Klasyki Polityki

Balladyna z okolic Ząbkowic

Balladyna z okolic Ząbkowic. Zbrodnia niepojęta

Agnieszka była jak jasny dzień. Miła, łagodna i – jak mówią we wsi – poukładana. Agnieszka była jak jasny dzień. Miła, łagodna i – jak mówią we wsi – poukładana. Mirosław Gryń / Polityka
To naturalne, że kiedy siostra zabija siostrę, ludzie zaczynają szukać powodów. Bo najtrudniej uwierzyć, że można zabić bez przyczyny, bez wstydu, bez litości, bez poczucia winy.

Dwadzieścia, a może nawet więcej, lat wstecz w okolicach Ząbkowic Śląskich i dalej aż pod sam Wrocław zaczęła jeździć drogami czarna Wołga i porywać dzieci, żeby wytaczać z nich krew. Starannie ryglowano wtedy piękne poniemieckie domy i żadne dziecko nie śmiało wyjść po zmroku na ulicę. Potem Wołga przestała jeździć i rozpłynęła się w ludzkiej pamięci.

Polityka 36.2006 (2570) z dnia 09.09.2006; Społeczeństwo; s. 92
Oryginalny tytuł tekstu: "Balladyna z okolic Ząbkowic"

Czytaj także

Społeczeństwo

Emeryci na psychotropach

Potrafią wyłudzać recepty, tłumaczyć, że od leków, które nie uzależniają, mają alergię. I dlatego muszą brać psychotropy. A psychiatrzy przyznają: rekordziści potrafią brać je przez kilka lat.

Katarzyna Kaczorowska
26.09.2020