Historia

Miasto jest nasze!

1418: bunt wrocławskiej biedoty

Panorama Wrocławia – kolorowy sztych z XV w. Panorama Wrocławia – kolorowy sztych z XV w. AKG Images / BEW
Defenestracja, jako swoiście czeska wersja protestu politycznego, powszechnie kojarzy się z Pragą i początkiem wojen husyckich, ale 600 lat temu po raz pierwszy skorzystał z niej wrocławski prekariat, przejmując władzę nad miastem.
Wrocławski kościół św. Klemensa. To stąd 18 lipca 1418 r. wyruszył tłum rzeźników, murarzy, sukienników i innych przedstawicieli biedoty, by rozprawić się z rajcami.AN Wrocławski kościół św. Klemensa. To stąd 18 lipca 1418 r. wyruszył tłum rzeźników, murarzy, sukienników i innych przedstawicieli biedoty, by rozprawić się z rajcami.

Artykuł w wersji audio

Zaczęło się od intrygi zawiązanej podczas niedzielnego nabożeństwa. Rozmowa między spiskowcami toczyła się zapewne po polsku, ponieważ wrocławski kościół św. Klemensa nazywano świątynią polskich rybaków i od jakiegoś już czasu był on miejscem burzliwych spotkań, podczas których wygrażano rządzącej miastem radzie. Następnego dnia, 18 lipca 1418 r., na głos pasterskiego rogu wokół świątyni zebrał się tłum rzeźników, murarzy, sukienników i innych przedstawicieli miejscowej biedoty. Krótkie przemówienie zagrzewające zgromadzonych do wzięcia spraw w swoje ręce wygłosił bednarz Jacob Kreuzberg. Następnie uzbrojone w pałki, dzidy i noże pospolite ruszenie skierowało się na rynek.

Zaskoczeni rajcy usłyszeli tumult, kiedy było już za późno. Kreuzberg jako pierwszy wyważył drzwi do wieży ratuszowej. To, co stało się potem, opisał kronikarz Mikołaj Pol: „Na rynku przed dybami zabili burmistrza Nikolausa Freibergera, trzech ławników i oprócz tego z gminy Nikolausa Faustlinga i Nikolausa Neumarkta. Georg Rathburg, szewc, gonił własnego kuzyna Johanna Megerlina, wyciągnął go bez żadnej litości z wieży ratuszowej, gdzie schował się pod dachem. Następnie zrzucił go z góry na rybi targ na piki zbuntowanej tłuszczy. Pospólstwo zrzuciło go potem z oszczepów do ogrodu na targu, gdzie w męczarniach życie zakończył”. Rewolucyjne święto trwało w najlepsze. Skrzynie z pieniędzmi i dokumentami zostały rozbite, broń z arsenału zrabowana, a więźniowie uwolnieni. Buntownicy okupowali ratusz przez kolejne pięć dni, ale przemoc nie rozprzestrzeniła się na resztę miasta. Nietknięte pozostały prywatne domy zamęczonych rajców, ich rodziny również nie zaznały przemocy.

Wykluczeni A.D. 1418

W pierwszych latach XV w. miasta korony czeskiej, w tym także Śląsk, były areną niewyobrażalnego wprost zamętu. Rewolty – jak to określano – ludzi na skraju wybuchały z różnymi natężeniem w całym kraju. W 1405 r. w Budziszynie miejscowe rzemieślnictwo przy wsparciu biedoty zmiotło radę miejską i przypuściło atak na zamek, gdzie rezydował wójt królewski. Kilka lat później podobne zamieszki wybuchły w Kłodzku, a w 1416 r. konflikt między radą a gminą rozpalił Żytawę.

Kim byli ludzie na skraju i dlaczego się buntowali? Zazwyczaj identyfikuje się ich ze wszystkimi niewpisanymi w księgi miejskie, nieposiadającymi domu lub nienależącymi do cechów. Żyli w większości z pracy najemnej. W przypadku dużych miast, jak Wrocław, dochodził do tego problem ludzi z marginesu społecznego: wszelkiego rodzaju żebraków, włóczęgów, kalek oraz chorych. W edyktach stanów śląskich z XV w. powtarzają się opowieści o gromadach żebraków napadających na domy mieszczan i wymuszających dla siebie chleb. Wedle szacunków prof. Romana Hecka z Uniwersytetu Wrocławskiego w pierwszych latach XV w. w stolicy Dolnego Śląska mogło żyć ok. 2 tys. tzw. ludzi luźnych. Ich poziom bytowania był dodatkowo zaniżany przez spadek realnej wartości pieniądza.

