Dyskretny urok gierkowszczyzny

Edward Wspaniały
Mit Edwarda Gierka – dobrego gospodarza i patrioty – odżył ostatnio za sprawą Jarosława Kaczyńskiego. Narodził się jednak dużo wcześniej.
Edward Gierek na polowaniu w Rumunii, z lewej Nicolae Ceausescu, październik 1976 r.
Jan Morek/Forum

Edward Gierek na polowaniu w Rumunii, z lewej Nicolae Ceausescu, październik 1976 r.

Podczas wiecu przedwyborczego w Sosnowcu, rodzinnym mieście byłego pierwszego sekretarza, prezes PiS chwalił Gierka za mocarstwowe ambicje i politykę wobec opozycji, której rzekomo nie zamykał do więzień. Mimo to w Sosnowcu (gdzie Gierek w sierpniu 2001 r. został pochowany) wygrał Bronisław Komorowski, 64 do 36. Ale rezultat Kaczyńskiego i tak można uznać za nie najgorszy.

Na wynik złożyło się nie tylko komplementowanie epoki Gierka, ale też prawie samobójczy dla PO wcześniejszy pomysł ich radnych, aby odebrać Gierkowi tytuł honorowego obywatela Sosnowca. Kaczyński liczył, że uzyska poparcie prof. Adama Gierka, najstarszego syna pierwszego sekretarza, posła do Parlamentu Europejskiego – wszak pięć lat temu wsparł on w drugiej turze jego brata. Prof. Gierek poparł jednak Komorowskiego. Może dlatego, że jest uwrażliwiony na przymiotnik „komunistyczny”, którego użył lider PiS wspominając o jego ojcu. Adam Gierek w rozmowach z Polityką określał go jako socjalistę lub socjaldemokratę, a teraz dodał, że w dzisiejszym rozumieniu można mówić o „eurokomuniście”. Edward Gierek był jedynym pierwszym sekretarzem w bloku wschodnim, którego w młodości nie formował komunizm w wydaniu radzieckim, ale zachodnim – francuskim i belgijskim.

I tak końcówka kampanii prezydenckiej odkurzyła mit Gierka i lat 70. Mit dekady sukcesu. Zaczął się on rodzić już w latach 80., a ożywiły go kiepskie dla wielu Polaków lata 90. Jesienią 1999 r. OBOP przeprowadził sondę na zlecenie Polityki, w której na pytanie o rolę Gierka w dziejach Polski 54 proc. badanych odpowiedziało, że była pozytywna, a tylko 19 proc., że negatywna. Kiedy w Polsce było lepiej? – 50 proc. badanych uznało, że za rządów Gierka, a 26 proc., że obecnie (czyli w 1999 r.). Gierek za życia powtarzał, że historia uczciwie oceni lata 70. Czy jego słowa już się sprawdzają?

Narodziny mitu

Do 5 września 1980 r. Edward Gierek bez wątpienia stał tam, gdzie ZOMO, SB, wojsko i wszystko, na czym opierała się PRL. Ale ani w tym momencie, ani wcześniej – poza czerwcem 1976 r. – nie użył tych sił do ostrego rozprawienia się z opozycją. O Radomiu i Ursusie można powiedzieć: bił, ale nie zabijał. Jednak trwały procesy polityczne, skazywano robotników, ćwiczono osławione ścieżki zdrowia.

Tego wrześniowego dnia Gierek trafił z zawałem serca do kliniki, co wykorzystali jego współtowarzysze usuwając go z partyjnych stanowisk, a potem z samej PZPR. Jego ostatnią decyzją polityczną jako „przywódcy partii i narodu” była zgoda na rejestrację wolnych związków zawodowych Solidarność. Kiedy Solidarność rosła w siłę, Gierkowi tego nie wypominano – zrobiono to dopiero w stanie wojennym, w trakcie internowania (przesiedział ponad rok): nie dość, że doprowadził PRL do ruiny, to jeszcze próbował rozmontować system, wpuszczając na polityczną scenę wolne związki zawodowe.

Prawie 30 lat temu, kiedy odsuwano Gierka od władzy, spadały na niego też inne gromy: oskarżano go o zbytnie zbliżenie z Zachodem; o przyzwolenie na częściowe otwarcie granic, co miało doprowadzić do rozmiękczenia socjalizmu; o nadmierne zadłużenie, a więc sprzedanie socjalistycznego kraju kapitalistom; a także o zbyt samodzielną politykę zagraniczną i zbytnie tolerowanie opozycji. Za to grożono wówczas prokuratorem i sądem.

Takie same zarzuty stawiali ojcu w sierpniu 1980 r. Leonid Breżniew i Andriej Gromyko w czasie ostatnich wakacji na Krymie – wspominał Adam Gierek. Wracając do kraju Gierek wiedział, co go czeka. – Chciał tylko, aby rozstanie z władzą odbyło się po raz pierwszy godnie, na wzór zachodni.

Marzenia się nie spełniły. Gierek ciężko znosił polityczną nagonkę, ale jeszcze gorzej wytrzymywał upokorzenia, jakie spadały na niego i rodzinę. Gierkowie poddani zostali iście azjatyckim represjom politycznym i zawodowym. Jemu odebrano wszystko: od odznaczeń i uprawnień kombatanckich po tytuł honorowego górnika. W ślad za tym poszły zarzuty kryminalnego kalibru – to oszust i złodziej prowadzący wielkopańskie życie. Złote klamki i srebrne sedesy w domach. Konta w Szwajcarii i cotygodniowe pobyty Stanisławy Gierek w Paryżu u fryzjera. I nie wymyślano tego pod budkami z piwem.

To była dopiero przygrywka do największego dramatu byłego pierwszego sekretarza. Internowania. Kiedy go zabierano z domu, odczytana została podstawa odosobnienia: uznano go za wroga socjalizmu, który może godzić w nowy porządek. Gierka i całą byłą partyjno-państwową „wierchuszkę” PRL trzymano najpierw przez zimowe miesiące na poligonie w Drawsku, a potem już w znośniejszych warunkach pod Sandomierzem.

Jerzy Markowski, były minister gospodarki, wspomina, że bywał u Gierka w ostatnich latach jego życia. – Interesował się górnictwem, ale nie tęsknił do potęgi z lat 70. Każde spotkanie kończyło się tą samą prośbą. – Schorowany starzec prosił, a może nawet błagał łamiącym się głosem, żeby zapytać gen. Jaruzelskiego, dlaczego kazał go na ponad rok zamknąć? Po śmierci ojca Adam Gierek otrzymał list kondolencyjny od Wojciecha Jaruzelskiego: – Wymowa jest taka, że generał chciał rzekomo uchronić ojca przed gniewem narodu. Nie zgadza się z taką argumentacją: – Ojciec także nie przyjąłby tego do wiadomości.

Prof. Jacek Wódz, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego, uważa, że nagonka na Gierka po odsunięciu od władzy, a szczególnie upokarzające internowanie, to był pierwszy etap powstawania jego mitu: – Bez względu na przekonania, lewicowe czy prawicowe, nie lubimy takiego gnojenia ludzi. Nie dajemy przyzwolenia na zbijanie politycznego kapitału na poniżaniu.

Polska rośnie w siłę, a ludziom się jakoś żyje

Drugi etap mitologizowania Gierka zaczął się wtedy, kiedy ludzie zdali sobie sprawę, że dekadzie lat 70. przypisuje się wszystko, co najgorszego mogło spotkać Polskę. Potraktowano to jako kwestionowanie milionów życiorysów tych wszystkich, którzy wchodzili wtedy w zawodowe życie, dostawali pierwsze mieszkania, kupowali pierwsze samochody, delektowali się coca-colą z polską wódką, na zakupy jeździli do NRD, a na wczasy do Bułgarii i na Węgry albo nawet na Zachód, ze stoma, a później stu dwudziestoma dolarami z przydziału, na książeczkę walutową. W tamtym czasie to było i tak oszałamiające otwarcie na świat. – A nikt nie pozwoli na pogardzanie młodością, z której przeważnie pamięta się najjaśniejsze strony – zauważa prof. Wódz.

Edward Gierek doszedł do władzy w grudniu 1970 r. na fali tragicznych wydarzeń na Wybrzeżu, ale też w aureoli świetnego gospodarza na Śląsku i w Zagłębiu. W stosunkowo krótkim czasie udało mu się pozyskać społeczne zaufanie, którego dobitnym wyrazem była głośna odpowiedź stoczniowców: Pomożemy! Wkrótce zapowiedział: „Idzie o to, aby w obrębie jednego pokolenia zbudować drugą Polskę”. A następnie do drugiej Polski dodał: „Aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej”. Kto nie kupiłby wtedy takiego hasła?

Mieczysław F. Rakowski napisał, że nowoczesne państwo, które się Gierkowi marzyło, urzekło także zespół Polityki: Londyński »The Times« pisał o Gierku, że był to człowiek z instynktem reformatorskim na długo przed tym, zanim tego typu idee zyskały szansę powodzenia: usiłował zrobić zbyt dużo, zbyt wcześnie. Jego polityka gospodarcza, która opierała się na kolosalnych kredytach z Zachodu, mimo iż prowadzono ją w najlepszych intencjach, była po prostu nierealistyczna, ponieważ musiała być wprowadzana w życie przez skostniałą infrastrukturę partyjną”.

Niemniej jednak wielka budowa wtedy ruszyła. Na koniec dekady majątek narodowy był większy o ponad 80 proc. Wybudowano przeszło 300 wielkich zakładów przemysłowych, m.in. Hutę Katowice, Port Północny, Fabrykę Samochodów Małolitrażowych, Bełchatów, rafinerie w Gdańsku i Płocku. Powstały nowe kopalnie i elektrownie. Cementownie i fabryki domów. Warszawa dostała m.in. Zamek Królewski, Dworzec Centralny i Wisłostradę. W cztery lata wybudowano dwujezdniową „gierkówkę” ze stolicy do Katowic. Oddano blisko 3 mln mieszkań. Lecz drugiej Polski nie udało się zbudować. A mocarstwowe marzenia Gierka, żeby Polska stała się potęgą w zdobywaniu kosmosu i dysponowała bronią jądrową, mogą jedynie śmieszyć.

Gospodarka niezrównoważona

Gdzieś do 1975 r. wszystkie wskaźniki szły jeszcze do góry, a Polska faktycznie rosła w siłę. Już w 1971 r. mieliśmy na zjazd partii telewizję kolorową, a nie miały jej jeszcze m.in. Włochy. Ale nowe inwestycje nie stały się źródłem eksportu mogącego pokryć ich koszty. Huta Katowice eksportowała na Zachód surową stal (kęsy) za marne dolary, a Polska w zachodnich hutach kupowała wielokrotnie drożej wytworzoną z niej blachę.

Efektywność gospodarki nadal mierzono w tonach i metrach – co nawet uzasadniało tezę o dziesiątej potędze świata – a nie stosunkiem nakładów do efektów. Potrzebne były nowe kopalnie, bo eksport węgla dawał szybkie dewizy. Potrzebna była stal, więc rozbudowywano hutnictwo. Wszyscy potrzebowali cementu – więc cementownie. I energii – więc elektrownie. Coraz więcej musiała wozić kolej, a ta potrzebowała szyn i lokomotyw. Stali. I tak w kółko. W to wszystko pakowano kolejne miliardy pożyczonych dolarów. Taka gospodarka dawała pracę wszystkim, bezrobocia nie było, ale mogła funkcjonować tylko tak długo, jak długo było z czego dokładać.

To poszło w zapomnienie, bo wtedy mieliśmy taką kondycję, tacy byliśmy młodzi, że bez zadyszki wbiegaliśmy na piąte piętro... A dzisiaj? Dzisiaj się nie da, więc oczywiste jest, że wtedy było lepiej. Kto dzisiaj chce pamiętać o permanentnych niedoborach? Wprowadzone w czerwcu 1976 r. kartki na cukier znikły dopiero po upadku PRL.

W 1976 r. próbowano podwyżką cen zrównoważyć gospodarkę – skończyło się protestami robotników w Radomiu i Ursusie. Zastosowano manewr gospodarczy polegający na zatrzymaniu większości inwestycji i na drastycznym ograniczeniu importu. Do sierpnia 1980 r. nic się nie zmieniło, a potem było jeszcze gorzej. To też powoduje, że beznadzieja lat 80. w korzystniejszym świetle pokazuje gierkowską dekadę.

Kolejny element tego mitu: gdyby Gierek nie wybudował, dzisiaj nie mielibyśmy czego prywatyzować i restrukturyzować. Nasz problem polegał na tym, że nie cierpieliśmy na brak przemysłu w spuściźnie po Gierku, ale na jego nadmiar. W odziedziczonym żelastwie pozostał bowiem zmarnowany wysiłek tamtego pokolenia. W tym sensie można więc mówić o straconych i przejedzonych miliardach kredytów.

Oczywiście nie wszystkich, bo to są niesprawiedliwe oceny. Miliony mieszkań, drogi, sanatoria i świetnie prosperujące dzisiaj firmy, wyrosłe na tamtym majątku – temu przeczą. Nie wszystko przejedliśmy i zmarnowaliśmy. Gierek zostawił jednak ok. 24 mld dol. długu, a potem zaczął narastać gigantyczny garb odsetek. Polska stała się bankrutem, musiała wstrzymać spłatę kredytów.

Na początku ubiegłego roku Polska spłaciła swoje ostatnie zobowiązania wobec Klubu Paryskiego (kredyty państwowe); do zapłaty pozostały niewielkie resztówki wobec Klubu Londyńskiego (kredyty komercyjne) – na to mamy czas do 2024 r. W trakcie negocjacji umorzono nam połowę z blisko 27 mld długu, jaki mieliśmy jeszcze w 1994 r. wobec Klubu Paryskiego.

Edward Gierek, gdzieś od połowy lat 70., stał się znienawidzonym symbolem kryzysu. Kiedy w latach 80. okazało się, że kryzys jest jeszcze głębszy, a Gierek poniewierany, to znowu zyskał sympatię. Dzisiaj pamięta się, jak Kazimierzowi Wielkiemu, że zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną. A że cud był na kredyt? O tym pamięta się rzadziej.

Jarosław Kaczyński odgrzebał mit Gierka, choć niewiele na tym skorzystał. Bo mity żyją swoim życiem i nijak się mają do rzeczywistości. Choć nieraz bywają od niej silniejsze.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną