Archiwum Polityki

Zwykły wieszak

Tadeusza Kantora pamiętamy najczęściej dzięki jego teatrowi. Rzadziej – dzięki jego malarstwu. Wyjątkowo tylko – dzięki jego happeningom i artystycznym akcjom. I ten właśnie nieco zapomniany obszar aktywności postanowiono ostatnio przywrócić pamięci wystawą w krakowskim Bunkrze Sztuki. A przy okazji postawiono na nowo fundamentalne pytanie: czy był Kantor jedynie zręcznym naśladowcą zachodnich artystów, inteligentnie adaptującym artystyczne mody, czy – wręcz przeciwnie – oryginalnym twórcą, wnoszącym do historii sztuki nowe wartości?

Twórczość Tadeusza Kantora podzieliła krytyków sztuki na dwa obozy. Jedni dostrzegali w nim prawdziwego rewolucjonistę sztuki, demiurga wyznaczającego nowe horyzonty artystyczne, prekursora i odkrywcę. Inni w kolejnych wcieleniach Kantora wietrzyli jedynie zręczny „import nowalijek”. Nazywano go „sejsmografem aktualności” i „komiwojażerem nowinek”, zarzucano, że zajmuje się wyłącznie kopiowaniem zachodnich, artystycznych mód. Po raz pierwszy dał wyraźny pretekst do takiego traktowania w 1957 r.

Polityka 28.2000 (2253) z dnia 08.07.2000; Kultura; s. 48