Czym w PRL handlowali przybysze z Zachodu

Handelek przez kurtynę
W polskiej pamięci zbiorowej – dotyczącej czasów PRL – żywy jest obraz rodaków jako Fenicjan północy. Jednak konkurencja była niemała, zarówno ze strony obywateli innych tzw. demoludów, jak i – co może zaskakiwać – Zachodu.
Polenmarkt (czyli polski targ) w Berlinie, druga połowa lat 80.
Norbert Michalke/Ullstein/BEW

Polenmarkt (czyli polski targ) w Berlinie, druga połowa lat 80.

Historia pokazuje, że przy współistnieniu takich czynników, jak dostęp do brakujących gdzie indziej dóbr, możliwość ich w miarę bezproblemowego transferu, a przede wszystkim nadzieja na godziwy zysk – ideologia, narodowość czy żelazna kurtyna nie odgrywały większego znaczenia. W systemie naczyń połączonych zawsze nastąpi przepływ przy różnicy poziomów i najmniejszej nawet szczelinie.

Różnica poziomów była między powojenną „ludową” Polską a Zachodem oczywista, to stamtąd przecież pochodziły najważniejsze obiekty pożądania obywateli PRL, praktycznie od początku do końca jej istnienia: artykuły przemysłowe (od gumy do żucia po samochody), dewizy i złoto.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną