Polski Indiana Jones? Arkady Fiedler to nie tylko „Dywizjon 303”. Był stawiany wyżej od Londona
Nic nie wróżyło, że jego życie przypominać będzie hollywoodzką superprodukcję. Arkady Fiedler urodził się 131 lat temu 28 listopada 1894 r. w skromnej rodzinie poznańskiego prekursora chemigrafii. Jego start w dorosłość zdominowała machina I wojny światowej – od ochotniczego zaciągu w szeregi armii pruskiej aż po wybuch powstania wielkopolskiego, dającego impuls do porzucenia służby dla zaborcy i udziału w antyniemieckiej rebelii. W wolnej już Polsce Fiedler wraca do cywilnego życia, aby poprowadzić zakład fotochemigraficzny pozostawiony przez zmarłego nagle ojca.
Apologeta kolonializmu
Dzięki powojennemu ożywieniu gospodarczemu i determinacji właściciela przedsiębiorstwo staje się numerem jeden w Wielkopolsce. Arkady osiągnąwszy finansową stabilność nudzi się jałowością mieszczańskiego życia i nieoczekiwanie wyrusza do Ameryki Południowej. Aby nadać swej wyprawie rangę ekspedycji naukowej, zbiera przyrodnicze trofea dla poznańskiego muzeum. Kilka lat później penetruje Amazonię po raz drugi, wysyłając felietony z podróży do wielkonakładowej „Gazety Polskiej”. Jest to strzał w dziesiątkę otwierający mu drogę do sławy w świecie literatury.
Dla zyskania przychylności władz wiele jest w stanie poświęcić, osiągając biegłość głoszenia przeciwstawnych tez, czego przykładów znaleźć można w jego spuściźnie bez liku. Po wypełnieniu rządowej misji na Madagaskarze Fiedler staje się jednym z najzagorzalszych apologetów polskiej myśli kolonialnej. Dowodzi cywilizacyjnego i zbawczego wpływu kolonializmu na wyrównywanie kulturowych zapóźnień, a jednocześnie mieni się przyjacielem ludów tubylczych.