Ostatnia bitwa romantyków
Ostatnia bitwa romantyków. Tak powstańcy styczniowi chcieli wywołać syberyjską rebelię
W największym więzieniu świata – na Syberii – zdarzały się bunty i próby ucieczek. Temperatura rosła, gdy trafiały tam tysiące polskich katorżników. Wspomnieć można choćby tzw. spisek omski zorganizowany przez Polaków usadzonych na Syberii po powstaniu listopadowym. Plan był śmiały. Zakładał zbrojne powstanie (jego trzonem mieli być Polacy służący w armii carskiej stacjonujący w Omsku i okolicznych garnizonach), opanowanie większych miast i w efekcie… oderwanie Syberii od imperium!
Idea nierealna, ale organizacyjnie poważnie zaawansowana. Polacy zaangażowali do spisku zesłańców rosyjskich, organizowali wsparcie lokalnych mieszkańców, nawiązali nawet kontakty z sąsiednimi Kazachami. Nie wyszli poza sferę planów – imperium miało rozbudowaną sieć konfidentów. Fala aresztowań zapełniła więzienie przywódcami spisku. Bunt omski umarł bez jednego wystrzału, ale kary dla jego przywódców były odstraszające: 25 wyroków śmierci. Z tego 12 przez tzw. praszczętę.
Była to dość powszechnie stosowana w armii carskiej tortura, zazwyczaj kończąca się śmiercią skazanego. Z rękoma przywiązanymi do armatniego stempla lub do karabinu musiał biec między szpalerem dawnych towarzyszy broni, z których każdy wymierzał mu uderzenie kijem lub karabinowym wyciorem. Dostawał zazwyczaj kilka tysięcy uderzeń. Utrata przytomności nie przerywała egzekucji. Spośród 12 omskich spiskowców praszczętę przeżył jeden.
Czytaj też: Powstanie styczniowe po 163 latach
Spisek krasnojarsko-kański
Przez kolejne trzy dekady zadziałały mrożący efekt spisku omskiego, ale i racjonalna ocena sytuacji. Zesłańcy, poznawszy do bólu miejscowe realia, nie wierzyli już w powodzenie większej akcji.