Co przyniosły zamieszki w Rosji w 1993 r.

Październikowa rebelia
Przed ćwierć wiekiem konfrontacja zwolenników i przeciwników reform w Rosji doprowadziła do krwawych starć w Moskwie, które mogły przerodzić się w wojnę domową.
Ostrzał Białego Domu (gmachu parlamentu) cały świat mógł oglądać na żywo dzięki CNN.
Wojtek Łaski/EAST NEWS

Ostrzał Białego Domu (gmachu parlamentu) cały świat mógł oglądać na żywo dzięki CNN.

Zwolennicy rozwiązanej przez Jelcyna Rady Najwyższej demonstrują na placu Smoleńskim w Moskwie, październik 1993 r.
Wojtek Łaski/EAST NEWS

Zwolennicy rozwiązanej przez Jelcyna Rady Najwyższej demonstrują na placu Smoleńskim w Moskwie, październik 1993 r.

Rusłan Chasbułatow, w 1993 r. przewodniczący Rady Najwyższej FR, przeciwnik reform Borysa Jelcyna i przywódca rebelii.
Wojtek Łaski/EAST NEWS

Rusłan Chasbułatow, w 1993 r. przewodniczący Rady Najwyższej FR, przeciwnik reform Borysa Jelcyna i przywódca rebelii.

Daniel Dobrzyński, ceniony konstruktor unikatowych maszyn i mechanizmów oraz wykładowca akademicki, ma dziś 71 lat. W 1993 r. ten bezpartyjny inżynier o polskich korzeniach był deputowanym z syberyjskiego Tomska. Jak większość członków parlamentu nie podporządkował się dekretowi prezydenta Borysa Jelcyna o rozwiązaniu Zjazdu Deputowanych Ludowych Federacji Rosyjskiej i Rady Najwyższej FR. (Były to organy władzy państwowej wybrane jeszcze przed rozpadem ZSRR). I nie opuścił ich siedziby nazywanej przez moskwian Białym Domem. – Schroniliśmy się w sali plenarnej, w dolnej części gmachu. Nie miała okien i tym samym broniła przed ostrzałem z karabinów maszynowych i czołgowych dział. Potworne wrażenie osaczenia potęgowały kolejne salwy druzgocące piętra nad nami. Niektórzy śpiewali pieśni patriotyczne, ktoś recytował jakieś wiersze, inni modlili się… W pewnym momencie otworzyły się naraz wszystkie drzwi do sali. Stali w nich zamaskowani żołnierze specoddziału Alfa z wycelowanymi w nas automatami. Kazali nam wychodzić z podniesionymi rękami.

Po rozpoczęciu okupacji gmachu w krótkim czasie w jego okolice napłynęły tysiące ludzi, w tym wielu z bronią w ręku. Obwołali się Obrońcami Białego Domu. Przeprowadzali na dziedzińcach ćwiczenia wojskowe i wiecowali, nawołując do wskrzeszenia ZSRR. Okupacja Białego Domu, otoczonego kilkoma pierścieniami zasieków, trwała od 21 września do 4 października 1993 r. Wtedy nastąpił tragiczny finał konfliktu pierwszego rosyjskiego prezydenta z większą częścią władzy ustawodawczej republiki, odziedziczonej po ZSRR.

Wielomiesięczny spór dotyczył przeprowadzenia radykalnych reform ustrojowych i gospodarczych (w tym twardej polityki monetarnej). W sensie prawnym – interpretacji niektórych niejasnych sformułowań konstytucji. Wokół Kremla (prezydenta i rządu) skupili się zwolennicy reform, a w Białym Domu przewagę mieli ich przeciwnicy, na czele z przewodniczącym RN Rusłanem Chasbułatowem. W kolejnych głosowaniach odrzucali oni rządowe i prezydenckie projekty ustaw reformujących stary sowiecki porządek. O poparcie zwracali się do tysięcy rad (sowietów) we wszystkich regionach Rosji, które wzywali do niepodporządkowania się decyzjom władzy wykonawczej.

Prolog

Tłem zaostrzającego się od 1992 r. konfliktu były pogarszające się warunki życia Rosjan, malejąca siła nabywcza rubla, wielomiesięczne opóźnienia w wypłatach emerytur i pensji, korupcja na wszystkich szczeblach. Trudną sytuację wykorzystywały obie strony. Do rosyjskich telewidzów, słuchaczy i czytelników niemal codziennie przedstawiciele parlamentu albo Kremla kierowali sprzeczne oświadczenia. Padały wzajemne oskarżenia o łapownictwo. Działo się tak zwłaszcza podczas agresywnej kampanii poprzedzającej ogólnokrajowe referendum z pytaniami o: zaufanie do prezydenta; akceptację polityki społeczno-gospodarczej rządu; konieczność rozpisania przedterminowych wyborów prezydenckich i do Rady Najwyższej. 25 kwietnia 1993 r., przy wysokiej (ponad 64 proc.) frekwencji, większość głosujących wyraziła zaufanie do Borysa Jelcyna (prawie 59 proc.) i do polityki prowadzonej przez rząd (ponad 53 proc.). W mniejszości okazali się zwolennicy przedterminowych wyborów prezydenckich (niecałe 32 proc.) i parlamentarnych (ponad 43 proc.).

