Archiwum Polityki

Nowe Ateny

Ma libertyńska XVIII-wieczna Francja swoich encyklopedystów? Ha, niechaj to narodowie wżdy postronni znają, że Polacy nie gęsi, i swojego xiędza Benedykta Chmielowskiego, dziekana rohatyńskiego, firlejowskiego, podkamienieckiego pasterza mają! Ten zaś w „Nowych Atenach Albo Akademii Wszelkiej Sciencyi Pełnej”, posługując się gromadzoną przez lata wiedzą z szacownych źródeł (z Biblią i starożytnymi na czele) dał nam wierne świata opisanie, z którego się dowiadujemy, że w Afryce podróżni noszą przy sobie koguty dla obrony przed bazyliszkiem (bo ten „z natury” kogutów się boi), że św. Filipowi Nereuszowi „od miłości Boskiej serce się rozszerzyło z pokruszeniem ziobr dwóch”, że Noe do arki nie wziął ani muła, ani Koniorysia, ani Lisomałpa, zaś pewien bednarz z miasta Lucerna w Helwecji sześć miesięcy przeżył w jamie ze smokami, „posilając się lizaniem skał, sok słony wydających”, a uwolniony, ufundował bogaty ornat kościołowi św. Leodegariusza i skonał, bo „zepsowany miał żołądek”.

Kiedy niedawno warszawski sąd orzekł, że w dalszym ciągu w środowisku medycznym toczy się spór, czy homoseksualizm można leczyć, a w związku z tym, czy jest on chorobą, odetchnąłem z ulgą, oznacza to bowiem, że dziedzictwo ks. Chmielowskiego jest żywe i tylko nam się zdaje, że pewne spory naukowe wygasły. Istnieje wszak Towarzystwo Płaskiej Ziemi, założone przez Charlesa K. Johnsona, który dowodził, że zdjęcia z kosmosu to podróbki, preparowane, by odwieść ludzi od biblijnej prawdy; należy mieć nadzieję, że nie wymarł również mesmeryzm i że frenologia ma się dobrze, a w środowisku medycznym toczy się spór, czy Gall i Mesmer nie mieli racji.

Polityka 29.2009 (2714) z dnia 18.07.2009; Kultura; s. 57
Reklama