Rozmowa z prof. Grzegorzem Motyką w rocznicę zbrodni wołyńskiej

To była zaplanowana rzeź
Pogrzeb rodziny Jaremowiczów zamordowanej przez ukraińskie bojówki 11 listopada 1944 r./ Żezawa, pow. Zaleszczyki, woj. Stanisławów.
Ośrodek Karta w Warszawie

Pogrzeb rodziny Jaremowiczów zamordowanej przez ukraińskie bojówki 11 listopada 1944 r./ Żezawa, pow. Zaleszczyki, woj. Stanisławów.

Zdjęcie zamordowanej przez nacjonalistów ukrainskich rodziny Rudnickich z wioski Chobultowa, gmina Mikulcze, 12 km od Włodzimierza Wołyńskiego.
Wojtek Laski/EAST NEWS

Zdjęcie zamordowanej przez nacjonalistów ukrainskich rodziny Rudnickich z wioski Chobultowa, gmina Mikulcze, 12 km od Włodzimierza Wołyńskiego.

Grzegorz Motyka – dr hab., prof. ISP PAN, członek Rady IPN, znawca stosunków polsko-ukraińskich w XX w.
Tadeusz Późniak/Polityka

Grzegorz Motyka – dr hab., prof. ISP PAN, członek Rady IPN, znawca stosunków polsko-ukraińskich w XX w.

Czy może pan wskazać, czym się różniła OUN-B od OUN-M?
OUN powstała w 1929 r. i od początku zarysował się w niej podział na starych, byłych oficerów ukraińskiej Armii Galicyjskiej (Halickiej), i młodzież, która w wojnie polsko-ukraińskiej już nie wzięła udziału i wychowała się w duchu sprzeciwu wobec II RP. W 1940 r. ten konflikt pokoleniowy doprowadził do podziału organizacji na dwie, od nazwisk przywódców – Andrija Melnika (OUN-M) i Stepana Bandery (OUN-B). Ta ostatnia była bardziej radykalna i to ona dzierżyła rząd dusz w Ukrainie Zachodniej. Miała większe poparcie i była reżyserem antypolskiej czystki.

Z punktu widzenia polskiego, kto był gorszy – OUN czy UPA?
Były dwie Ukraińskie Powstańcze Armie. Pierwsza, stworzona w 1942 r. przez Tarasa Bulbę Borowcia, nawiązywała do formacji petlurowskiej, która w latach 20. walczyła z Sowietami o niepodległość Ukrainy. Banderowcy, gdy zaczęli tworzyć własne oddziały partyzanckie na początku 1943 r., dokonali wrogiego przejęcia najpierw nazwy, a później też całej formacji. Odziały Bulby Borowcia były rozbrajane, a jego żona została nawet zamordowana przez banderowców (on sam potępił antypolskie czystki).

Czy zachował się rozkaz wymordowania Polaków?
Dokumentacja potwierdzająca zorganizowany charakter zbrodni wołyńsko-galicyjskiej jest zaskakująco bogata. Mówię tu zarówno o dokumentach własnych OUN i UPA (choć duża część najbardziej tajnych rozkazów nie przetrwała – na jednym z ocalałych można znaleźć adnotację: po przeczytaniu spalić), jak i zeznaniach schwytanych członków ukraińskiego podziemia. Warto wspomnieć w tym miejscu o ważniejszych znanych materiałach.

Z dokumentu znajdującego się w Państwowym Archiwum Służby Bezpieczeństwa Ukrainy dowiadujemy się, że jesienią 1942 r. zapadła decyzja, że Polacy i Żydzi będą wypędzeni pod groźbą śmierci. Z zeznań składanych przed sowieckimi śledczymi przez wysokich rangą członków OUN wiemy o sporach w środowisku tej organizacji związanych z działaniami UPA na Wołyniu. Po zderzeniu z relacjami i raportami upowskich oddziałów z napadów na polskie wsie wyłania się z nich w miarę całościowy obraz sytuacji. Zachowała się nawet wypowiedź Romana Szuchewycza z lipca 1944 r., który na zebraniu Ukraińskiej Głównej Rady Wyzwoleńczej (miała ona być w założeniu ponadpartyjnym ciałem kierującym walką UPA, choć w rzeczywistości była tworem fasadowym zdominowanym przez banderowców) stwierdził wyraźnie, że na Wołyniu nastąpiła „likwidacja polskiej ludności” i że w Galicji Wschodniej prowadzona jest akcja wysiedleń pod groźbą śmierci.

W jakich archiwach znajduje pan te dokumenty?
Ukraińskich, polskich, rosyjskich, białoruskich. Niestety, nie wszystkie są dostępne dla badaczy. W dodatku są często rozproszone, trzeba więc cierpliwie przeglądać wiele teczek i odnajdywane w nich pojedyncze informacje mozolnie układać w całość. Bardzo cenne dokumenty widziałem w Państwowym Archiwum Federacji Rosyjskiej. Niestety, część z nich pozostaje tajna. Z dostępem do materiałów w rosyjskich archiwach jest znacznie gorzej niż na Ukrainie.

Skąd niezgoda Ukraińców na podawaną przez polskich historyków liczbę, że na Wołyniu poniosło śmierć z rąk UPA 100 tys. ofiar?
Cóż, nie jest łatwo zmierzyć się z winami własnego narodu... Poza tym po ukraińskiej stronie właściwie nie prowadzi się badań historycznych dotyczących tej problematyki. W ukraińskich statystykach praktycznie nie można odróżnić tego, co było dziełem samoobrony i oddziałów AK, od działań niemieckich grup pacyfikacyjnych. A jeśli nawet wiadomo, że akcja była dokonana siłami miejscowej administracji okupacyjnej, to z kolei pozostaje niejasne, czy sprawcami byli sami Niemcy, czy też pomagała im sformowana przez nich polska policja. Bez wątpienia na Wołyniu w szeregach policji pomocniczej podległej Niemcom znalazło się ok. 1,5–2 tys. Polaków. Jednak ja oraz wielu polskich historyków uważamy, że jeżeli chcemy rzetelnie zbadać konflikt polsko-ukraiński, to nie możemy zbrodni popełnianych przez polskich policjantów (choć, rzecz jasna, należy je opisać i potępić) dopisywać do polskiego rachunku, lecz traktować jako winy niemieckie. Bo w końcu te pacyfikacje były wykonywane na rozkaz Niemców. Żeby być dobrze zrozumianym: to samo dotyczy zbrodni popełnionych przez ukraińskich policjantów.

A na czym opierają wyliczenia polscy historycy?
Polskie wyliczenia są oparte na badaniach prowadzonych od dołu – poprzez cierpliwe liczenie ofiar wioska po wiosce, oraz od góry – gdy próbuje się uchwycić przepływy ludności związane z wysiedleniami, deportacjami, wyjazdami na roboty przymusowe itp. Zestawia się te dane z istniejącymi statystykami i spisami. Pokazują one, że liczba ok. 100 tys. ofiar jest jak najbardziej wiarygodna i kolegom ukraińskim nie udało się do tej pory jej podważyć. Jeśli już, to raczej może się okazać, iż większe, niż sądzimy, były ukraińskie straty na Wołyniu. Ale to nie jest tak, jak sugerują badacze ukraińscy, że my nie badamy wypadków, kiedy to Polacy dopuszczali się brutalnej zemsty. Wręcz przeciwnie, składamy mozolnie wszystkie kolejne fragmenty puzzli. Niebawem ukaże się rozprawa doktorska Mariusza Zajączkowskiego, który w oparciu o dokumenty ukraińskie pokazuje, ilu Ukraińców zginęło np. na początku 1944 r. na Lubelszczyźnie, kiedy to oddziały polskiego podziemia spaliły ponad 20, w większości prawosławnych, wiosek. Zabito wtedy najprawdopodobniej 1100 ukraińskich cywilów.

Czy mógłby pan wymienić główne postaci dramatu i je scharakteryzować?
Przede wszystkim wielki nieobecny, czyli Stepan Bandera. Choć był w tym czasie uwięziony w niemieckim obozie Sachsenhausen i nie mógł wydawać rozkazów prowadzenia czystek, to z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością możemy powiedzieć, że je później akceptował i autoryzował. Na pewno nigdy się od nich nie odciął. Nie możemy nie uwzględnić faktu, że pomysły na przeprowadzenie antypolskiej czystki pojawiały się jeszcze przed wojną.

Na Wołyniu osobą najbardziej odpowiedzialną za mordy jest Dmytro Klaczkiwski, ps. Kłym Sawur, szef wołyńskiej OUN-B i UPA. To on od początku kierował antypolską czystką, a wiosną 1943 r. wydał rozkaz totalnej eksterminacji polskiej społeczności Wołynia. W Galicji Wschodniej za przebieg antypolskiej akcji z całą pewnością odpowiada dowódca UPA Roman Szuchewycz, ps. Taras Czuprynka. Nie wiemy, czy współpracował on z Klaczkiwskim przy organizacji rzezi przed sierpniem 1943 r. Wiadomo, że je latem 1943 r. zaakceptował jako szef całej OUN i dowódca UPA. Bezpośrednio dowodził oddziałami UPA i koordynował uderzenia przeciwko Polakom w Galicji dowódca UPA Zachód Wasyl Sydor, ps. Szełest, który był podkomendnym Szuchewycza jeszcze z czasów wspólnej służby w niemieckim batalionie Nachtigall, utworzonym w 1941 r. I jeszcze jedna osoba, którą warto tutaj przywołać – szef Służby Bezpieczeństwa OUN Mykoła Arsenycz, ps. Mychajło.

Wszyscy oni zginęli w walce z Sowietami. Kłym Sawur w lutym 1945 r. pod Równem, wydany przez jednego ze schwytanych dowódców UPA Jurija Stelmaszczuka – Rudego, który ciężko chory na tyfus, przesłuchiwany przez NKWD zdradził miejsce pobytu swojego przełożonego (co i tak mu nie pomogło, został rozstrzelany w 1945 r.). W 1949 r. w Gorganach zginął Szełest w walce z wojskami MGB (Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego). W marcu 1950 r. w obławie pod Lwowem zginął Szuchewycz. Natomiast Arsenycz zginął w 1947 r. koło Brzeżan, otoczony przez wojska MGB, w bunkrze, gdzie przebywał razem z żoną.

 

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną