Historia

Tysiącletni mecz

Wspólne dzieje Polski i Ukrainy

Unia Lubelska z 1569 r. na obrazie Jana Matejki. Unia Lubelska z 1569 r. na obrazie Jana Matejki. Marek Skorupski / Forum
Euro 2012 na moment skojarzyło Polskę i Ukrainę. Dwa kraje, które łączy i dzieli tysiąc lat historii – kulejące sąsiedztwo na kresach UE.
Chrzest księcia Włodzimierza (Chrzest Rusi Kijowskiej) w 988 roku na obrazie z XIX w.Wikipedia Chrzest księcia Włodzimierza (Chrzest Rusi Kijowskiej) w 988 roku na obrazie z XIX w.
Wymordowani przez UPA mieszkańcy wsi Lipinki na Wołyniu, 1943 r.Marek Skorupski/Forum Wymordowani przez UPA mieszkańcy wsi Lipinki na Wołyniu, 1943 r.
Prezydent Aleksander Kwaśniewski i Leonid Kuczma pod pomnikiem pojednania polsko-ukraińskiego, 2003 r.Radek Pietruszka/PAP Prezydent Aleksander Kwaśniewski i Leonid Kuczma pod pomnikiem pojednania polsko-ukraińskiego, 2003 r.

Polski i ukraiński hymn łączy podobna niezgoda na smętną rzeczywistość i zapowiedź odegrania się na zaborcach. Ukraińcy śpiewają: „szczo ne wmerła Ukrajina”, a ich „krwawy bój” ma wyraźną geografię – od Sanu do Donu. My się utwierdzamy, że „jeszcze nie zginęła i siłą odbierzemy”, ale w geografii jesteśmy mniej wyraźni.

Z ukraińskiej Wikipedii można wyczytać, że tysiąc lat temu Ruś Kijowska sięgała od Bałtyku do Morza Czarnego. Z polskiej, że niepodobna dowieść, aby wszystkie ziemie, w których Ruś odniosła zwycięstwa, zostały połączone w jedno państwo. Za to do polskiej legendy należy opowieść o Szczerbcu, mieczu koronacyjnym polskich królów, wykruszonym przez Bolesława Chrobrego na Złotej Bramie Kijowa.

Tymczasem nikt nie może powiedzieć, że w tej części Europy to, co jego, to wyłącznie jego. Jesteśmy dziećmi wędrówek ludów, podbojów, zmian władzy, wiary, języka i granicznych kordonów. Do sąsiedzkich sporów, co jest czyje, przez dziesięć wieków włączali się także Waregowie, Niemcy, Tatarzy. A potem Rzym, Moskwa, Wiedeń i Berlin. A wreszcie wielka trójka – Stalin, Roosevelt i Churchill. Ten tysiącletni mecz rozgrywaliśmy, często niemiłosiernie faulując.

W polskiej pamięci historycznej Litwa to „polski raj”, a Ukraina to „polskie piekło”. To pole ekspansji, po której pozostał barok katolickich kolegiat, magnackich pałaców, żydowskich synagog, a w literaturze „ukraiński romantyzm”: Goszczyński, Słowacki, Sienkiewicz. Ale także krwawe rzezie w czasie powstania Chmielnickiego 1648 r., koliszczyzny (powstanie kozackie z 1768 r.), aż po Wołyń i Akcję Wisła w latach 1943–47. U nas oblicza się, że w czystkach etnicznych w latach 1943–47 zginęło 100 tys. Polaków i 20 tys. Ukraińców. Taras Szewczenko, narodowy poeta ukraiński, autor „Hajdamaków”, opiewających rżnięcie polskich panów w XVIII w., pisał w 1845 r. z goryczą: „Myśmy Polskę powalili. Ongiś. Za to chwała... Święta prawda. Polska padła. I was pogrzebała”. Dziś trudno powiedzieć, kto wygrał te krwawe zapasy.

Wytyczona w wyniku II wojny granica przecięła tereny, na których Lachy i Rusini od setek lat byli ze sobą przemieszani. Do 1991 r. nie była to granica równoprawnych sąsiadów. Polska – od 1918 r. niezależna – została w Jałcie przesunięta na Zachód, ale w europejskim rachunku sił przywiązana do Moskwy. Natomiast Ukraina pozostała prowincją radzieckiego mocarstwa. Za to zyskiwała coraz szersze granice. 17 września 1939 r. została „zjednoczona” – jak do dziś zaświadcza obelisk nad Zbruczem – dzięki najazdowi Stalina i Hitlera na Polskę. A w 1954 r. – w 300 rocznicę ugody perejasławskiej Chmielnickiego z Moskwą – Chruszczow podarował jej Krym. I tak przecież miał zostać w komunistycznej rodzinie.

Dziś Ukraina jest dwa razy większa od Polski i ma o kilka milionów więcej mieszkańców. Ale Polska już zajęła solidne miejsce w Europie i jest w dość dobrej kondycji gospodarczej i politycznej, natomiast Ukraina wciąż jeszcze nie odnalazła swego azymutu.

Niemniej, przy całej dumie z polskiego wkładu w upadek komunizmu, trzeba pamiętać, że to Ukraińcy – również ci, którzy nie znają ukraińskiego – wypowiadając się w 1991 r. w referendum za suwerennością, o 300 lat cofnęli historię rosyjskiego imperializmu.

Polska i Ukraina nie mają wyraźnych granic naturalnych. Te, które są, wytyczano ogniem i mieczem oraz ołówkiem dyplomatów. Jedno z najstarszych ruskich źródeł podaje, że Włodzimierz Wielki w 981 r. przyłączył do Rusi lackie Grody Czerwieńskie, które Chrobry, wracając z Kijowa w 1018 r., znów wcielił do swego państwa. Jednak pod rządami Jarosława Mądrego (1019–54) wojska ruskie docierały na Mazowsze i Litwę.

Tatarzy, wpadając w połowie XIII w. na europejskie boisko wywrócili całą słowiańską ligę. Ruś Kijowska dostała się pod kontrolę Złotej Ordy, po czym Kijów – w odróżnieniu od Moskwy – w 1363 r. zdołał się poddać zwierzchnictwu Litwy. Nad pogańskimi Litwinami Rusini mieli wyraźną przewagę cywilizacyjną. Od 400 lat byli ochrzczeni. Mieli pismo i doświadczenie administracyjne. Jeszcze w czasach Jagiellonów buchalteria w Wielkim Księstwie była prowadzona w języku ruskim.

Tatarzy spustoszyli także księstwo halicko-wołyńskie, na które w XIV w. łakomie zaczęły patrzyć Litwa, Polska, Węgry, a także Krzyżacy. Gdy wzdychamy, że Lwów od 1349 r. był polskim miastem, to warto pamiętać, że prawa Kazimierza Wielkiego do ziemi halickiej były dość umowne, wynikały bowiem z zawartej w 1338 r. w Wyszehradzie polsko-czesko-węgierskiej umowy o rozbiorze księstwa wołyńsko-halickiego. Ruś Halicką wziął Kazimierz. A Wołyń wzięła Litwa. Co nie zmienia 600-letniego polskiego wkładu w dzieje tego miasta, które było jedną z duchowych stolic wieloetnicznej Rzeczpospolitej.

Nowożytna historia polsko-ukraińska zaczęła się w 1569 r., gdy Litwa – na mocy unii lubelskiej – przekazała Polsce swe południowe rubieże: Wołyń, Podole, Kijowszczyznę i Zadnieprze. To wtedy wytyczono dzisiejszą granicę białorusko-ukraińską.

Pod względem gospodarczym powstał obszar spójny. Ukraińskie zboże Wisłą płynęło do Gdańska i Niderlandów. A polska drobna szlachta, katoliccy duchowni, żydowscy dzierżawcy, niemieccy drukarze i włoscy architekci falami napływali na Ukrainę. Język polski stał się językiem zachodniej kultury wysokiej, a także politycznej i teologicznej debaty. Na założonej przez Piotra Mohyłę prawosławnej Akademii Kijowskiej polemiczne traktaty pisano po polsku, a poezja Kochanowskiego była wzorem dla nowej słowiańskiej stopy metrycznej.

Jednak, mimo całego wkładu w historię Ukrainy, ówczesna klasa polityczna Rzeczpospolitej swego ukraińskiego egzaminu nie zdała. Unia Polski z Litwą była wynegocjowana przez równych partnerów; katolicyzm przenikał stopniowo, a statuty litewskie chroniły miejscową własność ziemską. Natomiast przyłączenie Ukrainy do Polski było odgórne i gwałtowne – i spowodowało cywilizacyjny szok.

Ukraina była chłopska. Szlachty było zaledwie 2 proc. (w Polsce 10 proc.) i szybko się polonizowała. Odbierając ziemię chłopom i dzierżawiąc ją polskim i żydowskim zarządcom, magnaci gromadzili ogromne latyfundia i fortuny, podczas gdy prawosławne chłopstwo popadało w nędzę, w pańszczyźnianą niewolę lub uciekało na Dzikie Pola. Napięcia społeczne otrzymały religijny zapłon.

Reformatorska część duchowieństwa prawosławnego na Ukrainie chciała unii z Rzymem. Była pod wrażeniem reformacji i kontrreformacji na Zachodzie, zdeprymowana utratą Konstantynopola i moskiewską uzurpacją do miana trzeciego Rzymu. Jednak większość odebrała unię brzeską 1596 r. (uznanie przez część duchownych i wyznawców prawosławia zwierzchności papieża, przyjęcie dogmatów katolickich przy zachowaniu odrębności liturgicznej) jako początek eliminowania prawosławia w Rzeczpospolitej. Powstanie Chmielnickiego w 1648 r. otrzymało trzy wzmacniające się uzasadnienia: walka z niesprawiedliwością, której symbolem był polski szlachcic, z obcym wyzyskiem – Żydami jako dzierżawcami i kupcami, i z antychrystem – jezuitami i katolickimi księżmi.

W ukraińskiej mitologii narodowej powstanie Chmielnickiego to pierwsza z całej serii ludowych wojen wyzwoleńczych przeciw polskim zaborcom. W rosyjskiej – to początek jednoczenia Ukrainy z Moskwą jako fundamentu imperium. W polskiej natomiast to sienkiewiczowski bunt czerni, do którego mogłoby nie dojść, gdyby Sejm nadał prawa Kozakom rejestrowym i gdyby Rzeczpospolita Obojga Narodów z woli jej klasy politycznej, a nie pod groźbą kozackich pik, przekształciła się w polsko-litewsko-ukraińskie państwo federacyjne.

Taką próbę podjęto w 1658 r. w Hadziaczu. Ale poniewczasie. Po stłumieniu powstania Chmielnickiego i utracie Zadnieprza na rzecz Moskwy. I bez przekonania. Ugoda hadziacka, mimo że ratyfikowana przez Sejm, nie została wprowadzona w życie, a kwestia ukraińska przez cały XVIII w. była dla Moskwy pretekstem do ingerencji, paraliżu i w końcu likwidacji Rzeczpospolitej.

Błędu popełnionego w 1569 r. nie udało się naprawić. Nigdy nie powstała stabilna unia polsko-ukraińska, choć parę razy o niej mówiono, a raz nawet – w 1920 r., gdy Piłsudski z Petlurą ruszał na Kijów – spróbowano ją zmontować. Z zawstydzającym skutkiem. Po przegranej w 1918 r. wojnie o Lwów trudno się było po Ukraińcach spodziewać entuzjastycznego poparcia polskich planów. Z kolei porzucenie kwestii ukraińskiej przez stronę polską w rozmowach nad pokojem ryskim w 1921 r. pokazało, że i polscy negocjatorzy pilnowali wyłącznie własnego interesu narodowego.

W czasie II Rzeczpospolitej nie udało się poprawić historii. I to obu stronom. W przedwojennej Polsce Ukraińcy stanowili 16 proc. ludności, ale w wiejskich rejonach Wołynia byli przytłaczającą większością. Lwów był co prawda polskim miastem (157 tys. Polaków, 99 tys. Żydów i niecałe 50 tys. Ukraińców). Jednak na 4,7 mln mieszkańców wschodniej Małopolski – jak teraz nazywano dawną zachodnią Galicję – aż 2,8 mln było unitami, 1,3 mln katolikami, a 0,49 mln wyznawcami judaizmu.

Polska odmawiała przyznania Ukraińcom autonomii. Celem miała być ich asymilacja. Według endeków – narodowa, poprzez polonizację. Według piłsudczyków i PPS – państwowa, poprzez wytworzenie obywatelskich więzi z państwem polskim. To właśnie rzecznicy dialogu z Ukraińcami stali się celem ataków ukraińskich nacjonalistów.

Ukraińskie partie polityczne nie uznawały polskiej państwowości. Radykałowie głosili hasło „Ukraina dla Ukraińców” i „Lachy za San”, odwołując się do średniowiecznych mitów, a – wzorowana na polskim POW z I wojny światowej – tajna organizacja wojskowa OUN nadal prowadziła wojnę z polskimi „zaborcami”.

Z rąk ukraińskich terrorystów w tym czasie zginęło 36 Ukraińców, 25 Polaków, 1 Żyd i 1 Rosjanin. Atakowano przede wszystkim zwolenników polsko-ukraińskiej ugody. Odpowiedzią władz polskich na ataki terrorystyczne było niszczenie cerkwi, zamykanie szkół ukraińskich (w 1925 r. było ich 2558, w 1938 r. – 461), nękające i upokarzające pacyfikacje wsi ukraińskich i osadnictwo wojskowe na terenach przygranicznych.

Inna rzecz, że były to represje nieporównanie łagodniejsze niż w tym samym czasie w ZSRR, gdzie opór ukraińskich chłopów wobec kolektywizacji władze radzieckie złamały „wielkim głodem”, jego ofiarą padło co najmniej 3 mln ludzi (istnieje bardzo duża rozbieżność w szacowaniu ofiar). II RP nie potrafiła rozwiązać ukraińskiego węzła. Natomiast pozostawiła zapowiedź otwartego zderzenia.

Śmierć, śmierć Lachom – brzmiały słowa hymnu OUN – śmierć, śmierć moskiewsko-żydowskiej przeklętej komunie, prowadzi nas OUN na krwawy bój. Wszyscy jesteśmy synami Ukrainy. Groźni mściciele naszych braci. Czekamy tylko na odpowiedni moment. Czekamy na rozkaz, naprzód na katów!”.

Ten rozkaz mógł był nadejść w czasie kampanii wrześniowej. Podczas gdy w armii polskiej walczyło 100 tys. Ukraińców, na ogół dobrze spełniając swój obowiązek, w akcjach dywersyjnych OUN wzięło udział 8 tys. bojowców, popełniając pierwsze masowe morderstwa na ludności polskiej. Po wejściu Armii Czerwonej do Polski władze radzieckie przez palce patrzyły na takie „przejawy gniewu ludu”. Same zresztą w ramach ukrainizacji i sowietyzacji zachodniej Ukrainy aresztowały i deportowały „polskich panów”.

Ukraińscy nacjonaliści liczyli, że opierając się na III Rzeszy, stworzą początki państwowości ukraińskiej. Niemcy chętnie się nimi posługiwali, ale po ataku na ZSRR w 1941 r. zachodnią Ukrainę przyłączyli do Generalnego Gubernatorstwa.

Po przesileniu pod Stalingradem zimą 1942–43 ukraińskie organizacje bojowe otrzymały od swych przełożonych rozkaz do wojny z Polakami. Zaczęła się rzeziami polskich wsi na Wołyniu i w Galicji w 1943 r., dokonanymi przez jednostki Ukraińskiej Armii Wyzwoleńczej (UPA), a skończyła w 1947 r. Akcją Wisła – wysiedleniem Ukraińców przez Wojsko Polskie do ZSRR lub rozproszeniem ich po ziemiach odzyskanych.

Nowa granica i historyczna trauma rozdzieliła dwa narody, które od setek lat były ze sobą przemieszane i przyznawały się często do wielopiętrowej tożsamości. Gdy w XVI w. pytano krakowianina, kim jest, ten odpowiadział: canonicus cracoviensis, natione Polonus, gente Ruthenus, origine Judaeus (krakowskim kanonikiem, polskim szlachcicem, pochodzę z Rusi i mam żydowskich przodków), dawał świadectwo wieloetnicznej i wielokulturowej Rzeczpospolitej.

Historyczny polsko-ukraiński spór był – jak pisał Sienkiewicz – sporem pobratymczym. I pewnie dlatego bywał tak okrutny i krwawy. Historyk Grzegorz Motyka ukraińskie czystki etniczne na Wołyniu porównuje ze zbrodniami w Ruandzie i Bośni, uważając, że miały „charakter ludobójstwa”.

Trudno jednak zamykać oczy na bliskie pokrewieństwo kultur, mentalności, wzajemnych zapożyczeń i fascynacji. Chmielnicki był prawosławnym polskim szlachcicem. Wielu klasyków wysokiej kultury ukraińskiej – Mychajło Hruszewski, Iwan Franko, przywódcy kościoła unickiego, jak Andrzej Szeptycki – miało polskie korzenie. I tożsamość ukraińską opisywali w odniesieniu do kultury i historii polskiej. To samo dotyczy wielu wybitnych przedstawicieli kultury, nauki i polityki polskiej. Timothy Snyder wspomina w „Rekonstrukcji narodów”, że pod koniec XIX w. w Galicji wielu rdzennych Polaków było ukrainofilami i popierało ukraiński patriotyzm.