Rezultaty referendum, które Kreml uznał za wyraz poparcia dla reform, jeszcze bardziej podzieliły zwalczające się strony. Chasbułatow, który już wtedy w kuluarach obrad demonstrował deputowanym kuloodporną kamizelkę pod koszulą, oskarżył rząd i prezydenta o nieudolne przeprowadzenie lipcowej wymiany pieniędzy (ruble przestały być sowieckie), która wzburzyła Rosjan, bo na wymianę swoich oszczędności mieli zaledwie dwa tygodnie. W dodatku wymienić mogli stosunkowo niewielką kwotę, a resztę przymusowo wpłacić na specjalne konta. Zapewne dlatego, czując spadające poparcie, w połowie sierpnia Jelcyn przedstawił, nagłośnioną przez media, propozycję utworzenia Rady Federacji, nowego ciała ustawodawczego, które – zgodnie z jego planami – mogłoby zneutralizować wpływy RN i uporządkować ustrój polityczny. Wymagałoby to oczywiście zmiany konstytucji. Odpowiedzią Chasbułatowa było m.in. przygotowanie kilku aktów prawnych pozwalających na wprowadzenie w życie ustaw mimo weta nałożonego przez prezydenta oraz poprawki do konstytucji dające Radzie Najwyższej (zarazem odbierające prezydentowi) prawo mianowania nie tylko premiera, wicepremierów, ale i najważniejszych ministrów. Przewodniczący RN poparł też apel komunistów o odbudowę ZSRR. Jednak najdalej przeciwko Jelcynowi posunął się, gdy w publicznej wypowiedzi stwierdził, że „obowiązującym zwyczajem w gabinecie prezydenta jest… butelka wódki wręczana za załatwienie jakiejś sprawy”. Jak twierdzi wielu historyków, właśnie ta osobista i niezbyt elegancka wypowiedź przyspieszyła bieg wydarzeń.

21 września, zaraz po emisji głównego dziennika telewizyjnego, prezydent w swoim oświadczeniu odwołał się do wyników referendum i zwrócił się do Rosjan z apelem o udzielenie mu wsparcia w sporze z Radą Najwyższą. Ogłosił, że podpisał dekret nr 1400 „O stopniowej reformie konstytucyjnej w Federacji Rosyjskiej”. Rozwiązywał ze skutkiem natychmiastowym Radę Najwyższą i Zjazd Deputowanych Ludowych i wyznaczał wybory do parlamentu na 12 grudnia, a do tego czasu miały obowiązywać rządy prezydenckie.

Już parę godzin później, w nocy z 21 na 22 września, Rada Najwyższa odrzuciła w głosowaniu dekret prezydenta i uznała jego niekonstytucyjne postępowanie za zamach stanu. Większość deputowanych, z Chasbułatowem na czele, zdecydowała się na okupację gmachu. W kolejnych dniach zwołali Zjazd Deputowanych Ludowych, aby odwołać Jelcyna. Jednak zabrakło kworum. Wobec tego, omijając konstytucję, mianowali pełniącym obowiązki głowy państwa Aleksandra Ruckoja, do niedawna wiceprezydenta Rosji. (Jelcyn zdymisjonował go kilka dni wcześniej, kiedy ten opowiedział się po stronie RN). Jednocześnie ochrona budynku otrzymała polecenie rozdania broni cywilnym pracownikom parlamentu. Okazało się przy tym, że w Białym Domu znajduje się całkiem pokaźny arsenał zgromadzony w minionych miesiącach. Według moskiewskiego Urzędu Spraw Wewnętrznych było tam: 1600 automatów Kałasznikowa, 2000 pistoletów, 18 karabinów maszynowych, 10 karabinów snajperskich i 12 granatników.

Życie w blokadzie

Przez dwa tygodnie trwało swoiste przeciąganie liny. Już w pierwszych dniach blokady na Kremlu rozważano siłowe rozwiązanie konfliktu przy pomocy wojska, jednak generałowie nie wykazywali ku temu gotowości. Tymczasem deputowani powołali „swoich” szefów najważniejszych resortów: obrony, spraw wewnętrznych i bezpieczeństwa, których zasięg działania był jednak ograniczony zasiekami otaczającymi Biały Dom. Obrońcy koczujący przy ogniskach albo pilnujący prowizorycznych barykad odgradzających każde przejście w wysokim ogrodzeniu skupiali się w większe grupki przed obiektywami kamer i aparatów. Wymachując transparentami, czerwonymi albo pstrokatymi sztandarami, złorzeczyli całemu światu, że „nie bierze w obronę prawa, prawdziwej demokracji i rad”. Dość operetkowo wyglądał przegląd ich oddziałów: obok siebie kroczyli kozacy w kosmatych papachach, czerwonoarmiści z wielkimi gwiazdami na wojskowych czapkach albo na cywilnych bejsbolówkach. Dziwacznie wyglądali Sybiracy w oporządzeniu myśliwskim z dwururkami przewieszonymi przez ramię. Trafiali się także zwolennicy odrodzenia monarchii, z portretami ostatniego cara na transparentach i świętymi ikonami. Najlepszą musztrą pochwalił się oddział rosyjskich nazistów, w mundurach ze znakiem krzyża wpisanego w swastykę na rękawach. Ci dobrze wyszkoleni bojowcy – członkowie Rosyjskiej Jedności Narodowej – pozdrawiając obserwujących nazistowskim wyciągnięciem rąk, stawili później zacięty opór żołnierzom szturmującym gmach i jako jedyni w większości uniknęli aresztowań, wycofując się z Białego Domu przez wielokilometrowy i wielopiętrowy labirynt moskiewskich podziemi.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną