Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Podkast psychologiczny

Podkast psychologiczny. Odc. 74

Nie jesteśmy bezkarni w sieci. Ani bezradni. Filip Łobodziński doprowadził hejterkę przed sąd

Preferuj w Google
Z dezinformacją i hejtem można walczyć, a organy ścigania coraz lepiej rozumieją znaczenie takich spraw. Warto o tym pamiętać, gdy zmagamy się z tą patologią.

W najnowszym odcinku „Podkastu psychologicznego”, w cyklu „Nie jesteśmy bezradni”, zastanawiamy się nad tym, jak walczyć o swoje wartości. Naszym gościem jest Filip Łobodziński, dziennikarz, pisarz, tłumacz, autor tekstów piosenek, wokalista i gitarzysta w Zespole Reprezentacyjnym, a także współtwórca zespołu dylan.pl, w dzieciństwie aktor, a obecnie działacz społeczny.

Filip Łobodziński kilka lat temu zadał kłam szeroko podzielanemu przekonaniu, że hejtera nie sposób wytropić ani ukarać. Doprowadził przed sąd komentatorkę – internautkę, która anonimowo i kłamliwie wypowiadała się o jego tłumaczeniach utworów Boba Dylana. Jak podkreśla nasz rozmówca, nigdy nie ścigałby kogoś, kto po prostu krytycznie ocenia jego twórczość. Jednak w tym przypadku osoba twierdziła we wpisach pod artykułem w serwisie informacyjnym, że przekłady, które robił Filip Łobodziński, są kiepskie, a nad tymi uznanymi przez komentatorkę za dobre faktycznie pracowali znajomi i rodzina – podczas gdy Filip Łobodziński miał się tylko pod tłumaczeniami podpisać. Krótko mówiąc: kłamała na jego temat i zarzucała mu, że jest oszustem.

Gość „Podkastu psychologicznego” wspomina, że same te wpisy nie poruszyły go emocjonalnie bardzo głęboko. Zdecydował się jednak zgłosić sprawę na policję ze względu na zasady, bo – jak mówi – nie należy przyzwalać na oczernianie innych ludzi. To część szerszego podejścia Filipa Łobodzińskiego, który nie ma oporów, aby zgłaszać potrzebę interwencji do służb publicznych, gdy dostrzega różnego rodzaju nieprawidłowości – także takie jak np. krzywdzenie zwierząt.

Jak zapewnia nasz rozmówca, wiele przekonań i obaw związanych ze składaniem zawiadomień do organów ścigania jest na wyrost – poczynając od tego, że zgłoszenie zostanie zbagatelizowane czy uznane za błahe. On sam nie został rozpoznany jako osoba publiczna w komisariacie, do którego się zgłosił w sprawie zniesławienia. Mimo to jego sprawę potraktowano poważnie, ustalono sprawczynię, a przed sądem odbyła się rozprawa, zakończona wyrokiem skazującym na grzywnę na rzecz hospicjum. Podobnie działo się w innych sprawach, które nasz rozmówca rozpoczynał.

Z dezinformacją i hejtem można walczyć, ich autorzy nie są bezkarni, a organy ścigania coraz lepiej rozumieją znaczenie takich spraw. Warto o tym pamiętać, gdy zmagamy się z tą patologią lub gdy dotyka ona innych osób w naszym otoczeniu.

Oglądaj także:

Reklama
Reklama