Archiwum Polityki

Jak mówić, jak To robić?

Pół wieku temu Szwecja była pierwszym krajem, w którym wychowanie seksualne wprowadzono w szkołach jako przedmiot obowiązkowy. Szwedzi przyjęli reformę ze zrozumieniem, ponieważ chcieli uchronić młodzież przed niepożądanymi konsekwencjami zbyt wczesnego współżycia. Teraz pedagodzy szykują kontrofensywę.

Szwedzi, którzy jako pierwsi przeszli lekcje seksu, z rozrzewnieniem wspominają tamte czasy. Nauczyciele metodą „pszczółki zapylającej kwiatki” tłumaczyli, jak dochodzi do zbliżenia seksualnego. Nie było to jednak łatwe. Programy szkolne napominały nauczycieli, że ci, którzy mają „zastrzeżenia lub wahania wobec gruntownego biologicznego nauczania o seksie i traktują ten przedmiot skrótowo lub powierzchownie, powinni próbować przezwyciężyć te trudności”.

Wkrótce przyszła prawdziwa rewolucja obyczajowa, nie tylko w Szwecji, i trudności szybko zostały przezwyciężone. Ostrzeżenia zaczęły płynąć z drugiej strony. Pojawiły się krytyczne głosy przestrzegające przed anarchią i promiskuityzmem (rozwiązłością). Utrzymywały one, że wyzwolenie seksualne poszło za daleko, że wolność i tolerancja zabite zostaną przez cynizm i egoizm. „Istnieje ryzyko, że wydostając się z konformizmu i moralizmu wpadniemy w całkowity brak hamulców i zafascynowanie techniką seksualną”, pisała znana do dziś działaczka oświaty seksualnej Maj-Brith Bergström-Walan, szwedzka Wisłocka.

Z perspektywy półwiecza trzeba przyznać, że Szwecja wyjątkowo dobrze poradziła sobie z tym problemem. Młodzi ludzie, którzy wcześniej przeszli teoretyczne lekcje seksu, mają w późniejszym życiu mniej kłopotów niż ci, którzy uczyli się go w praktyce. W USA i w Wielkiej Brytanii, gdzie do dziś wychowanie seksualne nie jest powszechne i stosunek do seksu mniej otwarty, odsetek młodocianych matek i aborcji wśród nastolatek jest znacznie wyższy niż w Szwecji.

Jednak również w Szwecji zwiększa się liczba niechcianych ciąży i aborcji wśród nastolatek. Lekarze podejrzewają, że łatwiejszy dostęp do alkoholu, z chwilą wejścia kraju do Unii Europejskiej, sprzyja lekkomyślności i brakowi odpowiedzialności również w tej sferze.

Polityka 2.2006 (2537) z dnia 14.01.2006; Świat; s. 54
Reklama