Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Historia

Socjalistyczna seksmisja

Rewolucja seksualna w PRL. Tu nie ma prostych narracji. „Wisłocka nie była samotną rewolucjonistką”

Preferuj w Google
Wybory Miss Zimy Naturystów, marzec 1984 r. Wybory Miss Zimy Naturystów, marzec 1984 r. Wojciech Łaski / East News
O emancypacji narzuconej odgórnie, podporządkowanej potrzebom gospodarki i ideologii, opowiada dr Anna Dobrowolska, autorka wydanej w Oksfordzie książki o polskiej rewolucji seksualnej.
Anna DobrowolskaLeszek Zych/Polityka Anna Dobrowolska

MARCIN ZAREMBA: – Gdzie szukać pierwszych zapowiedzi polskiej rewolucji seksualnej?
ANNA DOBROWOLSKA: – Jednym z nieoczywistych wstrząsów była druga wojna światowa. Rozmontowała tradycyjne struktury rodzinne i wymusiła zmianę ról płciowych: kobiety przejmowały odpowiedzialność za utrzymanie rodziny, często także za podejmowanie decyzji, które wcześniej należały do mężczyzn. Rozpadały się małżeństwa rozdzielone przez obozy, przymusową pracę, emigrację. Wojna naruszyła przekonanie, że porządek rodzinny jest trwały i nienaruszalny. Po 1945 r. ludzie wracali do zupełnie innego świata. W takich warunkach łatwiej było zakwestionować dawne obyczajowe normy.

A zaraz po wojnie zalegalizowano rozwody.
To był ważny symptom. Małżeństwo potraktowano jako instytucję prawa cywilnego, nie religijnego. Nowe prawo rozwodowe dawało wolność dotychczasowym małżonkom i otwierało rozmowę o seksualności oraz autonomii jednostki.

Czyli ta rewolucja nie zaczęła się od swobody obyczajowej, ale od państwa, które zaczęło przebudowywać rodzinę? I dlatego stalinizm można uznać za jeden z etapów rewolucji seksualnej? Brzmi paradoksalnie, bo był przecież purytański.
To zależy, jak rozumiemy rewolucję seksualną. Jeśli na wzór zachodni – jako publiczne manifestacje seksualności, erotykę, młodzieżową kontrkulturę i swobodną dyskusję o seksie – stalinizm rzeczywiście do niej nie pasował. Był obyczajowo represyjny, nieufny wobec prywatności i purytański w języku. Ale jeśli spojrzymy na warunki życia kobiet, zobaczymy coś innego.

Państwo wyciągało kobiety z domu: do fabryk, szkół, administracji, służby zdrowia. Dawało im zarobek, formalne prawa i społeczną widzialność. To nie była emancypacja liberalna ani feministyczna, lecz odgórna, podporządkowana potrzebom gospodarki i ideologii.

Polityka 29.2026 (3573) z dnia 14.07.2026; Historia; s. 62
Oryginalny tytuł tekstu: "Socjalistyczna seksmisja"
Reklama