Klasyki Polityki

Rotunda – 1979 r.

Rotunda – 1979 r.

15 lutego 1979 r. doszło do wybuchu gazu w warszawskiej Rotundzie PKO. 15 lutego 1979 r. doszło do wybuchu gazu w warszawskiej Rotundzie PKO. Witold Kiliński / Forum
15 lutego 1979 r. doszło do wybuchu gazu w warszawskiej Rotundzie PKO. Zginęło wówczas 49 osób, ponad sto było rannych. Jedną z głównych przyczyn tragedii była także ostra zima. I śnieg.

Artykuł ukazał się w tygodniku POLITYKA w lutym 2006 r., niedługo po zawaleniu się dachu hali Międzynarodowych Targów Katowickich w czasie, gdy odbywała się tam wystawa gołębi pocztowych. W wyniku tej katastrofy zmarło 65 osób, a ponad 170 zostało rannych.

Najtragiczniejszą dotąd katastrofą typu budowlanego w Polsce był wybuch gazu w warszawskiej Rotundzie PKO 15 lutego 1979 r. Zginęło wówczas 49 osób, ponad sto było rannych. Jedną z głównych przyczyn tragedii była także ostra zima. I śnieg.

To była zima stulecia. Termometry wskazywały minus osiem stopni, ale wiatr potęgował wrażenie chłodu. Na chodnikach i trawnikach leżały hałdy zbitego zmrożonego śniegu. Wybuch w samym centrum miasta, na rogu ul. Marszałkowskiej i Al. Jerozolimskich, nastąpił o godzinie 12.37. Według świadków „okrągły budynek jakby się uniósł, wybrzuszył i pękł z hukiem”. Wokół Rotundy sypnęło szkłem, w pustych oknach powiewały żaluzje, wewnątrz był wielki lej sięgający podziemi budynku.

Andrzej Krzysztof Wróblewski, wówczas reporter POLITYKI, na miejscu katastrofy znalazł się osiem minut później. Zaobserwował, że wewnątrz zachowanej, ale jakby wypatroszonej konstrukcji budynku Rotundy uwijało się kilku milicjantów i kilkudziesięciu przygodnych ratowników. Widział ludzi, którzy spinali razem paski od spodni, żeby czymś w rodzaju liny odciągać zbrojenia, pod którymi uwięzieni byli ranni.

O godz. 12.44 ktoś zadzwonił do pogotowia przy ul. Hożej. Dr Julia Borkowska-Gomez, gdy przyjechała na miejsce i zobaczyła, co się dzieje, krzyknęła przez radio do dyspozytorki: „Niech pani tu daje karetki z całej Warszawy”.

W 1999 r. w dwudziestą rocznicę tej tragedii Beata Pawlak, reporterka „Gazety Wyborczej”, rozmawiała z pracownikami Rotundy: „Pieniądze fruwały. Kasjerka Danuta Dymińska przypomniała sobie instrukcję: w razie pożaru pieniądze pakować w wory azbestowe wiszące na filarze. Ale filaru nie było”. W 2002 r. Beata Pawlak zginęła w wybuchu terrorystycznym w klubie nocnym na wyspie Bali.

Ryszard Przedworski, wówczas fotoreporter „Życia Warszawy”, był na miejscu tuż po eksplozji. – Fotografowałem w transie jak automat. Niczego nie czułem. Miałem wtedy wysokie buty podobne do tych, jakie nosili milicjanci i zomowcy. Może dlatego nikt mnie stamtąd nie gonił, bo brano mnie za swojego. Pojechałem do redakcji, koledzy zaczęli wypytywać: Bomba? Zacząłem opowiadać i dopiero wtedy mnie wzięło. Wieczorem na polecenie biura prasy KC PZPR albo cenzury wszystkie filmy, odbitki i kolumny ze zdjęciami zostały aresztowane.

6 dni na rumowisku

Władza nie chciała, żeby publikowane były zdjęcia, na których widoczne są rzędy ciał ofiar układane przy wejściu do przejścia podziemnego. Kiedy na miejsce katastrofy przyjechali towarzysze z dzielnicy, wydali polecenie, żeby karetki najpierw wywoziły trupy, potem rannych. Dr Borkowska nie mogła się na to zgodzić. Dostała potem medal za odwagę.

