Archiwum Polityki

Przepaść zupełnie czarna

„Wiersze ostatnie” Czesława Miłosza, które trafiają właśnie do księgarń, są obrachunkiem poety z samym sobą, religijną medytacją, zapisami snów, rozmową z umarłymi.

Czesław Miłosz od lat pisywał wiersze pośmiertne. Choć zdanie to zakrawa na paradoks, wcale nim nie jest. Po pierwsze, zdobyta mądrość podszeptywała: żyć jak człowiek, pisać jak klasyk. Po drugie, od wielu już lat powtarzał odwieczny gest Starego Poety: żegnał się ze światem. Dlatego wydane z papierów pozostałych po poecie 45 ostatnich wierszy noblisty, powstałych w latach 2002–2004, wydaje się tak znajome. Znalazł się tu także, napisany po śmierci żony, poemat „Orfeusz i Eurydyka” – tekst ważny również z tego powodu, że stanowi kres zawsze obecnej w twórczości Miłosza nadziei na zmartwychpowstanie tego, co było, w słowie.

Polityka 41.2006 (2575) z dnia 14.10.2006; Kultura; s. 79