Historia

Historia latającego uniwersytetu

Wiedza w opozycji

Prof. Edward Lipiński, pomysłodawca nazwy niezależnego uniwersytetu, 1971 r. Prof. Edward Lipiński, pomysłodawca nazwy niezależnego uniwersytetu, 1971 r. Aleksander Jałosiński / Forum
35 lat temu odbył się pierwszy wykład Uniwersytetu Latającego, nad którym patronat wkrótce objęło Towarzystwo Kursów Naukowych. W PRL była to jedna z form działalności opozycyjnej środowiska skupionego wokół KOR.
Adam Michnik w końcu lat 70. To on wygłosił pierwszy wykład Uniwersytetu Latającego.Ośrodek Karta Adam Michnik w końcu lat 70. To on wygłosił pierwszy wykład Uniwersytetu Latającego.
Prof. Władysław Kunicki - Goldfinger. W jego mieszkaniu odbył się pierwszy wykład Uniwersytetu Latającego.Aleksander Jałosiński/Forum Prof. Władysław Kunicki - Goldfinger. W jego mieszkaniu odbył się pierwszy wykład Uniwersytetu Latającego.

Nazwę zaproponował prof. Edward Lipiński, nestor Komitetu Samoobrony Społecznej KOR. Nawiązywała do tajnej akcji edukacyjnej w zaborze rosyjskim na przełomie XIX i XX w., która przenosiła się z miejsca na miejsce w obawie przed Ochraną. O tamtym Uniwersytecie Latającym pisał Bohdan Cywiński w „Rodowodach niepokornych”, książce prawdziwie kultowej dla młodej opozycyjnej inteligencji lat 70. Głównym animatorem nowej postaci UL był Andrzej Celiński, 27-letni socjolog wyrzucony z Uniwersytetu Warszawskiego za współpracę z KOR. Zorganizowanie nieskrępowanych cenzurą wykładów było próbą odpowiedzi na luki w państwowej nauce i edukacji, poddanej ideologicznej kontroli partii komunistycznej.

Niezależny uniwersytet rozpoczął pracę 9 listopada 1977 r. wykładem Adama Michnika o rodowodzie Polski Ludowej w domu prof. Władysława Kunickiego-Goldfingera na warszawskich Bielanach. Prelekcji wysłuchało ok. 70 osób. 12 listopada u Macieja Rayzachera na Ochocie Tadeusz Kowalik mówił o gospodarce bloku sowieckiego. Tydzień później Tomasz Burek poprowadził zajęcia na temat literatury PRL w domu Jana Walca w Podkowie Leśnej. Do końca roku odbyło się w stolicy 13 wykładów z udziałem ok. 500 osób, głównie studentów UW. „Przebieg spotkań wykazał, że często miały antyradziecki i antypartyjny charakter. Prezentowane tezy negowały podstawowe założenia ustrojowe i racje państwa” – oceniano w partyjnym raporcie.

Opozycyjny charakter niezależnej wszechnicy nie ulegał wątpliwości. Najważniejsze było to, że wykłady stały na wysokim poziomie merytorycznym. Młodym ludziom zaproponowano dodatkowe zajęcia z humanistyki i nauk społecznych, które nie miały niczego z prostackiej antykomunistycznej agitacji. W pierwszym semestrze, poza już wymienionymi, prowadzili je: Bohdan Cywiński („Sprawa polska w myśli politycznej i w mentalności społecznej epoki zaborów”), Jerzy Jedlicki („Współczesne ideologie polityczne”) i Jan Strzelecki („Dyskusje ideowe pierwszego piętnastolecia Polski Ludowej”). W gronie wykładowców znajdowali się zarówno debiutanci na polu nauczania, jak i naukowcy o bogatym dorobku, zadeklarowani opozycjoniści, jak i członkowie PZPR i osoby funkcjonujące w nauce oficjalnej.

Zajęcia Uniwersytetu Latającego przynosiły solidną porcję wiedzy zakazanej, oferowały także poczucie uczestnictwa w opozycyjnym wydarzeniu. Znakomitą frekwencją cieszyły się zwłaszcza wykłady Adama Michnika. Bywało na nich blisko 100 osób. Michnik okazał się świetnym mówcą, swobodnie poruszającym się po meandrach historii PRL, tryskającym dowcipem i erudycją. Autor doskonale przyjętej książki „Kościół, lewica, dialog” łatwo zdobywał uznanie i sympatię w kręgu studentów płci obojga.