To w środowisku paryskiej „Kultury” po raz pierwszy sformułowane zostały wektory polsko-ukraińskiej wspólnoty interesów. W interesie Polski jest, by Ukraina była państwem stabilnym, niezależnym – pisał Jerzy Giedroyc – związanym z Zachodem. Od 1989 r. jest to fundament polskiej polityki wschodniej: Kijów, Wilno i Mińsk są dla Warszawy równie ważne jak Moskwa. W 1991 r. Polska jako pierwsza uznała niepodległą Ukrainę. Z kolei zimą 2004 r. ukraińska pomarańczowa rewolucja odwoływała się do wzorów Solidarności, a prezydent RP w imieniu UE, na prośbę Kijowa, pośredniczył w sporze wokół sfałszowanych ukraińskich wyborów.

Jak silna jest polsko-ukraińska trauma wojenna, przekonał się nawet Jan Paweł II, gdy – mimo nawoływań do pojednania – długo nie był w stanie załagodzić sporu o zwrot katedry unickiej w Przemyślu. Odbudowa Cmentarza Orląt Lwowskich czy uroczystości w Pawłokomach w 2006 r. z udziałem prezydentów Polski i Ukrainy to ważne gesty. Ale decydująca dla sąsiedztwa polsko-ukraińskiego jest znajomość sąsiada i umiejętność spojrzenia na siebie jego oczami.

I Polacy, i Ukraińcy mają lekcję do odrobienia. Dobrym prawem Ukraińców jest pamięć o tych, którzy walczyli o wolność swej ojczyzny, ale moralnym nakazem jest też wstyd z powodu odrażających zbrodni – zgodnie ze słowami unickiego metropolity Szeptyckiego, że zbrodniami nie służy się narodowi. Obowiązkiem Polaków jest pamięć o ofiarach rzezi, czemu – jak kończy swą dokumentację Grzegorz Motyka – powinna jednak towarzyszyć pamięć „o tych złych rzeczach, które były udziałem Polaków”.

Ale Ukraina to nie tylko Wołyń, Galicja i Lwów. Jesteśmy sąsiadami w dużo szerszym wymiarze historycznym i geograficznym. I w zupełnie innych realiach. Choć i dziś nietrudno o analogie z przeszłości. W czasie pomarańczowej rewolucji dziesiątki tysięcy Ukraińców stojących pod proporcami swoich ziem pod Pałacem Prezydenckim kojarzyło się z chorągwiami Chmielnickiego. Stali na mrozie całą noc, czekając na wynik negocjacji w sprawie sfałszowanych wyborów. Tym razem byli oburzeni nie na polskich magnatów, lecz na zadnieprzańskich oligarchów.

Oba kraje są w tej samej łodzi – tłumaczy Zachodowi wybitna pisarka ukraińska Oksana Zabużko, z tym że „Polska w odróżnieniu od Ukrainy jest normalnym, dobrze funkcjonującym państwem... Może sama za siebie mówić. Natomiast Ukraina, mimo 20 lat niepodległości, nie nauczyła się jeszcze mówić własnym głosem. Wciąż nie stanęła na nogi po stalinowskiej pacyfikacji, której towarzyszyła likwidacja intelektualistów”.

„Unia Polski i Wielkiego Księstwa Litewskiego – tłumaczy Zabużko – była pierwszym przykładem zjednoczenia dwóch narodów. A niewłączenie do niej ówczesnej Ukrainy jako pełnoprawnego członka doprowadziło do upadku Polski i potęgi imperium rosyjskiego, na 300 lat całkowicie zmieniając konstelację geopolityczną w regionie. Właśnie dlatego »orientacja proeuropejska« ma wśród Ukraińców niezłomne poparcie, a modele eurazjatyckie – marginalne”. Pisze: „Zanim Francja i Niemcy w latach 50.–70. zabrały się do planowania Unii Europejskiej, polski pisarz Jerzy Giedroyc i ukraiński intelektualista Jurij Szewelow naszkicowali zarysy zjednoczonej i wolnej Europy. Polska już jest jej częścią, Ukraina jeszcze nie. Potrzebuje na to jeszcze jednego pokolenia. W interesie wspólnego europejskiego bezpieczeństwa powinno się mu pozwolić dorosnąć”.

Mecz polsko-ukraiński trwa nadal, ale – także jako współgospodarze Euro 2012 – mamy chyba poczucie, że boisko jest wspólne.

Polityka 26.2012 (2864) z dnia 27.06.2012; Historia; s. 56
Oryginalny tytuł tekstu: "Tysiącletni mecz"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Niezbędnik

Tłukliwe dzieła sztuki

W poszukiwaniu dzieł sztuki – szczególnie tych z ceramiki czy szkła – nie trzeba koniecznie wybierać się do galerii czy na targi. Czasami wystarczy zajrzeć do kredensu babci.

Anna Maga
27.04.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną