Archiwum Polityki

Bawaria grzechu warta

W Polsce Bawaria kojarzy się z góralami jodłującymi i tańczącymi dreptaka w skórzanych portkach, z piersiastymi dziewczynami w ludowych strojach, roznoszącymi w piwiarni półlitrowe kufle piwa – po pięć w każdej ręce. Bawaria to też bajkowe zamki na alpejskich szczytach, Hitler planujący pożar świata w swej willi na Obersalzbergu, wioski z ogromnymi „drzewkami majowymi” na rynku oraz malowane miasteczka, żywcem przejęte z baśni Grimmów, nawet jeśli ci swe Jasie i Małgosie zbierali raczej w Hesji.

Podróż po Bawarii można odbyć w ciągu dwóch– trzech tygodni – w sumie około 1800–2000 km – jadąc najpierw klasyczną trasą przez Drezno, Plauen na Norymbergę, z odbiciem nieco w bok do przepięknie położonej i niezniszczonej Ratyzbony (Regensburg), następnie przez Monachium do Füssen w niemieckich Alpach – tego matecznika górnobawarskiego romantyzmu, którego symbolem jest fascynujący przez swój kicz zamek Neuschwanstein. W tym regionie warto zwiedzić głośne bawarskie miejscowości Mittenwald, Garmisch-Partenkirchen, z obowiązkowym wjazdem kolejką linową na Zugspitze i Oberammergau.

Polityka 28.2000 (2253) z dnia 08.07.2000; Półprzewodnik Polityki; s. 36