Archiwum Polityki

Kompleks Polski

Jacek Żakowski: – Kiedy myślę Polska, to...?

Norman Davies: – Zależy kiedy pan zapyta.

Dziś. Dziesięć dni po śmierci papieża.

Dziś jestem w Oxfordzie po miesiącu spędzonym w Krakowie. Wróciłem i nie umiem się znaleźć w moim własnym domu, już nie rozumiem sąsiadów, nie wiem, co tu się dzieje, więc mam wobec Polski same dobre uczucia. Tydzień temu powiedziałbym: Polska to znak zapytania. Jaka się teraz stanie? Ale gdyby mnie pan zapytał dwa tygodnie temu, tobym powiedział: polactwo.

Czyli?

Cwaniactwo. Chamstwo. Rozpychanie się łokciami. Brak szacunku dla innych. Na przykład mówią mi: „Pan profesor jest w programie konferencji. Program już rozesłany”. „Ja o tym pierwsze słyszę!?”. „Ale nam zależy...”. Ja nie wierzę, że istnieje stały charakter narodowy, ale jednak w różnych miejscach świata ludzie różnie się zachowują, bo przeżywali różne stresy, dramaty czy nadzieje. Polacy, żeby przeżyć, pewnie musieli się rozpychać łokciami... Albo polska pompa. Zapraszają na tę konferencję bardzo starszego profesora z Ameryki. On nawet z trudem siedzi. Powitania zajmują godzinę. Przemawia wojewoda, biskup, rektor... Wreszcie brakuje czasu. Staruszkowi każą skrócić referat z sześciu do trzech kartek. Albo telewizja. Siedzi kilka osób i się przekrzykują. Wygra ten, kto głośniej i mocniej powie. Nic z tego nie wynika.

To polska specyfika?

W Anglii takie zwyczaje są bardzo źle widziane. Ale to nie są tylko polskie zwyczaje. Kiedy pierwszy raz pojechałem do Francji, stanąłem na przystanku i czekam. Jak przyjechał autobus, wszyscy naraz rzucili się do drzwi. W Anglii to jest nie do pomyślenia. Każdy szanuje kolejkę.

Polityka 16.2005 (2500) z dnia 23.04.2005; s. 4
Reklama