Globalna zapaść
Bankructwo Lehman Brothers. Jak kryzys z 2008 r. przygotował grunt pod zwycięstwo Trumpa
Nierozumiane instrumenty. Gdy 15 września 2008 r. ogłoszono bankructwo Lehman Brothers, czwartego co do wielkości banku inwestycyjnego USA, mało kto przypuszczał, że zachwieje to światowymi finansami i globalną gospodarką. Tymczasem konsekwencją okazało się najpoważniejsze załamanie globalnego systemu finansowego od czasów wielkiego kryzysu 1929–33. Upadła wiara w samoregulacyjne zdolności rynku, w to, że prywatne instytucje, wolne od bacznego nadzoru państwa, same najlepiej poradzą sobie z potencjalnymi zagrożeniami. Skala globalnych strat wymyka się nawet przybliżonym szacunkom.
Za pierwotny impuls kryzysu często uznaje się tani i łatwy pieniądz. Przypomina się, że pęknięcie bańki internetowej, spadek inwestycji i szok po ataku terrorystycznym na Amerykę skłoniły bank centralny USA do ostrych cięć stóp procentowych: z 6 proc. w styczniu 2001 r. do 1 proc. w czerwcu 2003 r. Ale to nie tani pieniądz legł u podstaw kryzysu. Ważniejsze były słabości systemowe: deregulacja sektora finansowego i zjawisko finansjalizacji wprowadziły na rynek instrumenty niedostatecznie rozumiane. Amerykańska komisja papierów wartościowych nigdy na dobrą sprawę nie nadzorowała setek miliardów dolarów egzotycznych obligacji hipotecznych, które wędrowały po całym świecie, siejąc w końcowym rozrachunku spustoszenie.
Jeśli dodać do tego nadmierne zadłużenie instytucji finansowych i błędy agencji ratingowych, rysuje się długa lista winnych – na której nie może zabraknąć rządów i banków centralnych. Szef Fed Ben Bernanke, zapytany w 2010 r., już po tym, gdy pożar ugaszono kosztem setek miliardów dolarów z kieszeni podatnika, o rozmiary zagrożonych aktywów, odpowiedział: „Sam bym chciał to wiedzieć”. Nikogo z amerykańskich elit instytucji odpowiedzialnych za gigantyczne straty nie spotkała odpowiedzialność karna.