Archiwum Polityki

Big Brother Boris

Żyjemy w czasach, w których świat przedstawiony w mediach jest ważniejszy od świata rzeczywistego. Obok sporu wokół przeszłości Joschki Fischera Niemcy mają spór o Borisa Beckera, a przy okazji ogólnonarodową debatę na temat wzorów osobowych lansowanych dziś w Niemczech i zmiany publicznych nastrojów. I o tym warto pomówić. Ponieważ w formach sportowych manii – jak u nas dziś wokół Adama Małysza – ujawnia się także, jak to mawiają Niemcy, duchowa sytuacja epoki.

Były mistrz tenisa wyszedł z domu i już do niego nie wrócił. Pojechał do mamusi, by się jej wyżalić, że potrzebuje trochę luzu. Tam dowiedział się, że tymczasem jego żona zwinęła manatki i pojechała na Florydę, gdzie oboje mieli jedno ze swych luksusowych mieszkań. Nic specjalnego, gdy pomyśleć, że Becker w ciągu kilkunastu lat wymachał tenisową rakietą na największych kortach na świecie niemal ćwierć miliarda marek. Potem przez kilka tygodni toczyły się przepychanki, negocjacje, kampanie prasowe – sama „Bild-Zeitung”, bulwarówka o czteromilionowym nakładzie, opublikowała od końca listopada ponad 40 tekstów o sprawie Beckera, jego żony, jej doradcy, a także słynnej już „kradzieży spermy” przez czarnoskórą Rosjankę, kelnerkę w londyńskim hotelu, która uwiodła Beckera oralnie w hotelowej pakamerze, po czym wykorzystała cenne nasienie zgodnie z prawami natury i w trakcie afery rozwodowej zaprezentowała tenisiście prześliczną, zdrową córeczkę.

Polityka 8.2001 (2286) z dnia 24.02.2001; Świat; s. 40