Historia polskich referendów

Apetyt na referenda
W najnowszej historii polskich plebiscytów równie ważna, co odpowiedź na postawione pytania, była kwestia, czy obywatele wezmą w nich udział. Niska frekwencja dwukrotnie przesądziła o unieważnieniu wyników. Tylko raz w referendum wypowiedziała się ponad połowa uprawnionych.
Rok 2003. Tylko w referendum w sprawie przystąpienia do Unii Europejskiej uczestniczyło ponad 50 proc. uprawnionych.
Przemek Wierzchowski/PAP

Rok 2003. Tylko w referendum w sprawie przystąpienia do Unii Europejskiej uczestniczyło ponad 50 proc. uprawnionych.

Plakaty zapowiadające referendum w sprawie reform gospodarczych i politycznych w 1987 r.
Wojtek Łaski/EAST NEWS

Plakaty zapowiadające referendum w sprawie reform gospodarczych i politycznych w 1987 r.

Referendum to instytucja stosunkowo nowa w polskiej praktyce ustrojowej. Jakie wnioski płyną z przebiegu i wyników referendów dotychczas przeprowadzonych w powojennej Polsce? Pomijamy tu zorganizowane w warunkach terroru i ewidentnie sfałszowane referendum z 1946 r.

Ostatnia broń generała

Pozory stabilizacji, jakie ekipa Wojciecha Jaruzelskiego osiągnęła w Polsce za pomocą instrumentarium stanu wojennego, zaczęły się rozwiewać w połowie lat 80. O niskich notowaniach rządu decydowała sytuacja gospodarcza, którą 69 proc. badanych przez CBOS w kwietniu 1987 r. oceniało jako złą lub bardzo złą. Na poprawę miało nadzieję jedynie 19 proc., a tylko pół procentu uznało, że rząd prowadzi słuszną politykę i osiąga dobre wyniki. Dane ekonomiczne w pełni usprawiedliwiały ten pesymizm – inflacja wynosiła 20 proc. rocznie, a dług zagraniczny wzrósł do niebotycznej sumy 30 mld dol. Partia podjęła więc szeroko propagowane prace nad „realizacją drugiego etapu reformy gospodarczej” (kiedy był pierwszy etap? – pytała opozycja). Aprobatę społeczną dla próby usprawnienia socjalistycznej ekonomii, które polegać miało na jakiejś mgliście określonej liberalizacji, ale też musiało pociągnąć za sobą znaczną podwyżkę cen i kosztów utrzymania, chciano uzyskać za pomocą referendum. W tym celu trzeba było dokonać zmian w konstytucji PRL, która takiej instytucji nie przewidywała. Sejm wprowadził je w maju 1987 r., wtedy też pojawił się brzemienny w skutki zapis o tym, że wynik referendum jest ważny, gdy propozycję poprze większość uprawnionych do głosowania.

Pomysł nie był nowy. Analitycy ze Służby Bezpieczeństwa już w 1986 r. proponowali zorganizowanie plebiscytu obejmującego wprowadzenie urzędu prezydenta, demokratyzację ordynacji wyborczej i nowy model ruchu związkowego. Do referendum namawiali także Jaruzelskiego jego doradcy – Stanisław Ciosek i Jerzy Urban. „Wiarygodność referendum, a także frekwencja zależy od tego, czy społeczeństwo uzna, że rzeczywiście przedstawia mu się jakąś alternatywę do rzeczywistego rozstrzygnięcia” – podkreślali wszelako w jednym ze swych memoriałów.

Zakres i kształt pytań był przedmiotem burzliwej dyskusji w obozie władzy. Przedstawiciele MSW proponowali, by referendum dotyczyło najbardziej kontrwersyjnych problemów społeczno-gospodarczych, jak odejście od systemu kartkowego, bezrobocie, przerywanie ciąży. W sferze politycznej stawiano kwestie urzędu prezydenta PRL, zniesienia cenzury prewencyjnej, reformy administracyjnej i zmian w ordynacji wyborczej. Przede wszystkim jednak referendum winno przynieść „opowiedzenie się za wcześniej rozpropagowaną konkretną i jasną wizją programu politycznego i gospodarczego”. Sęk w tym, że takiego programu nie było.

Przeciwko projektowi opowiadało się szefostwo SB. Argumentowało, że społeczeństwo odczyta go jako próbę usprawiedliwienia bolesnych decyzji ekonomicznych, co może zaowocować powszechnym bojkotem albo wynikiem nierozstrzygającym. Nawet wynik korzystny dla władz nie zapewnia realnego poparcia dla formalnie zaaprobowanej polityki. „W takiej sytuacji po referendum nic by się właściwie nie zmieniło: władza pozostałaby przed tymi samymi problemami, zobligowana społecznie do ich rozwiązania, podczas gdy społeczeństwo do tych zobowiązań nie musiałoby się wcale poczuwać” – zauważali trzeźwo doradcy z bezpieki.

Jaruzelski odrzucił te wątpliwości. Zredagowane z walnym udziałem generała pytania nie dotykały istoty polskich problemów – ogólnikowo zapowiadały uzdrowienie gospodarki i demokratyzację: „1) Czy jesteś za pełną realizacją przedstawionego Sejmowi programu radykalnego uzdrowienia gospodarki zmierzającego do wyraźnej poprawy warunków życia społeczeństwa, wiedząc, że wymaga to przejścia przez trudny dwu-, trzyletni okres szybkich zmian? 2) Czy opowiadasz się za polskim modelem głębokiej demokratyzacji życia politycznego, której celem jest umocnienie samorządności, rozszerzenie praw obywateli i zwiększenie ich uczestnictwa w rządzeniu krajem?”.

Takie sformułowanie pytań ułatwiło decyzję opozycji. Wciąż nielegalna Solidarność uznała, że odpowiedzią na referendum, które nie przedstawiało rzeczywistej alternatywy, może być tylko bojkot. „Tak jak było i jest teraz, dłużej być nie może. O to Polaków nie trzeba pytać” – oświadczył Lech Wałęsa. Takie samo stanowisko zajęło podziemne kierownictwo związku. Władze usiłowały pozyskać poparcie Kościoła, ale i to im się nie udało. Biskupi ocenili, że referendum jest przedwczesne, a reforma gospodarcza bez przemian politycznych skazana na porażkę. Uznając konieczność zmian w niewydolnym systemie ekonomicznym, komuniści nie mieli wszakże zamiaru odrzucać monopartyjnych zasad, na których opierała się ich władza.

Jeśli wierzyć danym oficjalnym, 29 listopada 1987 r. do urn poszło 67 proc. uprawnionych (według opozycji niewiele ponad 50 proc.). Na pierwsze pytanie pozytywnie odpowiedziało 44 proc., na drugie – 46 proc., nie osiągnięto więc progu wymaganego w ustawie. Propozycje rządu odrzuciło ok. 5 mln obywateli.

Zaskoczone władze robiły dobrą minę do złej gry i uznały, że referendum nie przyniosło rozstrzygnięcia. Planowaną podwyżkę cen przeprowadzono na początku 1988 r. Jednak partyjną elitę ogarnęło poczucie bezsilności. Władza się w jakimś sensie zużyła – wspominał Jaruzelski. – Jak jest zmęczenie materiału, tak bywa i zmęczenie sprawowaniem władzy”. Przegrane referendum stanowiło dla szefa partii moment politycznie i psychologicznie decydujący – innego wyjścia z kryzysu niż kompromis z Solidarnością już nie było.

Powszechne uwłaszczenie i prywatyzacja

Frekwencja była także kluczowym elementem następnego plebiscytu, który odbył się już w wolnej Polsce, w 1996 r. Nowa ustawa o referendum, uchwalona w 1995 r., stanowiła, że rozstrzygnięcie następuje, jeżeli za przedstawioną propozycją opowie się większość biorących udział w głosowaniu. Jednakże wynik głosowania miał być wiążący pod warunkiem udziału w nim ponad połowy uprawnionych. Okazało się to również zbyt wysokim progiem.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną