Archiwum Polityki

Moja babka kontra Ratko Mladić

Gdy człowiek stoi w kolejce w jednym z supermarketów, które dowodzą, że klient nie jest idiotą, a ich reklamowe proporce górują nad miastem, przerastając i wysokością, i liczbą wieże gotyckich kościołów, do głowy przychodzą najróżniejsze myśli. Nie inaczej było ze mną w sobotni marcowy poranek. W dłoniach trzymałem aparat fotograficzny – mój upatrzony konsumpcyjny skarb. Wokoło panował chaos. Tłum napierał na regały i półki, tratował się w dziale wyprzedaży, sprawiając wrażenie, jakby pakował do wózków najniezbędniejsze dobra przed nadciągającym frontem.

Polityka 14.2009 (2699) z dnia 04.04.2009; Kultura; s. 66