Gorączka startu
Artemis 2 w cieniu Challengera. Nie chcieli odwołać startu. Ta katastrofa zmieniła astronautkę
Ostatni poniedziałek stycznia 1986 r. był w USA mroźny do szpiku kości. W ośmiu stanach zamknięto szkoły. Śniegiem sypnęło nawet w Atlancie. Na Florydzie chłód zagroził uprawom cytrusów. Większości nie zdążono jeszcze zebrać.
Zmartwieni plantatorzy migali za szybami aut inżynierów, których wieczorem wezwano na pilną telekonferencję do Centrum Lotów Kosmicznych im. Kennedy’ego. Oni też byli w nerwach. Kierownictwo NASA czekało na ich zgodę na zaplanowany nazajutrz start. Dziesiąta podróż Challengera – jednego z czterech wahadłowców, które dotąd wykonały już 24 loty na orbitę – wydawała się rutynowa.
Jednak ten start miał być wyjątkowy. W szkołach całego kraju miały go oglądać na żywo dzieci.
Czytaj też: Księżyc nie dla ludzi. Amerykanie znów chcą polecieć
Kosmos dla każdego
40 lat temu roześmianą twarz 37-letniej Christy McAuliffe – którą wybrano w programie „Nauczyciel w kosmosie” i ekspresowo wyszkolono na astronautkę – znali w Stanach Zjednoczonych prawie wszyscy. Miała poprowadzić pierwsze w dziejach lekcje z orbity. Ale dla administracji prezydenta Ronalda Reagana ważniejszy był przekaz, że w kosmos może lecieć każdy.
Po kryzysach ery Jimmy’ego Cartera wahadłowce – czyli przypominające samoloty pojazdy kosmiczne, z których, inaczej niż z kapsuł programu Apollo, korzystano wielokrotnie – udowodniły światu, że USA są ciągle potęgą w technologii. Astronauci umieszczali na orbicie nowe satelity, przechwytywali te uszkodzone, eksperymentowali w specjalnie zaprojektowanym laboratorium. Challenger wyniósł w kosmos pierwszą Amerykankę.