Archiwum Polityki

Północne odrodzenie

W Berlinie trwa wystawa idealnie trafiająca w przedwielkanocne nastroje. Dwaj giganci sztuki XV w. i współtwórcy malarskiego renesansu północnej Europy, Mistrz z Flemalle oraz Rogier van der

Każdy przykładny uczeń, od piątej klasy wzwyż, wyrwany z najgłębszego snu wyrecytuje za podręcznikiem, że kolebką renesansu były Włochy. Historycy sztuki takiej pewności już nie mają i przebudzeni zapewne dowodziliby, iż odchodzenie od średniowiecznych standardów artystycznych dokonywało się równolegle i niezależnie od siebie zarówno na południu, w słonecznej Toskanii, jak i na północy, w znacznie chłodniejszej Flandrii. Otóż berlińska wystawa ma utwierdzać widza w owym przekonaniu dwutorowości, gromadząc i przypominając dorobek dwóch wielkich twórców, którzy się Włochom nie kłaniali i sami zrywali estetyczne kajdany nałożone przez gotyk, otwierając furtkę do nowoczesnego europejskiego malarstwa.

Gdyby wystawę z podobną intencją organizowano przed półwiekiem, jej głównym, a może i jedynym bohaterem byłby Jan van Eyck, namaszczony na prekursora i inspiratora północnoeuropejskiego odrodzenia jeszcze przed II wojną światową. Z czasem utracił on koszulkę lidera na rzecz jednego z bohaterów ekspozycji – Mistrza z Flemalle. Chociaż fakt, że na wystawie zabrakło choćby kilku prac van Eycka, ot tak, dla porównania, to niezasłużona szykana, bo choć może nie był pierwszy, to na pewno mocno się przysłużył w dziele wyprowadzania sztuki z mroku średniowiecznych reguł.

Włoski renesans miał spektakularny charakter: odwołanie do antyku, idee humanizmu i tym podobne klimaty. Odrodzenie na północy nie było tak widowiskowe i może dlatego długo jeszcze nasi gimnazjaliści nie będą mieli pojęcia, że istniał ktoś taki jak Mistrz z Flemalle. Flandryjscy twórcy nie zaglądali w oczy starożytnym rzymskim posągom, bo ich nie mieli pod ręką. Skupili się natomiast na odnowie religijnej (tzw.

Polityka 14.2009 (2699) z dnia 04.04.2009; Kultura; s. 58
Reklama