W szczególnie złej pozycji znajdowały się kobiety. Ich praca była wyceniana niżej niż mężczyzn, statuty cechowe zabraniały zatrudniania ich w miejsce czeladników i uczniów. Wypychane na zawodowy margines szukały źródeł utrzymania m.in. w prostytucji. We Wrocławiu poświadczone jest istnienie domu publicznego przy ul. Studenckiej, który stanowił własność miejscowego klasztoru kanoników regularnych na Wyspie Piaskowej – posiadanie takich przybytków uciech przez instytucje duchowne nie było w wiekach średnich rzadkością. Z informacji prof. Hecka wynika, że zakonnicy „pobierali od prowadzącego ten dom niejakiego Obrichta Kubischa 8 grzywien i 16 groszy czynszu rocznie”.

Grupą, wśród której panowały szczególnie buntownicze nastroje, byli rzemieślnicy cechowi i czeladnicy. Konflikt między nimi a uprzywilejowanym patrycjatem jest zjawiskiem charakterystycznym dla większości miast ówczesnej Europy. W latach poprzedzających dramatyczne wypadki z 1418 r. we wrocławskiej księdze miejskiej pełno jest zapisków o atakach, zamieszkach i walkach między obywatelami a rzemieślnikami, w tym łamanie statutów cechowych przez rajców. Miejscowy patrycjat, złożony z kilku najbogatszych rodzin kupieckich, na każdym kroku dawał odczuć czeladnikom i uboższym współmieszkańcom, że są obywatelami drugiej kategorii. Tkacze nie mogli np. sprzedawać swoich produktów w sukiennicach. Ludzie o najniższym statusie majątkowym zamieszkiwali w większości domy należące do kupców, dla których wynajem nieruchomości był istotną częścią dochodów.

Wielki gniew budził fakt, że hegemonia ekonomiczna patrycjatu łączyła się z dominacją polityczną. Chodziło oczywiście o skład rady, najważniejszego organu władzy w mieście. W rękach rajców spoczywały kwestie ściągania podatków i opłat, regulacje handlowe oraz wymiar sprawiedliwości (spory sądowe także rozstrzygali ławnicy). Przed 1418 r. skład wrocławskiej rady miejskiej pozostawał niezmienny od prawie czterech dekad. Od czasu do czasu dopuszczano doń jednego bądź dwóch przedstawicieli cechów. W 1389 r. przedstawiciele wszystkich miejscowych cechów wysyłali do króla tajną delegację, żądając ograniczenia wszechwładzy rady oraz dołączenia do jej składu przedstawicieli rzemiosła. Interwencja monarchy zmieniła sytuację tylko na moment. Król porzucił sprawę cechów, kiedy wrocławscy kupcy obiecali wypłacić 3 tys. grzywien jego wierzycielom. Tym samym rzemieślnicy znów zniknęli ze składu rady.

W PRL propaganda starała się przedstawić sytuację w takich miastach jak Wrocław w kategoriach starcia bogatego niemieckiego patrycjatu z polskojęzyczną biedotą. Rzeczywistość średniowiecznego miasta była jednak bardziej skomplikowana, a konflikty między różnymi grupami mieszczaństwa często nie pokrywały się z podziałami społecznymi czy językowymi. Bunt z 1418 r. nie był więc wyłącznie dziełem Polaków, po stronie ówczesnych oburzonych znalazło się wielu Niemców (czego dowodzi późniejsza lista skazanych na śmierć), a i wśród miejscowych rodzin kupieckich spotyka się polskobrzmiące nazwiska.

Wretslaw

Rozedrganie i niepokój, jakie ogarnęły śląskie miasta, jaskrawo kontrastowały z atmosferą w państwie polsko-litewskim. Kraków – zajęty konfliktem z Zakonem Krzyżackim – nie bardzo ekscytował się tamtejszymi niepokojami. Pod względem politycznym związki Śląska z Polską zdecydowały się w 1335 r. na zjeździe w Wyszehradzie. Kazimierz Wielki zrzekł się wówczas praw do tej krainy w zamian za obietnicę króla Czech, że na zawsze zapomni o swoich pretensjach do tytułu króla Polski. Późniejszy o trzynaście lat pokój namysłowski przypieczętował fakt, że od tego momentu dzieje Śląska sprzęgły się z państwowością czeską.

