Archiwum Polityki

Wolny najmita

Alarmujący stan bezrobocia w Polsce – ponad 15 proc. – zaszokował opinię publiczną. Politycy z lewa i z prawa podsuwają rozmaite koła ratunkowe, ale na niewiele to się zdaje. Tymczasem przedsiębiorcy, przynajmniej we własnym mniemaniu, podstawiają prawdziwą szalupę. Mówią: rozluźnijcie nam pęta, poluzujcie kodeks pracy, dajcie nam większą swobodę w zatrudnianiu i zwalnianiu, zdejmijcie socjalne obciążenia, a przybędzie miejsc w naszych firmach. Jest sporo racji w tych argumentach, ale i wyraźne niebezpieczeństwo, pobudzające wyobraźnię każdego żyjącego z pensji. Gdyby miały puścić wszystkie hamulce, szybko mogłoby się okazać, że prawie nikt już nie pracuje na etacie i może być zwolniony ze skutkiem natychmiastowym bez podania powodu – mówią krytycy proponowanych zmian – albo że jest potrzebny firmie tylko w poniedziałki i soboty i to wyłącznie na kilka godzin. Nie wiadomo przy tym, czy tego rodzaju poświęcenia ludzi pracy rzeczywiście zmniejszyłyby skalę bezrobocia. Wielu ekspertów twierdzi, że tak, związkowcy – że raczej nie. Warto jednak tę dyskusję – dziś jedną z najważniejszych – odbyć i wyważyć argumenty obu stron.

Rząd Jerzego Buzka zaproponował w ostatnich dniach pakiet projektów ustaw, wśród których na czołowym miejscu znajduje się koncepcja zliberalizowania kodeksu pracy, w większości zgodnie z postulatami pracodawców. Ma też zostać wprowadzone zróżnicowanie płacy minimalnej w zależności od regionu, gdyż koszty utrzymania nie są w całym kraju jednakowe (pojawiają się też żądania, aby samo pojęcie płacy minimalnej wykreślić z przepisów). Do końca marca projekty rządowe mają się znaleźć w parlamencie.

Polityka 12.2001 (2290) z dnia 24.03.2001; Raport; s. 3
Reklama