Dekalog nowego Rosjanina
„Bez Putina nie ma Rosji”. 10 przykazań, które powinien znać każdy mieszkaniec Rosji
Po pierwsze, Krym jest nasz (Krymnasz).
To przykazanie absolutne, dziś najważniejsze. Z niego wypływają wszystkie inne, to ono nadaje im sens i legitymację. Aneksja, czyli według Rosjan „odzyskanie Krymu”, to „akt sprawiedliwości dziejowej”. Przecież półwysep to „rdzenne ziemie” rosyjskie, wzgórza świątynne prawosławia, które w 1954 r. Nikita Chruszczow nielegalnie oddał Ukrainie.
Rosjanin ma do wyboru różne uzasadnienia, wymyślane i rozwijane twórczo przez Kreml, jego usłużnych komentatorów i media. Ale „rosyjskość” Krymu to kwestia wiary, nie argumentów. Rosjanin wierzy głęboko, że Krym „jest rosyjski” i „jego miejsce jest w Rosji”, a po jakie uzasadnienie sięgnie, by to udowodnić, jest już kwestią wtórną. Można udowadniać, odwołując się do bogatej rosyjskiej historiografii, że książę Władimir, który ochrzcił Ruś, był czystej krwi Rosjaninem, czy sięgnąć po opinie prawników, że oddanie Krymu radzieckiej Ukrainie było nielegalne lub – jeśli ktoś woli – przypomnieć bohaterskie boje sił sowieckich o Sewastopol w czasie drugiej wojny światowej.
Po drugie, dlaczego Ameryce wolno, a Rosji nie?
Od aneksji Krymu procent Rosjan, którzy uważają, że Rosja jest mocarstwem, utrzymuje się na rekordowym poziomie (68 proc. według ośrodka im. Jurija Lewady). Oficjalnie Rosja dąży tylko do statusu równoprawnego z innymi silnymi graczami na arenie międzynarodowej, do światowego koncertu mocarstw, który osłabiłby szkodliwą dla świata i niesprawiedliwą hegemonię USA.
Wielu Rosjan uważa, iż utrata mocarstwowej pozycji, piastowanej niegdyś przez ZSRR, również była efektem dziejowej niesprawiedliwości i knowań Ameryki. Zarówno politycy, jak i zwykli Rosjanie potrafią z pamięci recytować przewiny USA: od Kosowa, przez Irak, po rasizm i łamanie praw człowieka.