Archiwum Polityki

PL w PE

Trzy lata temu w ławy Parlamentu Europejskiego posłaliśmy m.in. premiera Jerzego Buzka, czterech byłych ministrów, dwunastu historyków, jednego doktora matematyki, dendrologa oraz trzynastu profesorów. Mamy z nich jakiś pożytek?

W Strasburgu polscy europosłowie ruszyli z kopyta. Tempo nadała LPR, która zaczęła od wniosku Mirosława Rogalskiego o samorozwiązanie PE, gdyż ten, według posła stał, się „zakładnikiem lobby homoseksualnego Europy”. Partyjny kolega Rogalskiego Witold Tomczak (z IND/DEM Niepodległość i Demokracja) dorzucił jeszcze postulat o zlikwidowanie siedziby w Strasburgu. Latem 2004 r. z wygłaszanych od prawa do lewa zapowiedzi wynikało, że pięćdziesięciu czterech biało-czerwonych (wszyscy z wyższym wykształceniem) zadba, by nasz głos był słyszalny w Europie, i przypilnuje, aby w PE żadnego guzika nie wciśnięto na szkodę Polski.

Polityka 28.2007 (2612) z dnia 14.07.2007; Świat; s. 46
Reklama