Michnik kilkakrotnie jeździł do Łodzi. W Krakowie wykłady UL zainaugurował Stanisław Barańczak. 100 osób przyszło 2 grudnia na wykład Michnika u Bogusława Sonika. 14 grudnia z kolei Antoni Macierewicz opisywał stosunki polsko-sowieckie w latach 1945–48. Trzy dni później Tadeusz Kowalik miał wykład o myśli ekonomicznej w PRL. 4 listopada niestrudzony Michnik pojawił się także w Poznaniu. Do końca roku wygłosił dziesięć wykładów w czterech miastach.

Władze od nowego roku energicznie przystąpiły do rozbijania niezależnej akcji edukacyjnej. Najostrzej poczynała sobie policja w Krakowie. 10 lutego 1978 r. Michnika zatrzymano już na dworcu. Przesiedział 12 godzin w areszcie, ale z wykładu nie zrezygnował – odbył się następnego dnia. Po godzinie do mieszkania wkroczyli funkcjonariusze MO i SB, domagając się „rozwiązania nielegalnego zebrania”. Michnik kontynuował odczyt, więc milicjanci usiłowali siłą wyprowadzić słuchaczy. Uczestnicy spotkania wzięli się za ręce. Wtedy użyto gazu łzawiącego. Studenci odśpiewali hymn, „Boże coś Polskę” oraz „Warszawiankę”. Po wykładzie zostali zaatakowani na ulicy. Powtórny napad nastąpił tej samej nocy o godz. 4.30 – tajniacy pobili wykładowcę i odprowadzających go na dworzec studentów. Dwa dni później Michnik pojechał z wykładem do Poznania, ale znów zatrzymano go już na dworcu, a nazajutrz wsadzono do pociągu powrotnego.

W sprawie ataków policji na niezależny uniwersytet KSS KOR zwrócił się do Konferencji do spraw Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, odwołując się do zobowiązań powziętych w porozumieniach helsińskich. „W żadnym kraju władze państwowe nie mają prawa stawiać obywatelom przeszkód w korzystaniu z niezależnych źrodeł wiedzy i informacji”. W obronie młodzieży pragnącej uzupełnić braki wykształcenia publicznego i „odsłonić pokryte milczeniem fakty” wystąpił także kardynał Stefan Wyszyński. „Z tego powodu nie można tu zarzucać wrogiej postawy wobec Państwa, każdy człowiek inteligentny ma prawo to czynić – napisał prymas do szefa Urzędu do spraw Wyznań. – Nie mogę, Panie Ministrze, dopatrzeć się w pracy »latającego uniwersytetu« zarzucanych mu przestępstw. Jest to rozpaczliwa obrona swego prawa do prawdy i prawa do obrony”.

Uruchomioną przez opozycyjną młodzież akcję samokształceniową postanowiło wziąć pod opiekę grono wybitnych naukowców i pisarzy. Szło o roztoczenie opieki naukowej nad rozwijającą się już inicjatywą, nadanie niezależnemu uniwersytetowi akademickiej legitymacji. A także zapewnienie ochrony przed policją poprzez osoby uznanych uczonych, funkcjonujących w oficjalnym życiu akademickim. Dokument założycielski Towarzystwa Kursów Naukowych ogłoszono 12 lutego 1978 r. – nazajutrz po pobiciu w Krakowie.

Deklarację TKN podpisało ponad 50 osób. Wśród sygnatariuszy było kilkunastu profesorów, m.in.: Izydora Dąmbska, Wacław Gajewski, Michał Głowiński, Konrad Górski, Stanisław Hartman, Maria Janion, Adam Kersten, Jan Kielanowski, Władysław Kunicki-Goldfinger, Edward Lipiński, Marian Małowist, Barbara Skarga, Henryk Wereszycki, Czesław Zgorzelski. W skład towarzystwa weszli intelektualiści różnych pokoleń: Stefan Amsterdamski, Stanisław Barańczak, Władysław Bartoszewski, Marian Brandys, Andrzej Celiński, Bohdan Cywiński, Antoni Gołubiew, Aldona Jawłowska, Jerzy Jedlicki, Jakub Karpiński, Andrzej Kijowski, Tadeusz Konwicki, Marcin Król, Waldemar Kuczyński, Jan Józef Lipski, Tadeusz Mazowiecki, Adam Michnik, Halina Mikołajska, Jan Józef Szczepański, Wisława Szymborska, Paweł Śpiewak, Wiktor Woroszylski, Jacek Woźniakowski, Adam Zagajewski i inni.

Była to znakomita reprezentacja polskiej kultury, a założenie TKN – świadectwem jej aspiracji do niezależności od władzy politycznej i swobody poszukiwań twórczych i naukowych. W tekście deklaracji nie było akcentów politycznych. Odwoływano się do społecznej potrzeby samokształcenia, zapowiadano „służenie radą, informacją oraz pomocą dydaktyczną i naukową każdemu, kto zechce się o to do nas zwrócić”. Tak jak inne instytucje niezależne, TKN uznawało swoją działalność za legalną. O utworzeniu towarzystwa prof. Kielanowski powiadomił prezesa PAN, który jednak po kilku dniach bojaźliwie odesłał złożone mu dokumenty.

Pracami TKN kierowała rada programowa, w której czynni byli m.in.: Amsterdamski, Celiński, Cywiński, Burek, Geremek, Jedlicki, Kielanowski, Kowalik i Mazowiecki. Działalność TKN wspierał finansowo korowski Fundusz Samoobrony Społecznej.

W programie drugiego semestru Uniwersytetu Latającego znalazło się, oprócz dotychczasowych, siedem nowych wykładów. Stefan Amsterdamski mówił o „Społecznych problemach nauki współczesnej”, Władysław Bartoszewski prowadził zajęcia z „Historii politycznej Polski w latach 1938–1945”, Jacek Kuroń rozważał temat „Społeczeństwo a wychowanie”, Irena Nowakowa – „Scentralizowana struktura władzy a życie społeczne”, Adam Stanowski – „Społeczne problemy wychowania”, Andrzej Werner – „Ideowe oblicze polskiego kina”, a Wiktor Woroszylski analizował współczesną literaturę rosyjską. Był to więc program różnorodny, obejmujący zajęcia z historii politycznej i gospodarczej, historii idei, dziejów kultury, pedagogiki i nauk społecznych. Wykłady odbywały się w mieszkaniach prywatnych, m.in. u Ryszarda Peryta, Zofii Banieckiej, Marii Kruczkowskiej i Wojciecha Celińskiego. Policja za pomocą nacisków i grzywien próbowała zmusić gospodarzy tych edukacyjnych wieczorów do wycofania się – przeważnie bez rezultatu.

Nie zrażali się także spisywani przez milicję studenci. W roku akademickim 1977/78 odbyło się 120 spotkań. TKN to groźne zjawisko – mówił lektorom KC gen. Krzysztoporski, szef zajmującego się opozycją Departamentu III MSW, informując, że w pierwszym roku w zajęciach uczestniczyło aż 5 tys. osób. Chyba z tego powodu, podczas narady kierownictwa PZPR i MSW na temat zwalczania opozycji (wrzesień 1978 r.), najwięcej uwagi poświęcono właśnie Uniwersytetowi Latającemu.

Władza zdecydowała się na kontruderzenie. Grupy aktywu młodzieżowego miały chodzić na zajęcia TKN i podjąć konfrontację ideologiczną. Zaangażowano do tego ok. 200 osób – działaczy Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej z Huty Warszawa, ZM Ursus, PZU i innych warszawskich zakładów, oraz studentów z Socjalistycznego Związku Studentów Polskich i młodych pracowników naukowych z UW, Politechniki Warszawskiej, SGPiS i AWF. Zadanie jasno przedstawił na wspomnianej naradzie Stanisław Kania: „Potrzebna jest »intelektualna awantura«, a nie siłowe działania MO i SB”. W następnych miesiącach zalecenie to – zwłaszcza jeśli chodzi o zapotrzebowanie na awantury – zostało wprowadzone w życie.

Drugi rok akademicki Uniwersytetu Latającego otworzył 13 listopada 1978 r. wykład ks. Bronisława Dembowskiego w kościele św. Marcina, poświęcony encyklikom społecznym. Miesiąc wcześniej kardynał Karol Wojtyła został papieżem. Organizatorzy prac TKN mieli nadzieję, że niektóre wykłady będą miały miejsce w kościele, ale episkopat pod presją władz nie zgodził się. Zajęcia w 12 cyklach tematycznych odbywały się znowu w prywatnych mieszkaniach. Program był intensywny – do marca 1979 r. w Warszawie odbyło się 77 wykładów, w których uczestniczyło ponad 1600 osób. MSW obliczało liczbę spotkań w całym kraju na 140.

Pierwsze wejście aktywu nastąpiło w grudniu podczas wykładu Adama Michnika. Działacze zamierzali udowodnić „antysocjalistyczny i antypolski rodowód” tez wykładowcy oraz dokonać „dezorganizacji” zajęć „jako zabiegu dywersyjnego sterowanego przez KOR i ośrodki zagraniczne”. Ich partyjni mocodawcy byli zadowoleni z konfrontacji. „Doprowadzono do sytuacji, w której Michnik zgodził się, że sojusz z ZSRR jest słusznym założeniem polskiej polityki międzynarodowej, cenzura jest potrzebna, a kierownicza rola PZPR niezbędna” – można przeczytać w notatce Wydziału Nauki i Oświaty KC PZPR. Ten zapis to przykład myślenia życzeniowego, ale Michnik w rozmowie z Aleksandrem Smolarem przyznawał, że jego adwersarze byli dobrze przygotowani. Młodym aparatczykom z SZSP z pewnością nie udało się nawrócić Adama Michnika na ideologiczną ortodoksję, zakłócili jednak tok wykładu – i to było ich celem. Podobny sukces odnieśli kilka dni później podczas zajęć Tadeusza Kowalika z udziałem prof. Czesława Bobrowskiego.

Po przerwie świątecznej aktyw pojawił się na wykładzie Jacka Kuronia odbywającym się u niego w domu. W sile 20 chłopa usiłowali sprowokować gospodarza. W końcu Gajka Kuroniowa zażądała od najbardziej agresywnego z „dyskutantów”, aby opuścił jej mieszkanie. Wychodząc aktywiści wykrzykiwali o markach zachodnioniemieckich. Kuroń był całą sytuacją rozbawiony, ale jego żonie nie było do śmiechu. „Bałam się, że oni coś ukradną” – mówiła, określając zajście jako zwykłą pyskówkę.

Identycznie można nazwać następne występy młodych agitatorów podczas zajęć Tomasza Burka o literaturze. Głównym celem ataku były wszelako zajęcia Kuronia. Na jego kolejny wykład 24 stycznia 1979 r. przybyło aż 70 aktywistów. Celem nie była dyskusja, ale – jak pisano w partyjnej notatce – „demonstracja polityczna, dokonanie ostrej krytyki wykładowcy i uniemożliwienie przeprowadzenia zajęć”. To się udało. Gospodarz próbował podjąć dyskusję, ale został obrzucony obelgami jako „sprzedawczyk i Judasz”, wytykano mu komunistyczną młodość, proponowano 100 zł, aby powiedział „coś dobrego o Polsce”. Okupująca mieszkanie gromada zapowiedziała „pogrzeb TKN”. Następnym razem grupy aktywistów przerodziły się w zwykłe bojówki. 7 marca Kuronia zrzucono ze schodów, a Henryka Wujca i dwóch studentów uderzono w twarz. 14 marca pół setki osobników okupowało z kolei mieszkanie, gdzie miał się odbyć wykład Adama Michnika. Gdy odmówił rozpoczęcia dyskusji w takich warunkach, wniesiono go siłą do mieszkania, wybijając nim szybę w drzwiach.

Kulminacja nastąpiła 21 marca. Kilkudziesięciu bojówkarzy wdarło się do mieszkania Kuronia. Nie zważając, że ojciec gospodarza był w stanie przedzawałowym – wykład z tego powodu został odwołany – rzucili się na zebranych. Ciężko pobili Macieja Kuronia i Michnika, poturbowali kilku innych. Nie oszczędzono nawet Gajki Kuroniowej. Najostrzej został potraktowany Wujec. Ubrani w czarne rękawiczki aktywiści dopadli go na klatce schodowej. Bili głównie w głowę. Rozróba skończyła się dopiero, gdy do ojca Kuronia przyjechała karetka. Opieki lekarskiej wymagali też Wujec i młody Kuroń – obaj doznali wstrząsu mózgu.

Na zdjęciach z jakiejś oficjalnej uroczystości na AFW Wujec rozpoznał dwóch prowodyrów. Byli to studenci Jerzy Folcik, szef Rady Uczelnianej SZSP, i Tadeusz Kulmacz. Wujec zawiadomił milicję i złożył w prokuraturze doniesienie o przestępstwie. Żadnej reakcji organów ścigania nie było. Z samej góry wręcz przyszła aprobata dla bojówkarzy. Folcik otrzymał legitymację PZPR z rąk Edwarda Gierka podczas wiecu pierwszomajowego. Natomiast kardynał Stefan Wyszyński w geście solidarności przyjął na prywatnej audiencji troje członków KSS KOR: Mikołajską, Kielanowskiego i Wujca.

Z pomocą janczarów z ZSMP i SZSP władzom udało się ograniczyć zasięg niezależnego kształcenia. Atak bojówek częściowo sparaliżował działalność TKN. Jego twórcy nie chcieli narażać słuchaczy ani wykładowców na zderzenie z nagą przemocą, w którą zmieniła się ideologiczna konfrontacja. Kolejne wykłady odwoływano bądź przerywano pod naporem komunistycznych aktywistów. Kuroń i Michnik przerwali swoje zajęcia. Po wakacjach formuła akcji edukacyjnej uległa zmianie. Zrezygnowano z otwartych wykładów na rzecz seminariów i kolokwiów. Utworzono natomiast Kasę Pomocy Naukowej, która przyznawała stypendia na prace doktorskie. W planach było także finansowanie badań, ekspertyz i podręczników. Na fundusz składały się składki członków TKN i pomoc zagranicznych środowisk naukowych.

W ostatnim roku działania Uniwersytetu Latającego zaplanowano m.in. seminaria Władysława Bartoszewskiego („Stosunki polsko-żydowskie od roku 1918”), Bohdana Cywińskiego („Z dziejów najnowszych Kościoła katolickiego”), Jerzego Jedlickiego („Aksjologiczne podstawy polityki”), Stefana Amsterdamskiego („Etyczne problemy nauki”), Waldemara Kuczyńskiego („Polityka gospodarcza PRL”) i Marcina Króla („Polska myśl polityczna XX w.”).

Otwarty wykład inauguracyjny Bartoszewskiego o polskim państwie podziemnym przebiegł bez zakłoceń, ale na jego pierwsze zajęcia o relacjach polsko-żydowskich wkroczyła milicja. Słuchaczy wyrzucono, a Bartoszewski został ukarany grzywną za „przewodzenie nielegalnemu zebraniu”. Grzywnę dostał także gospodarz mieszkania Piotr Naimski. Profesor domagał się zamiany grzywny na areszt, ale władze obawiały się skandalu, grożącego gdyby były więzień Auschwitz trafił do więzienia za wykład o historii polskich Żydów. Na rozprawie odwoławczej adwokat Jan Olszewski argumentował, że „karalny może być tylko czyn społecznie niebezpieczny, a nauczanie historii Polski takim czynem nie jest”. Wyrok utrzymano, ale Bartoszewski oświadczył, że „będzie w dalszym ciągu prowadzić wykłady samokształceniowe, gdyż uważa to za społecznie niezbędne”.

Milicja wkraczała także na inne zajęcia, spisując studentów, przeprowadzając rewizje i zatrzymując wykładowców. W tej sytuacji TKN skupiło się na pracy w zamkniętych grupach seminaryjnych, zakonspirowanych kolokwiach naukowych oraz wydawaniu zapisu wykładów i dyskusji. Ukazały się m.in. „Jaka historia literatury jest nam dzisiaj potrzebna” Burka, „Liberalizm dzisiaj” Jedlickiego, „Polskie państwo podziemne 1939–1945” Bartoszewskiego oraz wybór z pism Masaryka.

Po powstaniu Solidarności historia Uniwersytetu Latającego dobiegła końca. Było to przedsięwzięcie bez precedensu w realnym socjalizmie – wykłady na wysokim poziomie akademickim, prowadzone poza kontrolą państwa i zasięgiem cenzury. Choć TKN odżegnywało się od celów politycznych, odegrało ważną rolę nie tylko na polu akademickim. Przygotowany przez to grono w sierpniu 1980 r. Apel 64 – wezwanie do dialogu i kompromisu, skierowane zarówno do władz PRL, jak i do strajkujących robotników – zawieźli do Stoczni Gdańskiej Bronisław Geremek i Tadeusz Mazowiecki. Taki był początek Komisji Ekspertów MKS i bliskiej współpracy obu intelektualistów z Lechem Wałęsą.

Autor jest historykiem, pracuje w Europejskim Centrum Solidarności. Napisał „Siłę bezsilnych. Historię Komitetu Obrony Robotników”.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Kiedy lekarze podlegają karze

Lekarze do więzień za błędy medyczne? Co jest zagrożeniem dla zdrowia: kadra medyczna czy polityczna?

Ewa Siedlecka
11.06.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną