Archiwum Polityki

Port zamiast rury

Rosyjsko-ukraiński konflikt gazowy przypomniał nam, że Polska jest także uzależniona od rosyjskiego Gazpromu, więc nie możemy czuć się bezpiecznie. Odżył polityczny spór, kto nas tak urządził i co teraz mamy zrobić. Winnych już szuka prokuratura, a cudownym lekarstwem na nasze kłopoty ma się stać skroplony gaz sprowadzany do kraju drogą morską.

Role się odwróciły. Leszek Miller, który jeszcze niedawno oskarżał rząd Jerzego Buzka o narażenie kraju na niebezpieczeństwo energetyczne, dziś sam musi się tłumaczyć z własnych zaniechań. Choć minęło pięć lat, nasza sytuacja pozostała bez zmian. Wciąż jesteśmy uzależnieni od rosyjskiego Gazpromu, który – jak pokazał niedawny incydent na Ukrainie i dwa lata wcześniejszy na Białorusi – jest politycznym instrumentem w rękach Kremla. Nie mamy ani nowych stałych dostawców gazu, ani transgranicznych rurociągów, by w razie kłopotów sprowadzić potrzebną ilość surowca z kierunku innego niż wschodni.

Polityka 2.2006 (2537) z dnia 14.01.2006; Kraj; s. 24