Archiwum Polityki

Łańcuch szczęścia

Afery medialne wokół PZU ucichły, ale zażarta walka o tę firmę toczy się nadal. Chodzi o to, czy Powszechny Zakład Ubezpieczeń – traktowany przez polityków jako zaplecze finansowe – zdąży wejść na giełdę przed wyborami. Wtedy nowa władza utraciłaby wpływ na PZU. Jeśli przedsiębiorstwo pozostanie państwowe, następna ekipa będzie mogła wykorzystywać je do swoich celów. Tak, jak robiła to obecna.

Do PZU politycy lgną, albowiem rodzina (czyli PZU SA jako spółka matka, jej córka PZU Życie i wnuczka Powszechne Towarzystwo Emerytalne Złota Jesień) zarządza kasą, w której znajduje się 20 mld zł. To zaś stwarza ogromną pokusę i okazję, żeby się tymi pieniędzmi pożywić.

Mechanizm jest prosty. Trzeba mieć wystarczającą siłę polityczną, aby posadzić na fotelu prezesa swojego człowieka. To on może uruchomić transfer pieniędzy z PZU do swoich politycznych protektorów.

Polityka 29.2001 (2307) z dnia 21.07.2001; Kraj; s. 24