Przeszukiwanie rumowiska trwało 6 dni. Ostatnią ofiarę odnaleziono we wtorek 21 lutego. W pracach tych brało udział prawie 2 tys. strażaków, robotników Mostostalu, milicjantów i żołnierzy. Edward Gierek, pierwszy sekretarz KC PZPR, złożył kondolencje rodzinom ofiar, obiecał pomoc i zapewnił, że pogrzeby odbędą się na koszt państwa. Leonid Breżniew, I sekretarz KC KPZR, wyraził „głębokie współczucie” i przekazał „szczere kondolencje rodzinom i bliskim ofiar wypadku”. Tygodnik „Razem” pisał 25 lutego: „Trzeba podkreślić postawę, jaką wykazaliśmy – jako warszawiacy i Polacy wobec tej tragedii. Była to – nie waham się użyć tego słowa – postawa godna naszego narodu”. Polacy bowiem gremialnie oddawali krew dla rannych. Zwykle jej brakowało, ale teraz zebrano jej tyle, że były kłopoty z konserwacją.

Przeprowadzone śledztwo i badania – powołano 20 różnych zespołów i komisji – wykazały, że eksplozję spowodował wybuch gazu ziemnego. „Bezpośrednią przyczyną wydobywania się gazu – pisali eksperci w raporcie opublikowanym 4 kwietnia 1979 r. – było pęknięcie korpusu żeliwnego zaworu gazociągu umieszczonego obok jezdni, na głębokości 1,5 m pod powierzchnią chodnika, na skutek skurczu termicznego spowodowanego niską temperaturą i ruchów gruntu spowodowanych przez komunikację naziemną i podziemną (tunel linii średnicowej PKP przebiega w odległości 8 m). Gaz dotarł do równolegle ułożonych kabli telekomunikacyjnych, a stamtąd przedostał się do archiwum w podziemiach Rotundy”.

Normalnie gaz z wszelkich nieszczelności uchodzi przez ziemię oraz studzienki kanalizacyjne i telekomunikacyjne. Ich pokrywy miały (i mają) otwory wentylacyjne, ale podczas zimy stulecia otwory te były zapchane lodem i zawalone śniegiem. Zamarznięta ziemia nie przepuszczała gazu. Ujście znalazł on w podziemiach Rotundy. Kilka dni po eksplozji miasta upstrzone były czerwonymi i żółtymi chorągiewkami. Oznaczano nimi położenie pedantycznie już oczyszczanych z lodu i śniegu studzienek.

To tylko plotka

W oficjalną wersję większość Polaków nie wierzyła. Mówiono, że tuż przed wybuchem ktoś dzwonił do Rotundy, namawiając, żeby natychmiast wyjść. Mówiono też, że był to zamach na Breżniewa, który o tej porze miał jechać pociągiem linią średnicową z Moskwy do Berlina. Krążyła też plotka mówiąca, że był to napad na bank, ale złodzieje przesadzili z mocą ładunku. Krążyły też żarty: „Nie mów Edziu, że to gaz, bo wybuchnie jeszcze raz”. Albo: „Co słychać, gdy ulatnia się gaz? Tik-tak. Tik-tak”. Szeptano: zamachowcy pomylili się o jedno rondo, bo KC jest przy następnym.

Do dzisiaj nie wszyscy wierzą, że był to wybuch gazu. W rocznicowych tekstach pojawiają się sugestie, że jakiś mężczyzna zostawił w Rotundzie dużą paczkę, innym razem, że teczkę. Autorzy sugerują, że mogło chodzić o rozgrywki i rywalizację „na linii kierownictwo partii – Ministerstwo Spraw Wewnętrznych”. Co zaszło w Rotundzie? – pytają dziennikarze i odpowiadają sobie: „Może dowiemy się tego, gdy otwarte zostaną tajne archiwa MSW”.

W październiku 1979 r. otwarto odbudowaną Rotundę PKO. Jeszcze przez kilka lat zimą oczyszczano i oznakowywano klapy studzienek gazowych i telekomunikacyjnych. Jednak którejś zimy o nich zapomniano. I tak zostało.

Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Tabletka na HIV przyczyni się do ograniczenia nowych zakażeń?

Osobom prowadzącym ryzykowne życie seksualne marzenie o szczepionce na AIDS zastąpiła praktyka regularnego przyjmowania tabletki.

Paweł Walewski
25.06.2019
Reklama