Archiwum Polityki

Bażant na tacy

Najulubieńszy reżyser młodego pokolenia dał premierę – i znów w rubrykach recenzenckich krzyk, ekstaza, orgazm. Ścigają się przymiotniki: „wstrząsające”, „zachwycające”, „genialne”, szpalty pękają od zachwytów. Za chwilę spektakl warszawskich Rozmaitości objedzie festiwale rodzime, a może i zagraniczne; media audiowizualne takoż dołożą swą promocyjną moc. I będziemy mieli powód do świętowania narodowego sukcesu, co zważywszy, że chwilowo jest lato i Adam Małysz nie skacze, przyda się gwoli podreperowania nastrojów.

Nasze czasy mają coraz mniej zrozumienia dla artystycznych sublimacji i nie lubią rozdzielania włosa na czworo. Chcą idoli. Do tej roli Grzegorz Jarzyna predestynowany jest jak mało kto; łączy niewątpliwy talent i odwagę z ogromną, jak się zwykło mówić, medialnością. Jego przedsięwzięcia dają się lansować: są projektowane z rozmachem, niebanalnie oprawiane, lśniące. Ba, nawet każdorazowe kłopoty z dotrzymaniem terminu premiery, tudzież zabawy reżysera z pseudonimami (tym razem nazwał się H7) dopełniają atmosfery medialnej sensacji.

Polityka 25.2001 (2303) z dnia 23.06.2001; Kultura; s. 52