W Europie Środkowej doby późnego średniowiecza Praga była regionalną potęgą. Pod względem ekonomicznym i kulturalnym Czechy przewyższały wszystkich swoich sąsiadów, a panujący nad nimi królowie z dynastii Luksemburgów dzierżyli również tytuł cesarzy. Śląsk z kolei stał się jedną z najważniejszych części Korony św. Wacława, federacyjnego związku czterech krain (powołanego przez kancelarię cesarza Karola IV w 1348 r.): Czech właściwych, Moraw, Łużyc i Śląska właśnie. Koncepcja Korony wyrażała niezwykle nowoczesny, jak na XIV w., pogląd na państwo jako instytucję, nie zaś własność tej czy innej dynastii. Wrocław rozkwitł, z miejsca awansując na pozycję drugiego po Pradze największego miasta w Czechach. Na przełomie XIV i XV w. liczył do 20 tys. mieszkańców. Jego pozycja zasadzała się na handlu suknem; kontakty kupców sięgały od Flandrii, skąd sprowadzano materiały, po Kijów i dawne kolonie greckie nad Morzem Czarnym.

Od zarania państwowości czeskiej oraz polskiej Śląsk funkcjonował jako terytorium pograniczne. Stale krzyżujące się wpływy Piastów, Przemyślidów i cesarstwa znalazły odbicie w zamieszkującej Wrocław mieszance etnicznej. Poza niemieckojęzycznym w większości patrycjatem, zajmującym dominującą pozycję społeczną, drugą najliczniejszą grupę językową stanowili Polacy. Istotną częścią miejskiego krajobrazu byli także Czesi oraz Żydzi. Ci ostatni zamieszkiwali Wrocław co najmniej od trzech wieków. Wśród żydowskich rzemieślników można było spotkać rzeźników, piekarzy i kucharzy. W XIV w. w mieście było aż 12 żydowskich jatek. W latach 1349 i 1360 doszło do pogromów ludności żydowskiej. W obu przypadkach akty agresji zostały spowodowane plotkami, jakoby Żydzi spowodowali wybuch zarazy (w Europie szalała właśnie epidemia czarnej śmierci) lub wywoływali pożary. Przed pogromem w 1349 r. we Wrocławiu mieszkało 70 rodzin żydowskich; kiedy kurz opadł – pozostało ich jedynie 5.

Wbrew poglądom, że śląskie mieszczaństwo było wyłącznie niemieckie, we Wrocławiu nie brakowało ludzi posługujących się polską mową. Najwięcej ich zamieszkiwało w okolicy tzw. Nowego Miasta i prawego brzegu Odry. Okolice kościoła św. Klemensa, gdzie rozpoczął się bunt, zamieszkiwali drobni polskojęzyczni rzemieślnicy. Im bliżej rynku i samego Starego Miasta, tym bardziej dominowali niemieckojęzyczni kupcy.

Kwestie tożsamościowe i językowe prowokowały oczywiście liczne konflikty. W ówczesnych warunkach niemieckość i polskość nie stanowiły jednak kategorii wykluczających się. Dwujęzyczność musiała być zjawiskiem powszechnym, niezbędnym, by funkcjonować w tym środowisku. Norman Davies w „Mikrokosmosie” pisał o tożsamości wielokrotnej, ponieważ średniowieczne miasta zamieszkiwali ludzie o różnym pochodzeniu i proweniencji prawnej. Ich tożsamość z natury rzeczy była płynna, niejednolita. Jakakolwiek próba nakłonienia mieszkańców dowolnego XIV-wiecznego śląskiego miasta do wypełnienia kwestionariusza osobowego, który wymagałby zdeklarowania się jako Polak, Niemiec bądź Czech, z pewnością zakończyłaby się fiaskiem.

Stan wojenny

Wrocławski bunt z 1418 r., zwieńczony spektakularnym wyrzuceniem radnych z okien wieży ratuszowej, był pierwszą salwą rewolucji, która rysowała się już na horyzoncie. Według Františka Šmahela, czeskiego historyka specjalizującego się w czasach husyckich, „w całym królestwie stopniowo gromadzący się niepokój nabierał niezbędnej energii do lawinowego wybuchu”. Ten zaś nastąpił niemal dokładnie rok po wydarzeniach we Wrocławiu. 30 lipca 1419 r. w Pradze zrewoltowany tłum wtargnął do ratusza i wyrzucił przez okna miejscowych rajców, zapoczątkowując tym samym osobliwie czeską tradycję protestu politycznego.

