Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Historia

Siła wolnego słowa

Drugi obieg w PRL: w podziemiu, ale bez cenzury

W pismach podziemnych nie było miejsca na kwiecistość języka, subtelne metafory czy celne porównania. W pismach podziemnych nie było miejsca na kwiecistość języka, subtelne metafory czy celne porównania. Ośrodek Karta / Forum
Wraz z powstaniem przed 40 laty Komitetu Obrony Robotników ukazały się pierwsze niezależne czasopisma. To był początek działalności największego podziemnego ruchu wydawniczego.
Początkowo pisma drugiego obiegu były rozpowszechniane na wzór samizdatu, czyli przepisywane w kilku egzemplarzach przez każdego z czytelników.East News, AN/• Początkowo pisma drugiego obiegu były rozpowszechniane na wzór samizdatu, czyli przepisywane w kilku egzemplarzach przez każdego z czytelników.

Jednym z założeń funkcjonowania KOR była jawność działania (patrz POLITYKA 39). W tej sytuacji konieczne było znalezienie formuły komunikowania się ze społeczeństwem. Pomysł rozpowszechniania tekstów poza cenzurą nie był nowy; inspirację mogły stanowić polskie tradycje wydawania prasy konspiracyjnej, ale nie tylko. Kiedy rodził się polski drugi obieg wydawniczy, w ZSRR już od prawie 20 lat funkcjonował samizdat. Teksty poza systemem cenzury rozpowszechniano tam po prostu poprzez przepisywanie ich w kilku egzemplarzach przez każdego z czytelników, który następnie przekazywał je dalej. Przed 1976 r. polscy opozycjoniści nie podejmowali na większą skalę takich prób. Współpracownik KOR Ludwik Dorn wspominał, że mieli nawet z tego powodu pewien kompleks wobec rosyjskich dysydentów.

Gdy wraz z powstaniem KOR w Polsce zaczęły ukazywać się opozycyjne pisma, początkowo były rozpowszechniane właśnie na wzór samizdatu. Obok zwiększania potencjalnego nakładu pisma miało to również istotne znaczenie organizacyjne. W ten sposób szybko rozszerzała się sieć współpracowników ruchu opozycyjnego. W swoich wspomnieniach barwnie i z charakterystyczną dla siebie przesadą opisywał to Jacek Kuroń: „Jedna osoba przepisywała przez kalkę sześć egzemplarzy komunikatu, jeden nam zwracała, a pięć rozprowadzała wśród ludzi. Następne osoby robiły to samo. Kiedy wieczorem szło się przez moje podwórko, słychać było stukot klawiszy”.

Korkowcem pisane

Oficjalnym organem KOR był „Komunikat”, jego treść musiała być zaakceptowana przez wszystkich członków komitetu. W jego redagowaniu uczestniczyli zresztą czołowi działacze komitetu, m.in. Antoni Macierewicz, Jacek Kuroń, Jan Józef Lipski i Piotr Naimski.

Polityka 43.2016 (3082) z dnia 18.10.2016; Historia; s. 57
Oryginalny tytuł tekstu: "Siła wolnego słowa"
Reklama