Archiwum Polityki

Chleba naszego wyborczego

Wakacje zwykle były okresem oddechu od wyścigu cen – w lipcu i sierpniu notowaliśmy deflację, czyli ich spadek, który następował dzięki taniejącej żywności. W tym roku jest odwrotnie – ceny w lipcu poszły w górę o pół procenta, na co wpłynęła czerwcowa panika na rynku zbóż. Mogło być jeszcze gorzej, gdyby sytuacji nie zamortyzowała fala obniżek cen paliw. Co będzie dalej?

To niestety zależy od rządu, bowiem rynek żywności jest ręcznie sterowany. Wiadomo, że zboża jest za mało i konieczny będzie spory import. Zwlekając z decyzją o otwarciu granic możemy sobie ściągnąć na głowę kłopot, w porównaniu z którym czerwcowa gonitwa cen najpierw zboża, potem mąki i w rezultacie chleba (w ciągu miesiąca pieczywo zdrożało o 4,4 proc.) okaże się tylko przygrywką do prawdziwego wyścigu.

Stosunkowo najbardziej świadomy powagi sytuacji wydaje się być minister rolnictwa.

Polityka 33.2000 (2258) z dnia 12.08.2000; Wydarzenia; s. 16