Polski Donbas
Polski Donbas. Jego potęgę zbudowali polscy specjaliści. Przerwali to dopiero bolszewicy
„Polaków nie brak tu na wszystkich stanowiskach – poczynając od dyrektorów, kończąc na robotnikach najemnych, nie ma chyba w Zagłębiu Donieckim kopalni lub fabryki, gdzie by nie pracowali Polacy” – pisała petersburska gazeta „Kraj” w 1903 r. Przed pierwszą wojną światową w Donbasie mieszkały tysiące naszych rodaków: w Ługańsku – 1500, w Doniecku (wówczas zwanym Juzowka) – 2 tys. osób, w osadzie Kamienskoje (później czasowo nazwanym Dnieprodzierżyńsk) – 8500.
Zaczęli osiedlać się tam na początku lat 70. XIX w., gdy wraz z rozwojem górnictwa, hutnictwa oraz innych gałęzi przemysłu wzrosło zapotrzebowanie na wykwalifikowanych robotników. Oferowano im pensje o jedną trzecią wyższe niż na pozostałym obszarze imperium rosyjskiego, dobre warunki mieszkaniowe, szpitale, szkoły, karczmy, herbaciarnie. Część podejmowała decyzję o wyjeździe żywiołowo, część sprowadzali lokalni przedsiębiorcy, np. w 1897 r. agenci Rosyjsko-Donieckiego Towarzystwa Akcyjnego przekonali 165 górników z Dąbrowy Górniczej do podjęcia pracy w Zagłębiu.
Czytaj też: Sicz Zaporoska, czyli państwo w podróży
Kopalnie węgla: Kazimierz Tołwiński
Szczególnie chętnie zatrudniano polskich inżynierów, którzy następnie ściągali do zagłębia swoich kolegów. Właśnie z polecenia rodaków w 1901 r. do Juzowki przyjechał Kazimierz Tołwiński (1862–1933), ojciec Stanisława, późniejszego prezydenta Warszawy w latach 1945–50 i absolwent Instytutu Technologicznego w Petersburgu. Jego kariera po ukończeniu studiów nie należała do udanych, bo rynek pracy w Królestwie Polskim nie oferował wielu możliwości wykształconym specjalistom.