Dla króla Zygmunta Luksemburskiego defenestracja praska z pewnością jawiła się groźniejszą od tej wrocławskiej, ponieważ pierwsze skrzypce grali w niej zwolennicy Jana Husa, czeskiego reformatora spalonego na stosie podczas soboru w Konstancji w 1415 r. Hus głosił potrzebę głębokiej moralnej reformy Kościoła. Był zwolennikiem komunii pod dwiema postaciami (chleba i wina) oraz wyzbycia się przez duchownych dóbr doczesnych. Jego idee padły w Czechach na podatny grunt, zlewając się z rosnącą wrogością wobec niemieckiej szlachty i mieszczan. Takie było społeczne podglebie nadchodzących wojen husyckich.

Zanim jednak dano sygnał do walki, król musiał poradzić sobie z wrocławskimi bednarzami i murarzami. Początkowo nic nie wskazywało, by chciał brać na buntownikach krwawy odwet. Mianował nawet nową radę, której skład został poszerzony o przedstawicieli cechów. Rozstrzygnięcie okazało się tymczasowe. Zygmunt przybył do Wrocławia 5 stycznia 1420 r. Przyjąwszy od mieszczan hołd wierności, ogłosił, że winni śmierci rajców zostaną osądzeni. Wyroki zapadły błyskawicznie. 4 marca na rynku głównym kat ściął głowy 23 osób. W obawie o bunt wszystkie ulice prowadzące na miejsce kaźni zostały zablokowane. Tych, którzy zdołali uciec z miasta, ukarano dożywotnią banicją, a ich majątek uległ konfiskacie. Zachowana do dziś imienna lista skazanych daje pojęcie o ich profesjach: Nicolas Stelczner (furman), Polkewicz (rzeźnik), Jan (chłopak szlifierza), Bartosz (murarz), Nikolaus Seder (murarz), Arnold (oracz), Czerwony Jorge (szlifierz), Heckler (syn malarza). Aby utrzymać wrocławski prekariat w ryzach, król wydał dekret ograniczający prawa mieszkańców do zebrań (legalne zgromadzenia nie mogły liczyć więcej niż sześć osób), rozwiązując jednocześnie bractwa religijne i czeladnicze.

Co istotne, rozprawa Zygmunta z wrocławskimi buntownikami miała drugie dno, a było nim wysłanie sygnału ostrzegawczego husyckiej Pradze. Z tego też względu jedenaście dni po kaźni buntowników przywleczono na rynek Jana Krasę, mieszczanina z Pragi, oskarżonego o głoszenie we Wrocławiu heretyckich idei i podburzanie ludu. Krasa ani myślał wyrzec się swoich przekonań, za co wleczono go końmi, a później spalono na stosie. Spektakl królewskiej władzy dopełniło uroczyste odczytanie papieskiej bulli, w której papież Marcin V powierzył Zygmuntowi zorganizowanie krucjaty przeciwko zwolennikom poglądów Husa.

Przez najbliższe lata Śląsk był krainą frontową. Sam Wrocław pełnił zaś rolę punktu wypadowego, skąd król prowadził krucjaty przeciw swoim poddanym. Fakt, że cały region pozostał w większości katolicki, doprowadził z biegiem czasu do silnego antagonizmu śląsko-czeskiego. Miały w tym również swój udział niszczące najazdy, podczas których wojska husytów paliły śląskie miasta, nie oszczędzając ich ludności. Ta nieufność przeniknęła z czasem do języka potocznego, gdzie zwrot czeska wierność oznaczał zdradę.

Mimo wszystko burzliwy XV w. okazał się dla Wrocławia fortunny. W 1469 r. na tron czeski został wybrany katolik i król Węgier Maciej Korwin. Nie udało mu się jednak rozciągnąć władzy na cały kraj – stany czeskie obrały królem i wezwały do Pragi umiarkowanego husytę Jerzego z Podiebradów. Korwin polegał więc w swojej polityce na poparciu Śląska i samego Wrocławia. Temu właśnie zawdzięczał osobliwy przydomek wrocławskiego króla czeskiego. Począwszy od 1469 r., przez kolejne dwie dekady Czechami rządziło dwóch monarchów. Sam Wrocław po raz pierwszy (i ostatni) w swoich dziejach był zaś o krok od osiągnięcia statusu stolicy państwa.

Polityka 36.2018 (3176) z dnia 04.09.2018; Historia; s. 61
Oryginalny tytuł tekstu: "Miasto jest nasze!"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Prof. Leociak: Kościół jako instytucję należy odrzucić

To już nie są czasy zdobywania nowego świata i nawracania siłą wszystkich „dzikusów”, czy tego chcą, czy nie – mówi prof. Jacek Leociak z Instytutu Badań Literackich PAN, autor „Młynów Bożych” i wydanego właśnie „Wiecznego strapienia. O kłamstwie, historii i Kościele”.

Katarzyna Czarnecka
30.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną