytyka – postpostmoderniści: Jonathan Franzen, Jeffrey Eugenides, David Foster Wallace, Richard Powers.

Niedawno otrzymaliśmy jedną ze sztandarowych powieści nowego amerykańskiego nurtu: uhonorowany nagrodą Pulitzera „Middlesex” Jeffreya Eugenidesa (polskie wydanie P.H.U. Sonia Draga Sp. z o.o.). I jest co czytać. Middlesex to ulica w dzielnicy Detroit, w której pół wieku temu mieszkali ci, którym się udało. Choćby Stephanidesowie – drugie pokolenie greckich imigrantów. I o tym jest ta powieść, o drodze greckiej pary z wioski w Azji Mniejszej do amerykańskiej tożsamości w wielkim przemysłowym mieście. Ale nie tylko o tym. To również powieść o seksie, a raczej płci wypośrodkowanej, o skazie genetycznej narratora-hermafrodyty.

Sagę grecko-amerykańskiego klanu opowiada obojniak, który narodził się dwa razy; w 1960 r. jako dziewczynka, tak też była wychowywana i kochana w dzieciństwie, oraz w 1974 r. jako mężczyzna, gdy okazało się, że – mimo genitalnych niedostatków – hormony męskie uzyskały przewagę. Jednak tak naprawdę pogodzi się ze swym ciałem dopiero po czterdziestce licząc, że spotka kobietę taktowną i wyrozumiałą, która da sobie radę z jego mankamentami.

Ta powieść jest świadomie pęknięta na dwie części jak tożsamość hermafrodyty. W warstwie pierwszej to tradycyjna saga trzech pokoleń klanu Stephanidesów: ucieczka rodzeństwa przed tureckim pogromem Smyrny w 1922 r., ich kazirodczy ślub na statku do Ameryki, potem kolejne przeobrażenia tożsamości, wejście do wielkiego miasta, praca przy taśmie zakładów Forda, a w tle Wielki Kryzys, druga wojna światowa, rozruchy na tle rasowym w 1967 r., Wietnam, afera Watergate i gdzieś w oddali turecka inwazja na Cypr w 1974 r.

Polityka 27.2004 (2459) z dnia 03.07.2004; Kultura; s. 58
Reklama